Hydroakustyczne urządzenie służące do pomiaru głębokości oraz lokalizacji ryb; akcesoria pomocnicze;ECHOSONDA - pierwszy kontakt
Społeczność ludzka jest związana wodą od zarania swojego istnienia. Morze, rzeki, jeziora zawsze były miejscem, w którym zdobywało się pożywienie. Były także drogą, szlakiem komunikacyjnym. Na początku łowiono ryby, które było widać. Łapano je rękoma, głuszono kijami, przebijano ościeniami, przeszywano strzałą z łuku. Nie tylko wzrok służył do penetracji podwodnego świata. Dłonie włożone pod kamień, między korzenie, w wymytą burtę także dostarczały doświadczeń oraz pożywienia. Zmysłem, który pozwalał na schwytanie ryby stał się dotyk.
Dla poruszających się po wodach łodzi, statków, okrętów największym niebezpieczeństwem była zawsze ziemia. Ta ukryta, czatująca pod powierzchnią. Ponad połowa katastrof morskich i niemal wszystkie rozgrywające się na wodach śródlądowych, wywołane zostały przez niewidoczne gołym okiem podwodne przeszkody. Statki roztrzaskiwały się na rafach koralowych, na skałach, łodzie rozbijały się o zatopione drzewa, kamienie, grzęzły bądź wywracały się na piaszczystych mieliznach.
Stopy wody pod kilem - tymi słowami od stuleci żegnano żeglarzy opuszczających macierzystą przystań. Dla marynarza najważniejszym urządzeniem nie był log określający prędkość jednostki, nie sekstans pozwalający wyznaczyć pozycję, a sonda, dzięki której dało się tę stopę wody pod kilem zachować. Pierwszą sondą był kij, którym odpychano łódź od dna. Wiosła łodzi pychowych - śmieją się inżynierowie projektujący urządzenia high technology - są autentycznymi przodkami nowoczesnych echosond. Te ostatnie, zbudowane z najnowocześniejszych materiałów, wypchane procesorami, pełne ciekłych kryształów, półprzewodników działają tak, jak wiślany rybak sprzed kilkuset lat. On co pewien czas wysyłał impuls długą żerdzią, dotykał dna okutym piórem wiosła... I wiedział, jak głęboko jest pod łodzią. Przez całą drogę był w pełnym kontakcie z dnem.
|