Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
Płacić i wierzyć ???
 8.7/111 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Poradnik Metody połowu

Hit  Sposoby na suma

Autor: Jacek Jóźwiak
Temat: Sum
Data:29.5.02 10:51
Czytano:22790

Wbrew powszechnej opinii można łowić sumy na wiele sposobów. To nie tylko ciężka gruntówka, ale i spinning, żywcówka, spławikówka, przystawka. To także kilka odmian, kilka wariantów w każdej z tych technik.

(od redakcji: tekst pochodzi z okresu kiedy jeszcze dozwolona była metoda łowienia na żywca).



Podstawowym narzędziem połowowym, znacznie zwiększającym wędkarskie szanse, jest głowa łowcy, jego doświadczenie i wiedza o sumowych obyczajach. Nie wystarczy najbardziej nowoczesny sprzęt, najlepiej zmontowany zestaw - trzeba przede wszystkim wiedzieć, gdzie podać przynętę, czy ulokować ją na dnie, czy pod powierzchnią, co powinno być tą przynętą...

Dość często można spotkać nad wodą doskonale wyposażonych wędkarzy, którzy w bezpośredniej konfrontacji z właścicielami wysłużonych bambusówek ponoszą sumową klęskę. Przyczynę tych porażek wyjaśnił mi niegdyś pewien sędziwy łowca sumów spod mostu Gdańskiego w Warszawie.

- Ja - mówił z papierosem przyklejonym do warg - w swoim pudełku mam bałagan, bo to pojemnik bez przegródek, zwyczajna puszka po landrynach. Oni w swoich wspaniałych pudełkach wszystko mają poukładane starannie i na pokaz. Ale ja w głowie ułożyłem starannie wiele lat doświadczeń z sumami; dla mnie wiatr, ciśnienie, stan wody, jej barwa, a także dźwięki, zapachy i mnóstwo innych rzeczy jest informacją o sumie. Otwieram szufladę we łbie i wyciągam najlepszy sposób na suma. Oni z przegródki wyjmują cudo z kosmicznych technologii. Panie, gdzie kosmos, a gdzie Wisła?

Gruntówka z ciężkim ołowiem dennym

Zanim zajrzymy nad Wisłę, Odrę czy Dniestr, trzeba pogrzebać w przegródkach kosmicznego pudełka. Tradycyjny zestaw gruntowy potrafi zamontować każdy wędkarz, ale warto go pokrótce omówić. Od końca: a więc mocny hak, najlepiej z oczkiem, długi, nawet metrowy przypon z żyłki 0,35. Lepiej używać monofilu - zęby suma nie posiadają ostrych krawędzi jak u szczupaka, nie grozi ucięcie przyponu. Modne ostatnio jest sporządzanie stągiewek z plecionki coramidowej czy kevlarowej - co utrudnia przegryzienie jej przez szczupaka. Natomiast zęby suma przypominają tarkę, tudzież szczotkę do czyszczenia pilników - plecionka czepia się ich niczym rzep i może zostać przetarta włókno po włóknie. Zwolennicy przesadnych środków ostrożności mogą zastosować przypon wolframowy, pamiętając o tym, by krętlik zastąpić bardzo mocnym kółkiem łącznikowym. Moim zdaniem - i jest to powszechna wśród doświadczonych sumiarzy opinia - wąchal nie przecina żyłki i nie ma potrzeby stosowania wzmocnień. Od tej zasady czynię wyjątek na łowiskach, w których częstym gościem jest potężny szczupak - oczywiście wyłącznie podczas połowów na żywca.

A więc długi przypon z monofilu połączony z żyłką główną za pomocą węzła zderzakowego, nad nim stoper ze śruciny zaciskowej bądź gumowy, krótka, kilkumilimetrowa rurka igelitowa, zabezpieczająca od uderzenia ciężarka o stoper i wreszcie obciążnik główny, najczęściej sześciokątny, z kanalikiem przebiegającym przez dłuższą oś.

Mimo popularności zestaw ten ma poważny mankament: w przypadku dna wyścielonego grubą warstwą mułu (sumy lubią czasami ryć w takim podłożu w poszukiwaniu przekąski) przynęta może zostać zagrzebana. Na dnie wysłanym głazami uwięznąć może w kamieniach, schować się wśród gałęzi w faszynowym materacu.

Sum nazywany jest rybą dna, ale budowa jego paszczy wyraźnie informuje, że atakuje zdobycz od dołu ku górze, a więc głównie ryby i organizmy pływające nad dnem lub nawet nad powierzchnią. O dennych apetytach informują natomiast jego wąsy, ale pokarm pobierany z dna nie jest podstawa wyżywienia - to raczej przekąski i sumowa natura smakosza skłaniają go do obmacywania podłoża.

Sum, w przeciwieństwie do leszcza nie ma wysuwanego ryjka, którym może wybrać uwięźniętą między kamieniami czy w osadach przynętę, w przeciwieństwie do brzany nie ma inklinacji do podnoszenia łbem rzecznych otoczaków i wybierania jadalnych kąsków. Przynęta na suma powinna więc znajdować się nad dnem, bądź na nim łagodnie spoczywać. Takie położenie przynęty zapewnia "irlandka". Jest to gruntowy zestaw z trokiem bocznym, na którym mocuje się ciężarek z uszkiem. Tu musi nastąpić podkreślenie - to nie przypon skonstruowany jest z żyłki cieńszej o "oczko", a trok obciążnika. Sum podczas holu ma zwyczaj murować do dna, czasem wiele wysiłku trzeba włożyć w oderwanie go od podłoża. W trakcie walki bardzo często w gałęziach, między kamieniami, w innych zawadach więźnie ciężarek. Mocowanie go na cieńszej żyłce zapobiega utracie ryby - tzw. twardy zaczep likwiduje się siłowo, urywając ciężarek. Jeśli dzieje się to podczas holu suma, trzeba pamiętać o tym, by szczytówka wędziska nawet podczas zrywania ciężarka była uniesiona ku górze - należy się liczyć z silnym atakiem po odzyskaniu pełnego kontaktu z rybą. Są dwie szkoły mocowania obciążnika: pierwsza przenosi na sumy metodę karpiową i nakazuje wiązać trok "na sztywno", poczwórnym węzłem chirurgicznym. Ja sam jestem zwolennikiem przelotowego mocowania troka - na specjalnej przelotce bądź na krętliku. Właśnie ze względu na częste więźnięcie ciężarka. Dzięki temu, że żyłka główna ma się przesuwać przez oczko troka, nawet przy najsztywniejszym zaczepie mam nadal pełny kontakt z sumem, mogę kontrolować jego zrywy.

Mój gruntowy zestaw wygląda następująco: hak nr 2/0 na żyłce głównej 0,40, powyżej dwie dotykające się śruciny zaciskowe i gumowy stoper, przed nim przelotowo ulokowany trok boczny z żyłki 0,30 - jego długość jest nieco większa, ok. 1.20 m. W spokojnej wodzie tak zmontowany zestaw pozwala na swobodne, lekkie położenie przynęty na dnie, nie chowa się ona w mule, nie zginie wśród kamieni. W wodzie bieżącej natomiast będzie "powiewała" tuż nad dnem. Można ten zestaw zmontować z osobnym przyponem - a więc główna 0,40, przypon 0,35 przymocowany węzłem zderzakowym, reszta jak wyżej...

Sum jest bardzo wrażliwy na drgania hydroakustyczne, najdoskonalszą przynętą jest więc żywiec (od redakcji: tekst pochodzi z okresu kiedy jeszcze dozwolona była ta metoda łowienia). Zmieniany dość często. Do połowów gruntowych najchętniej używam jazgarzy, kiełbi, drobnych jelców, maleńkich krąpików. Tylko w ostateczności zakładam ukleję. Naturalnym odruchem tej ostatniej jest tzw. górowanie, ucieczka ku powierzchni i często wówczas następuje splątanie zestawu. Pal licho, że trzeba się nabiedzić z rozplątywaniem, ale zaburzeniu ulega cały zestaw i nawet jeśli nastąpi pobicie, to dodatkowe węzły, zasupłania potrafią znacznie osłabić żyłkę.

Tradycyjna przynętą gruntową jest rosówka, ale dość szybko traci ona ruchliwość. Można ją co prawda zmusić do dłuższego wicia się na haku przez przetarcie jej w fusach prawdziwej kawy ( na zmiennocieplne także działa kofeina), ale w czasach, gdy w sklepach wędkarskich pojawiła się super - żywotna dendrobena nie ma to większego sensu. Jestem zwolennikiem zakładania na hak kilku, czasem nawet kilkunastu robaków - na mój ulubiony 2/0 można przez kokonik przewlec 2 rosówki i 3 do 4 dendroben. Taka "miotła", jak nazywają to nad Dnieprem, potrafi skusić największe sumy, a omijana jest - w przeciwieństwie do pojedynczej rosówki - przez leszcze, krąpie i małe brzany. Czasem łakomi się na nią niebrzydki sandacz czy wielki rzeczny karp.

Od biedy na haku gruntówki mogą się znaleźć czerwone robaczki, ale trzeba ich mieć dużo - czasami warto ich założyć nawet kilkanaście, byle nie w łowisku rojącym się od jazgarzy i kiełbi. Dobrą przynętą jest także pęczek pijawek końskich, dwa duże, białe pędraki wielkich chrząszczy, turkucie podjadki czy niewielka żaba trawna. W miejscach, w których licznie występują raki amerykańskie, mogą one stanowić niezłą przynętę. Wbrew literaturze wędkarskiej nie trzeba im wcale zakładać przedziwnych chomąt z gumek aptekarskich - wystarczy przewlec grot przez chitynowy "dzióbek" między oczami i zabezpieczyć ostrze gumowym stoperem.

Jeśli zdecydujemy się na przynęty nieruchome, musimy pamiętać, że suma wabi smak i zapach. Świetny okazać się może filecik z ryby morskiej, drobiowa wątróbka i jelita, wieprzowe płucka, a u wylotu komunalnych nieczystości kostka konserwowej mielonki czy nawet połówka parówki.

Za dnia szukam suma - i tam podaję zestaw - w głębokich dołach za ostrogami, we wstecznych prądach wszelkich zatoczek, wrzynkach, wylotach łach. Jednak ulubionymi miejscami są głęboczki przy śródrzecznych wyspach i odsłoniętych przykosach. Wielki sum nie lubi być niepokojony. Wiedzą o tym doświadczeni sumiarze i większość z nich ma na stanie ponton umożliwiający im dotarcie do wysp, kęp i przykos. Prawdziwa wyprawa na sumy, taka "pełnowymiarowa", to dotarcie na łowisko po południu, spędzenie nocy nad wodą i doczekanie południa dnia następnego. Taktyka wygląda następująco:

- przynęta podawana w centrum głęboczki

- obławiany skraj głęboczki

- przynęta podana na tzw. kant

24.00 - 3.30 - sen sprawiedliwego z wędkami wyjętymi z wody

3.30 - 4.00 - śniadanie i toaleta poranna

4.00 - 5.00 - obłowienie płytszej wody przed głęboczką

5.00 - 7.00 - przynęta podana na kant

7.00 - 9.00 - obłowienie skraju głęboczki

9.00 - 11.00 - przynęta podana w centrum plosa.

Nie zawsze jednak sumy przebywają w typowych dla siebie dołach. Zdarza się, szczególnie na dopiero zarastających wyspach, że za dzienną ostoję wybierają wgłębienia w płytach iłowych, cienie prądowe za wielkimi głazami, nad którymi woda gna jak opętana. Doświadczony wędkarz rozpoznaje takie miejsca na pierwszy rzut oka. Nad zbryleniami i kamieniami tworzą się na powierzchni wody tzw. zwary, czasem niemal niewidoczne zawirowania, spowolnienia i przyspieszenia nurtu. Warto wówczas zmienić nieco taktykę i do późnej nocy przeszukiwać obiecujące miejsce najcięższym zestawem. Nie jest to specjalnie trudne - wystarczy zarzucić daleko i co pół godziny skracać zestaw o kilka metrów, tak, by kończyć macanie dna tuż przy kancie.

Przy główkach wystających nad powierzchnię warto dwie, trzy godziny poświęcić na spenetrowanie płani przed ostrogą. Szczególnie na przełomie dnia i nocy. Sumy bardzo często wychodzą wówczas z dziennej ostoi i uganiają się za drobnicą oraz przysmakami na spowolnieniach przed główkami i między nimi.

Na odcinkach, na których rzeka kradnie ląd, pod wysokimi burtami, szczególnie na odcinkach dość zakrzaczonych, warto gruntówką spenetrować przybrzeżną rynnę. Wieczorem nawet bardzo duże sumy przeszukują okolice takich brzegów w poszukiwaniu przekąski. Najlepszą przynętą jest wówczas pęczek drobnych czerwonych robaczków. Wrzucenie kilkunastu na skraj nurtu może zwabić wąchala do przynęty. Bardzo rzadko nad na polskimi rzekami widzi się gruntówki ustawione tuż przy burcie, nad Dnieprem jest to stała wieczorna praktyka. Niekoniecznie ciężki zestaw musi się kojarzyć z nieustannym posyłaniem go jak najdalej od brzegu. Moi ukraińscy koledzy z reguły od godziny 18.00 do zmroku stawiali gruntówki kilka metrów od wysokich burt.

- ON przed wybraniem się na kolację złożoną z rybek - tłumaczyli mi - idzie na długą wycieczkę zaostrzającą apetyt. Płynie sobie pod prąd wzdłuż kantu i maca dno wąsiskami. Tu zgryzie racicznicę, tam zgniecie ślimaka, ówdzie połknie pijaweczkę. Wiedzą o tym łowcy leszczy i jazi stawiający na kancie swoje przystawki. Śmieją się z nich tzw. nowocześni wędkarze, że żyłki na leszcza zakładają grubaśne, ale to nie biała ryba jest przyczyną konstruowania mocnych wędek. Bardzo często wieczorową porą na postawione na leszcza gnojaki kusi się wielki sum. Wędkarze znad Dniepru płakać nie lubią, ryb głupio tracić, a suma do piętnastu kilo wyjmą na trzydziestkę żyłkę...

Sumowa przystawka

Znający sumowe trasy wędkarze za lepszą, lepiej znaczącą brania, mniej hałaśliwą uważają przystawkę. Konstruują więc mocne zestawy, dobierają odpowiednie spławiki, zaopatrują się w puszkę ruchliwych robaków kompostowych i chodzą wieczorami wzdłuż wysokich brzegów, tu i ówdzie zatrzymując się na kilka kwadransów. Metoda ta, pozornie przeznaczona wyłącznie do połowów białej ryby, w rękach doświadczonego sumiarza może przemienić się w mordercze narzędzie.

Zestaw przystawki spławikowej właściwie niczym nie różni się od tej przeznaczonej do połowu białej ryby. Jest oczywiście znacznie solidniejszy - żyłka główna może mieć nawet przekrój 0,40 mm, spławik 15 g wyporności, a obciążnik 20 g masy. Hak, najlepiej z oczkiem, kuty, z krótkim trzonkiem powinien być niewielki. Jak na suma, oczywiście, a więc 1/0-2/0.

Przypon bardzo długi, nawet do półtora metra, z żyłki o "oczko" cieńszej od głównej. Tutaj istotna uwaga dotycząca wszystkich technik połowu: najrozsądniej jest stosować wyłącznie żyłki jednego producenta i tego samego rodzaju. Tylko to gwarantuje, że linka główna i przypon będą miały podobną rozciągliwość że podane parametry wytrzymałościowe będą zgodnie z danymi na naklejce szpuli. Znam wędkarzy, którzy nie trzymali się tej zasady i sum zabierał im kilkadziesiąt metrów żyłki, bowiem przypon okazywał się mocniejszy, mimo mniejszego przekroju albo był zbyt rozciągliwy w porównaniu do linki głównej.

Przypon, rzecz jasna, powinien być mocowany węzłem zderzakowym, nad którym znajdować się musi śrucina zaciskowa bądź gumowy stoper zapobiegający zsuwaniu się ciężarka. Obciążnik jak najbardziej tradycyjny - oliwka bądź łezka. Spławik w kształcie wydłużonej kropki, a więc szerszy w dolnej części, co gwarantuje optymalnie stabilne zachowanie w zawirowaniach i prądach wstecznych. Prawdziwi sumowi mistrzowie stosują przystawkę bez spławika, którą łatwiej postawić jest na skraju nurtu, ale są to najczęściej ludzie, którzy potrafił trwać w pełnej gotowości całymi godzinami. Podają zestaw w dobrze rokujące miejsce, wypuszczają żyłkę łukiem, pozostawiają otwarty kabłąk kołowrotka, wkładając żyłkę w zacisk z gumki recepturki lub spinacza od bielizny. Bardziej nowocześni korzystają z sygnalizatorów elektronicznych lub nawet z kołowrotków z elektroniką wbudowaną wewnątrz.

Łowienie wielkich sumów ma wiele wspólnego z polowaniem na medalowe karpie - ci, którzy łowią na przystawkę bez spławika, często korzystają z karpiowych wędzisk, z kołowrotków o wolnej szpuli, a także zestawy montują podobnie jak na karpia. Nie trzeba opisywać szczegółowo takiego zestawu przystawkowego - jest to po prostu "irlandka" z mniejszym obciążnikiem.

Przystawka - zarówno ze spławikiem, jak i bez niego - jest techniką wieczorów. Właśnie wówczas sumy penetrują okolice swej dziennej ostoi w poszukiwaniu przysmaków. Zanim znajdą miejsce obfitujące w drobnicę, potrafił wzdłuż brzegu, stoku przykosy, skraju śródrzecznej rynny przepłynąć kilkaset, a nawet więcej metrów. Niewiarygodne, jak blisko brzegu, na jak płytkiej wodzie, przebywają wówczas ogromne ryby. Półtorametrowy sum przemieszcza się w niespełna metrowym kancie bardzo dyskretnie - na powierzchni nie rysuje się najmniejszy ślad jego obecności.

Na odcinkach rzek obfitujących w sumy warto poszukać wysokich brzegów, miejsc, w których nurt kradnie ląd. Będzie to z pewnością trasa wieczornych eskapad wąsatego drapieżnika. Bodaj najpewniejszymi miejscami są wysokie burty pomiędzy zerwanymi, zatopionymi główkami, za którymi sumy lubią przeczekiwać dzień. Ostrogi takie zwalniają nieco nurt, ale nie odsuwają go od brzegu. Między zerwanymi główkami osadza się cienka warstwa mułu, w której sumy znajdują masę przekąsek, co zapewnia regularne odwiedzanie kuszących miejsc.

Przystawka może być techniką wędrowną, można też na cały wieczór przylgnąć do jednego miejsca i czekać na suma. W pierwszym przypadku wędkarz wybiera dobrze rokujący odcinek brzegu i na kilka godzin przed zachodem słońca zaczyna go starannie obławiać. Niektórzy radzą wzdłuż wybranego odcinka tu i ówdzie wrzucić po kilka czerwonych robaków, podobno pobudza to suma do większej ruchliwości i zaostrzająco wpływa na jego apetyt.


Trzeba pamiętać, że poza człowiekiem duży sum nie ma praktycznie nieprzyjaciół mogących mu zagrozić, a jednak nie lubi wystawiać się na pokaz. O ile w głębi rzeki potrafi przepełzać niemalże przez trzydziestocentymetrowe przemiały, to do nie zarośniętego brzegu podchodzi niezmiernie rzadko. Lubi natomiast te odcinki, które pokrywają zwieszające się nad wodą krzaki. Wędrujący przystawkarz, idąc pod prąd, od sumiego ogona, na wybranym przez siebie odcinku stawia wędkę w każdym miejscu, które gwarantuje spokojny hol i lądowanie ogromnej ryby. Zestaw zarzuca się "pod krzaczek" i przez kwadrans, czasami pół godziny siedzi w ciszy, unikając tupania, stukania sprzętem, głośnego kaszlu. Myślenie o holu i lądowaniu jest w przypadku suma konieczności i dbałością o stan własnej psychiki. Dobry sumiarz nie poda przynęty w miejsce niepewne, choćby siedziało w nim tysiąc sumów. Nad wodą można usłyszeć opowieści o tym, jak ktoś przez dwie godziny mocował się z rekordowym sumem w miejscu, w którym nie sposób było go wylądować. Znam także opowieści o nieudanych holach na tych odcinkach rzek, które aż roją się od zawad - np. żelbetowych płyt z wysoko sterczącym zbrojeniem, wokół których silna ryba oplątuje żyłkę.

Dobry sumiarz nie postawi swojej wędki w miejscu, w którym nie będzie w stanie wylądować ryby. Sam nie chce przeżywać stresujących rozczarowań, nie pragnie też przysparzać męczarni rybie.

Ale wróćmy do wędrującego wędkarza z przystawką. Specjaliści zalecają wybrać taki odcinek brzegu, który pozwoli na co najmniej trzykrotny nawrót - nigdy nie wiadomo, kiedy sum wybierze się na swoją rajzę, ciekawsze przybrzeżne rynny potrafi też odwiedzać kilka dużych osobników, więc kilkakrotne spenetrowanie przyjaznych krzaczków jest grą wartą świeczki.

Sumiarz ceniący nade wszystko zasiadki powinien natomiast wybrać miejsce najlepiej rokujące na danym odcinku. Powinno być dość głębokie, o gwałtownym spadzie od brzegu, z jednej i z drugiej strony stanowiska osłonięte gałęziami zwieszającymi się nad wodę. Należy jednak uważać, by wolne było od zawad. Przynętę podaje się na sam kraj spokojnej wody i nurtu, czyli miejsce, w którym kończy się stromizna. Warto w sąsiednie stanowiska wrzucić po kilka robaczków, zaś w swoje wrzucać co jakiś czas małą porcję.

Przynęta musi być duża, tak by sum nie był w stanie odmówić sobie kąska. Wybitnie najlepsza będzie dendrobena, długo ruchliwa na haku. Oczywiście w pęczkach - po pięć, sześć sztuk. Niektórzy preferują końskie pijawki i ta przynęta wydaje mi się równie dobra. Sumiarz polujący na suma z zasiadki nie powinien zbyt często wyjmować z wody zestawu. Wąchal jest rybą nade wszystko ceniącą ciszę i spokój.

Posiadanie łodzi czy pontonu otwiera przed łowcą sumów całą rzekę. Przed zwolennikiem wieczornej przystawki także. Sum uwielbia wieczorami przechadzać się wzdłuż ledwo wystających nad wodę przykos. Byle nie były kurzawkowate. Szczególnie "sumodajne" bywają piaszczyste wyspy, na których pojawiają się pierwsze samosiejki wierzby. Wzdłuż odnurtowego, raptownego spadku wędrują w poszukiwaniu pożywienia dorodne sumy. Połkną wszystko, co im się podsunie pod paszczę. Wydaje się jednak, że najbardziej naturalny będzie maleńki żywczyk zaczepiony za wargę. Siedmiocentymetrowy kiełbik, nawet ukleja na przystawkowej "irlandce" zwabi suma z dużej odległości.

Niewiarygodne jest to, na jak małe żywce potrafi się skusić ogromna ryba. Ale trzeba pamiętać, że dwumetrowy sum nie popuści nawet pojedynczemu czerwonemu robakowi. Taki z niego smakosz.

I tu opowieść, nie-opowieść: otóż bardzo często po pracy, wieczorową porą wybieram się na ryby na warszawski brzeg powyżej mostu Grota-Roweckiego. Jest to odcinek ukochany przez leszczowych przystawkarzy. Za każdym razem można od któregoś z nich usłyszeć o tajemniczym, potężnym braniu. Po udanym zacięciu przygina kij, kilkakrotnie wali do dna, ucieka nad wodę... Pęka żyłka, rozgina się hak, trzaska szczytówka. Takie doświadczenia - a bywa, że leszczołap ma ich w sezonie kilka, każą na szpulę kołowrotka nawijać coraz grubszą żyłkę. Niektórzy przy okazji zasiadek na białą rybę dość często łowił nawet dziesięciokilowe sumy. Ale wyłącznie ci, którzy dysponuje kołowrotkami z dającym się precyzyjnie regulować hamulcem lub mistrzowie kołowrotka o ruchomej szpuli.

Sumowa żywcówka

(od redakcji: tekst pochodzi z okresu kiedy jeszcze dozwolona była ta metoda łowienia).

Wielokrotnie już podkreślałem, że sum jest amatorem niewielkich rybek. Mimo wielkości jest drapieżnikiem, który pożywienie zdobywa w ruchu, potrafi uganiać się za drobnicą niczym niewielki okonek. Szczupak poluje z zasiadki, na atak zużywa masę energii, więc może prawdą jest to, że instynktownie ocenia opłacalność uderzenia i woli rzucać się na większą ofiarę. Sum w ciągu wieczora, nocy i poranka przemierza spore przestrzenie, odwiedza wiele miejsc, w których gromadzi się drobnica, szczególnie wierzchówki i bije w ławice, zgarniając do szerokiej paszczęki nawet po kilka ofiar.

Jego upodobanie do uklei jest zrozumiałe - te maleńkie rybki, nawet wypoczywając wśród nocy, nieustannie się poruszają, wytwarzając działającą na suma falę hydroakustyczną. Mimo, że wzrok nie jest najmocniejszą stroną wąchala, to nawet jego maleńkie oczka są w stanie dostrzec rybkę unoszącą się na tle nieba. Nawet ciemna noc nigdy nie jest kompletną czernią, o czym przekonują się płetwonurkowie patrzący w górę - ryby, przedmioty, unoszące się na powierzchni wody widać bardzo wyraźnie, są niezwykle kontrastowe. Podobno przypomina to zjawisko dość często podziwiane przez wędkarzy - te chwile, gdy na drugim brzegu rzeki zbiera się na burzę i na tle ciemnych chmur niezwykle wyraziście jawi się pierwszy plan.

Sum doskonale widzi swoje ofiary, natomiast one jego dostrzec nie potrafił. Bardzo ciemny grzbiet, błyskawiczny atak, fakt,

że poluje głównie na wypoczywające rybki, czyni z niego zjawę pojawiającą się najczęściej bezgłośnie, nie czyniącą zamieszania wśród drobnicy. Ot, woda rozstąpi się, zawiruje, zabełta.... Zaszumi przy tym, chlupnie przeciągle. I wszystko.

Czasami tylko, szczególnie w bardzo ciepłe noce, gdy sum jest mocno pobudzony i trafi na uklejowe eldorado, nad wodą unosi się słynne sumowe kwokanie. To sum bije w ryby tuż pod powierzchnią, wsysa swoje ofiary z potężną porcją wody, która cmoka, jak gdyby ktoś otwierał weki.

Kwokanie, niestety coraz rzadziej słyszane nad polskimi rzekami, ma właściwości wabiące. Z najdalszych okolic do takiego zawiadomienia o wyżerce ściągają duże sumy. To jasna informacja od pobratymca, coś w rodzaju: ale tu żarcia, jakże łatwo je zdobyć, tyle tego, że już mi się odbija… Siłę tego dźwięku od pokoleń znają wędkarze ze Wschodu. Wymyślili nawet urządzenie, za pomocą którego bardzo udatnie dźwięk wytężonego żerowania sumów można naśladować i ochrzcili je k w o k i e m. Nie ma potrzeby go opisywać, bowiem posługiwanie się nim nie jest bynajmniej proste, a samodzielne wykonanie wymaga snycerskich nieledwie umiejętności. Chętnych odsyłam do wędkarskiej literatury z dawnych lat i do "Wiadomości Wędkarskich", gdzie kwok pojawia się co jakiś czas.

Z urządzenia tego nawet w Rosji korzysta się coraz rzadziej, choć wabienie sumów jest tam nadal powszechne. Kwok został zastąpiony jednak przez zwyczajne szklane słoiki, którymi można kwokać nienajgorzej. Mały słoik - kwoknięcie niewielkiego suma, duży słoik - kwoknięcie potwora. Wystarczy trzymać słój za denko i uderzać otworem o gładką powierzchnię wody. Do wprawy można dojść przez kilka minut trenowania w wannie, choć docenić własne umiejętności można dopiero nad rzekł w ciemną, upalną wolną od wiatru i wilgotną noc. Echo słoikowego kwoknięcia niesie się wówczas kilometrami.

Kwokanie sumów przypomina karpiowe cmokanie podczas pobierania pokarmu z powierzchni wody, jest jednak dużo głębsze, mniej gwałtowne, dłużej trwające. Piszę o tym, bowiem wabienie sumów dźwiękiem zasadne jest wyłącznie podczas nocy, gdy żerują one intensywnie i kwokają naprawdę. Wabienie ich w noce chłodne, jasne, wietrzne ma niewielki sens - i tak w nie nie uwierzą.

Odgłosy żerowania to dla wędkarza informacja, że sum zainteresowany jest unoszącą się na powierzchni drobnicą, najlepszy czas na wędkę żywcową. Najskuteczniejszy jest standardowy zestaw ze spławikiem. Jako, że rzecz dzieje się najczęściej w nocy, warto zaopatrzyć się w bombkę umożliwiającą osadzenie chemicznego "świetlika". Sam spławik nie powinien być zbyt wielki, wystarczy 15-18 g. Dobrze, gdy będzie wydłużony.

Najwygodniejsze jest mocowanie przelotowe - ułatwia znacznie precyzyjne zarzucanie, nie przeszkadza podczas holu, nie wydłuża o ułamek sekundy zacięcia, zaś zmiana gruntu to wyłącznie kwestia przesunięcia gumowego stopera.


Wędkarze znad Dniepru przekonali mnie, bym używał możliwie najcieńszej żyłki bez żadnego węzła, a więc bez przyponu. Pozwala to na dłuższe wyrzuty, daje lepszy kontakt z przynętą, żyłka lepiej układa się na wodzie. W zupełności wystarcza w y s o k i e j k l a s y trzydziestka piątka. Problem umieszczenia ciężarka w przypadku korzystania z uklei nie istnieje - znajduje się on tuż przy haku, co zapobiega poplątaniu zestawu przez tę "górującą" rybkę, zaś dla suma wydaje się nie mieć najmniejszego znaczenia. Wystarczy, że żywiec "faluje", nie musi "chodzić", wąchal woli drzemiące w toni ofiary. Obciążnik nie powinien jednak być zbyt duży - stąd wybór małej bombki.

Montowanie zestawu odbywa się w następującej kolejności: stoper do ustalania gruntu, spławik, ciężarek (8-10 g) kulka lub łezka, cienka igelitowa rurka zapobiegająca "stukaniu" ołowiu o węzeł haka i wreszcie hak z oczkiem. 2/0 (w zupełności wystarczy). Sposób mocowania żywca jest obojętny. Ja zaczepiam go za wargę, ale nie jest błędem podczepienie za grzbiet. W przypadku suma nie ma to znaczenia. Sum zgarnia ukleję w mgnieniu oka, natychmiast stara się ją połknąć. Próbuje ją wypluć tylko wówczas, gdy zakłuje się ostrzem haka, co zresztą udaje mu się niezmiernie rzadko. To podpowiada, że nie ma potrzeby długiego wyczekiwania z zacięciem.

Za dnia ustawia się żywcówkę nad sumowymi dołami, zaś grunt ustala tak, by przynęta znajdowała się w pół wody. Sum miewa dość często niewytłumaczalne kaprysy nakazujące mu opuścić schronienie i wyskoczyć na małe co nieco. Potrafi to uczynić nawet w upalne południe. Szczególnie kuszące dla wędkarza miejsce, to wsteczne, krążące prądy za główkami, naturalnymi ujażdżkami, cyplami, zwalonymi drzewami. Spławik może długo i bez interwencji krążyć nad dzienną ostoją suma. Późnym wieczorem warto jednak przestawić wędkę na skraj dołu, a nawet oddalić się od niego znacznie. Sum wychodzi wówczas na kant, a nawet na płycizny. Trzeba jednak pamiętać, że sumowa płycizna to minimum metr wody - sum musi mieć możliwość nabrania rozpędu przy ataku i choćby niewielkiego ruchu w górę.

Koledzy, którzy mają możliwość poznania łowiska, powinni odszukać miejsca, w których na noc gromadzą się stada drobnicy i podawać żywca od strony pełnej i głębszej wody. Dobrze jest tak ustalić grunt, by przynęta znajdowała się nieco poniżej ławicy. Przyjęło się, że w bardzo ciepłe i bezwietrzne noce wystarczy głębokość50-70 cm, w chłodniejsze do metra.

O aktywnym łowieniu na żywca z brzegu pisać nie będę, bowiem doświadczenie uczy mnie, że jest to bardziej kuszenie niezbyt dużych sandaczy i szczupaków, niźli prowokowanie sumów. Trzeba natomiast wspomnieć o łowieniu sumów z łodzi. I tu - wbrew znanej mi literaturze, pierwszy protest wobec Wschodu.... Sławna technika spławianej żywcówki Sabunajewa znana jest w Polsce od co najmniej trzystu lat. Tak przynajmniej twierdzą starej daty rybacy z Czerwińska i Wyszogrodu nad Wisłą. Podobnie mówił potomkowie rybackich rodów z Góry Kalwarii, Sandomierza i Tczewa. I są znacznie od Rosjan subtelniejsi - milimetrowe żyłki dobre były 25 lat temu, gdy ich wytrzymałość była bardzo niska.

Klasyka spławianej żywcówki wygląda następująco: trzyipółmetrowe mocne wędzisko, typowy sumowy kołowrotek, spory hak, może być nawet 8/0 i przytwierdzona na stałe tuż przy haku (istotna różnica w porównaniu z metodą rosyjską) 15 gramowa ołowiana kulka. Spływa się łodzią wzdłuż powolnych, głębokich rynien i co pewien czas podrywa przynętę do góry. By nie być posądzonym o zakazane w Polsce łowienie przez podnoszenie i opuszczanie przynęty, wędkarze zakładają na żyłkę spławik.

Spławik powinien być spory, przelotowy, mocno pękaty, tak, aby dobrze się trzymał wody i nie wyskakiwał z niej przy każdym szarpnięciu przynętą. Dziś, w dobie miękkich przynęt, coraz częściej jako przynęta stosowane są twistery i rippery na jigowych główkach. Najbardziej zajadli łowcy sumów znają jednak znaczenie, jakie ma dla wąchali smak i węch, dlatego zbroją główki martwą ukleją, kiełbiem lub wymiarową płocią

Przynętą na wędce żywcowej, w każdej jej odmianie, może być żaba trawna, rak pręgowaty, kilka turkuci czy pędraków, a przede wszystkim tzw. miotełka z kilku czy kilkunastu rosówek, dendroben lub pijawek.

Sumowy spinning

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
też mi się podobało, ale...
Andrzej Pałuba 26.9.04 22:57
mieszkam w warszawie i znam dobrze oba mosty ;)
Pytanie...??
Adrian Kościelniak 10.7.04 14:03
wie pan może jak sie robi fileta na suma....?? musze sie tego dowiedizec..
Robert Hamer
Robert Hamer 03.6.04 16:00
Ja tu się dowiedziałem, że sum może wziąć wszędzie i na wszystko a autor jest bardzo oczytany i ładnie pisze:) Zastanawiam się tylko skąd sum wie czy brzeg jest zarośnięty, czy nie :) Wywiad z facetem spod mostu byłby bardziej konkretny a co za tym idzie, treściwy.
sposoby na suma
Marcin Wieczorek 03.6.04 14:53
czpaki z głów panowie!!! wspaniały wykład, autor przygotowany profesjonalnie i co najważniejsze ten kolega potrafi przedstawić temat zrozumiale i dla początkującego wędkarza i dla starego wygi. REWELACJA!!!!!
Noteć
Paweł Kamiński 09.5.04 21:42
Mi też się bardzo podobało i ciągle myslałem gdzie by tu zapolować na suma i teraz wiem że na Noteci mieszkam w Bydgoszczy może ktoś ma jakieś dobre miejsca na Noteci w okolicach bydgoszczy.
sposoby na suma
Adrian Kościelniak 17.3.04 16:53
bardzo mi sie podobało jak pan opowiedizał o sposobach łapania na suma wiele sie nauczyłem:)bardzo interesujące było i wciągajace



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.


Reklamy KrokusPozycjonowanie stron WWWOsuszanie ścian - iniekcja krystalicznaeZ PublishWszywki odzieżoweMetki