Portal Sklep Bazar Tygodnik Ryby Domowe Klub Reklama Pomoc
Archiwum sklep 1
English pages

UWAGA! ZNAJDUJESZ SIĘ NA STRONACH ARCHIWALNYCH !!! NOWY ADRES => Wędkarstwo - Rybie Oko - http://www.fishing.pl

 
Artykuły
Forum
Foto
Baza
Co i kiedy
Linki
Brania
Hyde Park
Humor
Znad wody
Filmy i pliki
Kartki
Encyklopedia
Ryby i prawo
Ściąga
 
 
 
 
mniej ostatnich wiadomości 82114
To był fragmnet większej całości, niżej więcej :)
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
Odp: odp:Kłusownicy na śląsku
Odp: dorsz
.......................
Odp: Zapora na Wisłoce
Odp: Oj Panie Bogusz .....
Odp: Żyłka
pytanie o połów
pomocy!
pomocy!
leszczyńskie
"okonek"
Wróżka
W obronie jazgarza
Zawody? Również! Bo dlaczego nie?
Wisiel :/
Łowic bez nęcenia ?
Opowieśc znad wody..
Zanęty produkcji polskiej a zagranicznej
Konińskie kanały
Kupię szpulę do Okumy Avenger AV 30!!!!!!!!!!!!
POŻEGNANIE :) - godz 14!!!
Fajna rybka
Szkoda tytułować
 
 
więcej
Zawody wędkarskie
 4/145
Ten okropny żarłok - JAZGARZ
 
Opowieści znad wody.... cz.1
 6.9/85
Leszczowisko
 7.1/202
 8.8/115 hit
Łakomiec
 7.9/66
Oszuści na Bazarze Rybiego Oka.
 7.3/64
KOMUNIKAT
 
Stało się...
 5.6/30
Kłusownik ukarany! Lepiej późno niż wcale.
 4.9/71
 
 
więcej
Petycja!!!!!!!!!!!!!
Pstrąg Roztocza
Uroczyste otwarcie
 
 
Inne ankiety
Żyłka
Co robisz z niepotrzebnym kawałkiem żyłki?
wyrzucasz gdziekolwiek
rzucasz do wody, bo tam jej nie widać i ptak się nie zaplącze
tniesz na mniejsze kawałki i wyrzucasz
zabierasz ze sobą, by spalić w ognisku
zabierasz ze sobą, by wyrzucić do śmietnika
to inaczej, jak podaj w komentarzu

Wyniki Wyniki wszystkich

Komentuj
 


Wszystkie Rybim Okiem

Hit  Co z tym keltem??

Autor: Jurek Kowalski
Data:17.12.04 17:21
Ocena:8.2 hit (15)
Czytano:3701

Początkowo chciałem ten tekst napisać na Forum ale w trakcie pisania uznałem, ze lepiej będzie kiedy pojawi się jako artykuł. Będę wdzięczny za Wasze opinie.



Warto porozmawiać nieco na ten temat przed Nowym Rokiem.

Skąd się wzięły kontrowersje wokół łowienia keltów łososia i troci.

Otóz wzięły się one z istoty wedkarstwa.

Mianowicie wędkarstwo w odróżnieniu od rybactwa zajmuje się łowieniem ryb w sposób świadomie utrudniony. Gdyby tak nie było to wszystko łowilibyśmy byle bardziej skutecznie. Siecią i ościeniem.

Wędkarstwo polega na łowieniu ryb jako "godnych przeciwników", a nie "dla mięsa", a "godność" przeciwnika oceniana bywa w tym przypadku przez jego "kondycję" czyli stosunek masy do długości. Im ryba cięższa przy danej długości tym w lepszej jest kondycji (oczywiście z wyłączeniem okresu rozrodu).

Wedkarstwo polega na łowieniu ryb będących w pełni sił i ryb selektywnych w swym żerowaniu. Sukces wędkarski nie polega na złapaniu ryby ale na jej przechytrzeniu. W jej własnym środowisku, które jest dla nas obcym, a penetrowanym przy uzyciu wyszukanych narzędzi.

Wedkarstwo polega też na dbaniu o jego podstawę - o zasoby wód. Z zasobami ryb jest odwrotnie niż z zasobami wytwarzanych lub świadomie hodowanych "produktów". Wraz ze wzrostem liczby chętnych na "produkt" w postaci ryby ich liczebność nie tylko nie wzrasta, a często maleje. Nie mówię tu o rybach hodowlanych w łowiskach "put & take" w wodach o "szybkim obrocie" rybą ale o łowskach quasi-naturalnych z rybami "dzikimi" w tym rosnącymi przez lata od sztucznie introdukowanego narybku. W tym również najcenniejszymi rybami pochodzącymi z naturalnego rozrodu. Żeby zachować możliwośc wędkowania mimo tych uwarunkowań trzeba w jakiś sposób "podzielić" dostępne ryby na chętnych, a do tego sprawić żeby te ryby, które mają zapewnić trwanie populacji nie zostały wybite poniżej liczebności przy której populacja jest się w stanie odtrwarzać.

Do tego zmierza cały wywód.

Ochrona keltów wzięła się z obserwacji żerowania ryb anadromicznych. Wchodzące łososie traktuje się jako ryby nie pobierające pokarmu. Ryby "czyste", prosto z morza. Ryby, które w trakcie wędrówki w górę rzeki są w okresie najmniejszej skłonności do pobierania pokarmu w swoim życiu, więc najtrudniejsze do złowienia. To prawdziwe wyzwanie dla prawdziwego wędkarza. Ryby, które w czasie ciągu są odławiane na wedkę stanowią mniejszość stada. Jest to rodzaj "selektywnej eksploatacji", którą przetrwa większośc ryb, stado silne i sprawne, które da początek nowej generacji łososi.

Tarło i tarliska są pod ochroną. To nie podlega dyskusji.

Po tarle ryby schodzą w dół rzeki i zaczynają żerować. Intensywnie żerować, bo muszą odbudować utracone zasoby energii, zużyte na wędrówkę tarłową i na sam akt rozrodu. Ci, którzy mieli sposobność zobaczyć tarliska na rzekach pomorskich potrafią docenić jaki wysiłek podejmują ryby żeby swoimi ciałami i ogonami "przerzucić" masy żwiru i podłoża, budując gniazdo.

Wracające do morza ryby są stadem, które po kolejnym roku w morzu powróci żeby dać życie nowemu potomstwu i odnowić populacje w naszych rzekach. To najcenniejsza część popuilacji, ktora przetrwała ciąg tarłowy, przeżyła tarło, a teraz wraca do morza żeby przygotować się na kolejny ciąg tarłowy. Zabierając kelty z wody, ryby łatwiejsze do złowienia niż srebrniaki, ryby w słabej kondycji, ryby mało slektywne w żerowaniu, ryby najcenniejsze genetycznie dla populacji sprzeciwiamy się tym założeniom leżacym u podstaw wędkarstwa, które przedstawiłem na początku.

Dlatego keltom należy się spokój od nas i bezpieczny powrót do morza.

Natomiast co do "no kill" jak się to popularnie nazywa czy raczej metodycznie stosowanego C&R. To sposób na zrównoważone zagospodarowanie wód. Na zabieranie z nich tych ryb, które można zabrać i na zachowanie w wodach tych ryb, które powinny w nich pozostać. W określonych okresach i wymiarach podlegających ochronie.

C&R jest metodą wprowadzaną z konieczności. Właśnie w celu zrównoważenia "dostaw" i eksploatacji. Gdyby ryb było mnóstwo, a chętnych na nie niewiele to żadnych ograniczeń nie trzeba nakładać. Natomiast obecnie np. w okresie ciągu wiosennego wszystkie łososie w Anglii i Walii są objęte pełnym C&R. Jest ich zbyt mało, żeby je zabierać z wody. O C&R napisałem wiele na NaMuche.pl i tam też wyjasniłem jak funkcjonują różne modele łowisk prowadzonych z racjonalnym użyciem tej ochrony. Oraz jakie zasady postępowania z rybami i doboru sprzętu, jednocześnie stosowane, składają się na skuteczne C&R. Również to C&R, które wszyscy stosujemy, niezależnie od zapatrywań na "no kill".

Bo na koniec chciałbym uświadomić Wam, że wszyscy stosujemy C&R. Bo elementem C&R jest ustanawianie minimalnego wymiaru ochronnego czy ochrona ryb w czasie tarła. Wtedy wszystkie ryby chronione wymiarem czy okresem ochronnym wypuszczamy. To właśnie C&R. Nie żadne ideologiczne "no kill". Ale racjonalne korzystanie z zasobów środowiska.

Czy takie zasady przykładać do innych gatunków ryb? W miarę rozsądku tak. Ale to już temat na inną dyskusję.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski


Skorzystaj z przyznanego Ci prawa i oceń ten artykuł
« « « « || » » » »  
5  10 

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Łosoś i Troć
Radek Dzięcioł 04.1.05 18:28
Przeczytany artykuł skłonił mnie do wypowiedzi na temat przyszłości troci i łososia w pomorskich rzekach.
Wędkuję tam już od 15 lat i zauważam,że z roku na rok łowi sie coraz więcej i większych ryb-co potwierdzają liczne zgłoszenia wędkarzy.Uważam,że jest to spowodowane coraz lepszym sprzętem,który mamy do dyspozycji,lepszymi przynętami;gdy zaczynałem wędką Germiną i żylką 0,35mm nawet nie myślałem,że uda mi się wyholować sztukę większą niż 5kg,natomiast teraz na żyłkę 0,28mm malutkim woblerkiem można tego dokonać.

Smuci mnie natomiast to co dzieje się nad rzekami w "okresie ochronnym".Celowo napisałem w cudzysłowie,bo uważam,że okres ochronny został wymyślony przez PZW dla wędkarzy a nie dla ryb. Wszysycy doskonale wiemy,że 1 października kłusole zaczynają siać spustoszenie. Nie sądzę,aby jakiekolwiek patrole Straży Rybackiej,Straży Granicznej dały sobie z nimi radę,bo są to ludzie miejscowi,którzy znają takie dojścia do rzek,że nikt nie jest ich w stanie wytropić. Uważam,że skoro w każdym cywilizowanym państwie wtedy kiedy jest największy ciąg ryb pozwala się wędkarzom łowić,dlaczego nie zrobić tak u nas?Wędkarze zrobią na pewno mniejsze spustoszenie niż robią to kłusownicy.Tym bardziej,że wędkarz daje rybie wybór-weźmie albo nie,natomiast kłusownik stawiając siatkę albo tłukąc prądem takiego wyboru nie pozostawia.Wędkarz kierujący się etyką wędkarską wędkuje dla przyjemności nie dla mięsa i dla niego hol sztuki 10 kg jest większą satysfakcją niż zjedzenie potem tej ryby.

Sądzę,że najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie okresu ochronnego nie wtedy kiedy ryba idzie na tarło ale kiedy z niego wraca.Argumenty są proste:wędkarze skorzystają a nie kłusownicy,większą satysfakcję sprawia wyholowanie srebrniaka,który jest w dobrej kondycji niż kelta po tarle,który 2 razy majtnie ogonem i już jest na brzegu.

Głosy o tym,że należałoby przesunąć okres ochronny słyszę już od wielu lat,natomiast nasz wspaniały patron jakim jest PZW nie robi nic w tym kierunku a my wędkarze musimy płacić z roku na rok coraz większe opłaty mając w podświadomości to,że i tak to kłusole skorzystają.
     Odp: Łosoś i Troć
zyga40 05.1.05 13:02
    
Okres ochronny troci wędrownej w naszym kraju jest oczywistym nonsensem , jak wiele zresztą.
Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest brak znajomości faktów dotyczących naturalnego rozrodu troci i łososi , gospodarki trociowej na rzekach pomorskich oraz specyfiki samych rzek i ich zlewni . Przepisy te miały by sens w przypadku ,gdyby większość troci wędrownej i łososi wchodzących do rzek pochodziła z naturalnego tarła , lecz niestety tak nie jest, głównie z tego powodu , że większość naturalnych tarlisk rzecznych jest odcięta dla migrujących w górę rzek ryb zabudową hydrotechniczną z słabo , lub tylko okresowo działającymi przepławkami . Drugi i dla wszystkich oczywisty powód takiego stanu rzeczy to kłusownictwo , zarówno na przepławkach , jazach i zaporach jak i na nielicznych naturalnych tarliskach , następny to niska przeżywalność narybku pochodzącego z naturalnego tarła spowodowana wieloma czynnikami , od pogodowych poprzez choroby wylęgu i narybku do niszczenia gniazd tarlowych przez ryby i ludzi , również brodzących bezmyśnie w ich okolicy wędkarzy. Tak więc na tzw. rzekach trociowych jest prowadzona gospodarka polegająca na odłowach wstępujących tarlaków , przeprowadzaniu ich sztucznego tarła , chodowli narybku , presmoltów i smoltów , oraz zarybiania tym materiałem zarybieniowym rzek. Nie należy też zapominać o odłowach ryb przeznaczonych bezpośrednio do sprzedaży. Szacuje się , że około 90 % wstępujących do naszych rzek troci i z pewnością ok 100% łososi pochodzi z tych zarybień . I Z PEWNOŚCIĄ TYLKO DZIĘKI TYM DZIAŁANIOM MAMY JESZCZE W NASZYCH WODACH TROĆ I ŁOSOSIA . Nasuwa się jednak jedno logiczne pytanie - w takim razie po co nam okres ochronny troci , skoro nie mamy okresu ochronnego karpia ,też w 100% pochodzącego z sztucznego tarła . I jaki cel ma tak ustalony okres ochronny. W obecnym stanie rzeczy chronimy tylko kłusownicze brygady wyposażone w sieci i aregaty trzebiące w sposób bezwzględny przerzucane z wielkim nakładem środków i zaangażowaniem w górę rzeki tarlaki . Dla większości wędkarzy, którzy partycypują w zarybianiu pomorskich rzek pozostaje łowienie chorej i wycieńczonej potarłowej ryby, której zdjęcia możemy oglądać co roku na inauguracji tzw. sezonu trociowego. A przecież można by było wzorem naszych sąsiadów pozwolić wędkarzom łowić srebrne wstępujące trocie podczas ich ciągu tarłowego , chroniąc jednocześnie ich tarliska. W końcu to także my za zarybianie tymi rybami naszych rzek płacimy i nasz ? związek prowadzi gospodarcze odłowy i zarybianie trociowych rzek. To my zostawiamy nasze pieniądze w pomorskich hotelach i pensjonatach , skepach i stacjach benzynowych w okresie , kiedy pies z kulawa nogą tam nie zagląda. A może nie tylko władze Słupska dostrzegą , że na dobrze zorganizowanej turystyce wędkarskiej można nieźle zarobić. Nie wiem komu i czemu naprawdę służy obecny okres ochronny troci , wiem natomiast, że tak naprawdę nie służy o samym rybom , gospodarce regionów pomorskich , ani najbardziej zainteresowanym występowaniem i możliwością połowu tej szlachetnej ryby czyli wędkarzom .
     Odp: Łosoś i Troć
zyga40 05.1.05 12:56
    
Okres ochronny troci wędrownej w naszym kraju jest oczywistym nonsensem , jak wiele zresztą.
Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest brak znajomości faktów dotyczących naturalnego rozrodu troci i łososi , gospodarki trociowej na rzekach pomorskich oraz specyfiki samych rzek i ich zlewni . Przepisy te miały by sens w przypadku ,gdyby większość troci wędrownej i łososi wchodzących do rzek pochodziła z naturalnego tarła , lecz niestety tak nie jest, głównie z tego powodu , że większość naturalnych tarlisk rzecznych jest odcięta dla migrujących w górę rzek ryb zabudową hydrotechniczną z słabo , lub tylko okresowo działającymi przepławkami . Drugi i dla wszystkich oczywisty powód takiego stanu rzeczy to kłusownictwo , zarówno na przepławkach , jazach i zaporach jak i na nielicznych naturalnych tarliskach , następny to niska przeżywalność narybku pochodzącego z naturalnego tarła spowodowana wieloma czynnikami , od pogodowych poprzez choroby wylęgu i narybku do niszczenia gniazd tarlowych przez ryby i ludzi , również brodzących bezmyśnie w ich okolicy wędkarzy. Tak więc na tzw. rzekach trociowych jest prowadzona gospodarka polegająca na odłowach wstępujących tarlaków , przeprowadzaniu ich sztucznego tarła , chodowli narybku , presmoltów i smoltów , oraz zarybiania tym materiałem zarybieniowym rzek. Nie należy też zapominać o odłowach ryb przeznaczonych bezpośrednio do sprzedaży. Szacuje się , że około 90 % wstępujących do naszych rzek troci i z pewnością ok 100% łososi pochodzi z tych zarybień . I Z PEWNOŚCIĄ TYLKO DZIĘKI TYM DZIAŁANIOM MAMY JESZCZE W NASZYCH WODACH TROĆ I ŁOSOSIA . Nasuwa się jednak jedno logiczne pytanie - w takim razie po co nam okres ochronny troci , skoro nie mamy okresu ochronnego karpia ,też w 100% pochodzącego z sztucznego tarła . I jaki cel ma tak ustalony okres ochronny. W obecnym stanie rzeczy chronimy tylko kłusownicze brygady wyposażone w sieci i aregaty trzebiące w sposób bezwzględny przerzucane z wielkim nakładem środków i zaangażowaniem w górę rzeki tarlaki . Dla większości wędkarzy, którzy partycypują w zarybianiu pomorskich rzek pozostaje łowienie chorej i wycieńczonej potarłowej ryby, której zdjęcia możemy oglądać co roku na inauguracji tzw. sezonu trociowego. A przecież można by było wzorem naszych sąsiadów pozwolić wędkarzom łowić srebrne wstępujące trocie podczas ich ciągu tarłowego , chroniąc jednocześnie ich tarliska. W końcu to także my za zarybianie tymi rybami naszych rzek płacimy i nasz ? związek prowadzi gospodarcze odłowy i zarybianie trociowych rzek. To my zostawiamy nasze pieniądze w pomorskich hotelach i pensjonatach , skepach i stacjach benzynowych w okresie , kiedy pies z kulawa nogą tam nie zagląda. A może nie tylko władze Słupska dostrzegą , że na dobrze zorganizowanej turystyce wędkarskiej można nieźle zarobić. Nie wiem komu i czemu naprawdę służy obecny okres ochronny troci , wiem natomiast, że tak naprawdę nie służy o samym rybom , gospodarce regionów pomorskich , ani najbardziej zainteresowanym występowaniem i możliwością połowu tej szlachetnej ryby czyli wędkarzom .
Podziękowanie za kelta
Jurek Kowalski 23.12.04 16:05
Chciałbym podziękować wszystkim za przeczytanie tego artykułu i za interesującą dyskusję. "Żelaznym dyskutantom" za prowokacje i impuls do wypowiadania i przypominania "skąd jesteśmy".

Jestem zadowolony, że ten tekst sprowokował ponad 600 "wejść" i że stał się jednym z głosów w dyskusji o kształcie naszego wędkarstwa.

Mam nadzieję, że ta dyskusja powróci po najeździe na pomorskie rzeki rozpoczynającym się z początkiem roku. Może wtedy, bogatsi doświadczeniem i mający w pamięci to co omawialiśmy przed sezonem popatrzymy na problemy ochrony populacji wielkich łososiowatych w naszych wodach spokojnym, wyważonym, "gospodarskim" okiem.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
Łosoś - troć
Paweł Deska 20.12.04 11:38
I tak i nie. Tak można by pokrótce skomentować artykuł.

Wędkowanie to poławianie ryb na własne potrzeby i niezawodowo. Nasz pradziadek chwycił za wedkę bo potrzebowal złowić 1-2 ryby do zjedzenia. Za sieć i oścień chwytał rybak bo z łowienia ryb zył. Obie metody są bardzo skuteczne tylko efektywność rózna.

Wędkarstwo współczesne to świadome dbanie o zasoby wód. Tu się zgadzamy.

Co do łowienia keltów i srebrniaków.
Zwykło się u nas chronić ryby do pierwszego tarła. Łowiąc ryby wstępujące nie zawsze da sie to zrealizować. To pewna strata ale nieunikniona.

Dla potomstwa - przyszłych rybich pokoleń nie ma specjalnego znaczenia, czy złowimy rybę dzień po tarle czy moze na tydzień przed następnym. Zawsze eliminujemy tarlaka.

Wiele jest spojrzeń na tą samą kwestię.

Pozdrowienia
Paweł
     Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 20.12.04 13:29
    
Pawle,

Cieszę się z tej zgody co do konieczności chronienia zasobów wód i świadomego dbania o nie.

Skoro zgadzamy się co do tego zasadniczego zagadnienia i uznajemy je za współczesne to koniecznym wydaje się zrewidowanie poglądów na to, co wynika z "przeszłości", a co nowoczesnym zazwyczaj nie jest.

Otóż kontynuowanie potrzeb "pradziadka", który żył w innych warunkach i chodził sobie "po rybkę" z wędką ogranicza nasze wędkarstwo do mniej współczesnego "amatorskiego połowu ryb" albo "rybactwa rekreacyjnego".

Nowoczesność w podejściu do zasobów naturalnych wynika ze świadomości, że nie są one nieograniczone, a skoro są ograniczone to trzeba zrównoważyć eksploatację i regenerację (naturalną lub sztuczną). Toteż metody równoważenia tych dwóch podstawowych czynników trzeba też udoskonalać i dostosowywać do współczesności, a nie opierać się na "tradycyjnym" podejściu.

Stąd coraz bardziej zawężające sie możliwości eksploatacji osobistej, jednostkowej i regulowanie strony "eksploatacyjnej" przez wprowadzanie ograniczeń w długości sezonów, w rozmiarach ryb przeznaczonych do zabrania oraz w dostępie wędkarzy do wód. Liczebność wędkarzy nawet przy niższym indywidualnym połowie niz rybacki czy kłusowniczy sprawia, że jesteśmy głównym czynnikiem decydującym o eksploatacji zasobów wód. Stąd na nas spoczywa powinność dbania o stronę "regeneracyjną".

Dalej zaś wynika z tego potrzeba takiego ustalania naszego sposobu eksploatowania zasobów żeby wystarczająco dużo pozostawić po sobie "zaczynu", z którego odnowi sie populacja. Można zarybiać ale to wiele kosztuje (trzeba zdać sobie sprawę,. że ryby, które łowimy zostały wsiedlone dzięki "programowi łososiowemu" finansowanemu z budżetu państwa i nasz, wędkarzy, udział w tym przedsięwzięciu jest istotny ale ograniczony. To nie tak do końca "nasze" ryby.)
Natomiast ryby z naturalnego rozrodu to najcenniejsze zasoby środowiska, a przy tym "same" się odnawiają.

Stąd konieczność zoprganizowania korzystania z zasobów kierowanego rozumem i rozsądkiem, a nie tylko egoistycznym osiąganiem korzyści.

Od wydłużania sezonu i z zwiększania presji wędkarskiej na populacje łososia i troci tych ryb nie przybędzie.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: Łosoś - troć
Paweł Deska 20.12.04 15:44
        
Mówimy tu o rzeczach oczywistych i jasnych dla wszystkich. Dbanie o wody, ograniczoność zasobów, ograniczanie presji wędkarskiej, narutalne tarło jako najlepszy z możliwych sposób budowania populacji. To wszystko wiemy i zgadzamy się nie ma o czym dyskutowac. Różnimy się natomiast w pomysłach na realizację tych planów.
Obecnie mamy rozpoczęcie sezonu w styczniu i szybkie wyławianie duzej ilości ryb. Mimo roztoczonej czarnej wizji ryby uparcie pojawiają się w rzekach (zarybienia, naturalne tarło odnoszące skutek).
Być może gdyby zakazać łowienia keltów więcej było by ryb większych i to było by dobre dla populacji.
Być może skracając okres ochronny do np. 15 października przez 15 dni postawiono by mniej o 50% siatek i złowiono na wędkę kilkadziesiat ryb więcej (może się mylę ale bilans ryb w rzece wyszedł by na korzyść wędkarzy - złowili by minej niz kłusownicy w tym samym czasie).
Być może otwarcie na listopad odcinka ujściowego niektórych rzek (np. Słupia Ustka - Charnowo) i wprowadzeine dodatkowych opłat oraz ewidencjonowania połowu (rano dostajesz licencję wieczorem musisz przyjechać oddać) zmniejszy tam kłusownictwo o 70% a opłaty poniesione zapewnią ochronę w nocy, kiedy wędkarze nie wędkują. Równeż uważam, że wędkarze złowią mniej ryb niż w tym czasie kłusowicy.
Jak widzisz Jurku różnimy się w pewnych sprawach ale też w wielu się zgadzamy. Pozdrowienia
Paweł
             Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 20.12.04 16:40
            
Wiele rzeczy jest oczywistych, natomiast część z nich nie.

Myślę, że zgadzamy się, iż podtrzymywanie "otwartości" łowienia łososia atlantyckiego, bodaj nie występujące nigdzie na świecie, w którym po wniesieniu niewielkiej rocznej składki ma się prawo wyłowienia wielu sztuk tej cennej ryby, jest na dłuższą metę nie do utrzymania.
Problem w tym jak te regulacje zmienić. Jaka "siła" może je wprowadzić?
Szczegółowe regulacje są "gotowe" i można je skopiować z różnych miejsc na świecie gdzie kształtowano je od lat. Po co wyważać otwarte drzwi?

Natomiast nigdzie nie spotkałem się z przekonaniem, u nas rozpowszechnionym, jakoby zwiększenie presji wedkarskiej przy tym samym poziomie przychodów finansowych (do tego sprowadza się wydłużenie sezonu - te same składki, a większa presja) powodowało zmniejszenie presji kłusowniczej, co w efekcie dałoby mniejszą eksploatację ogólną. Choć uważamy kłusownictwo za rozpowszechnione to trzeba wziąć pod uwagę, że wielu ludzi z wędka, łowiących "legalnie", ma zachowania dość "kłusownicze", a do tego liczebność wędkarzy może równie dobrze "przejąć" na siebie poziom eksploatacji dokonywanej przez kłusowników.

Normalnym rozwiązaniem będzie takie, w którym wędkarze będą eksploatowali wody z umiarem, a kłusownictwo zostanie ograniczone. ale nie zrobią tego rzesz wędkarzy domagających się większej eksploatacji, bo nie mają do tego tytułu. Ani nie jesteśmy na tyle dobrze zorganizowani żeby na naszą rzecz zostało zmienione ustawodawstwo chroniące te piękne ryby.

Natomiast chciałbym zwrócić Ci uwagę na jedno słowo.

Ja nie chcę "zakazać" łowienia keltów. Ja chciałbym żeby analiza funkcjonowania łowisk łososiowych w Polsce przez nas samych spowodowała żebyśmy, wzorem wielu krajów o rozwiniętej gospodarce łososiowej (wędkarskiej!!) doprowadzili do "zaprzestania" łowienia keltów. Żebyśmy my zaprzestali je łowić. Nie pod wpływem zakazu ale pod wpływem uznania sensowności takiego działania.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                 Odp: Łosoś - troć
Artur Wysocki 21.12.04 10:22
                
Witam
Mam nadzieję ,że proces kształtowania się modelów gospodarowania na polskich rzekach łososiowych dopiero się rozpoczyna. Do tej pory funkcjonował schemat myślowy: Oni (czyt.Państwo) zarybiają, a my bierzmy z tego sukna ile się da. Tak szlachetna ryba jaką jest troć wędrowna była traktowana jak kobieta lekkich obyczajów i do tego bezpłodna. W swojej 20 letniej praktyce trociowej naoglądałem się scenek które jako żywo pasują do warszawskiego bergla, a nie do rzeki łososiowej. Powszechna dostępność w połowach tej ryby sprawia ,że po łosośka ruszają kanalie które powinny nie opuszczać rynkowej budki z piwem, co gorsza często mam wrażenie , że to oni są królami rzeki. Procesem który może z czasem zmienić nastawienie ludzi do troci będzie przywrócenie tym rybom prawa do rozrodu naturalnego. My musimy zmienić swoją percepcje funkcjonowania troci w naszych wodach, to że te ryby wracają do naszych rzek jest skutkiem odbycia z powodzeniem tarła, a nie tylko z powodu wylania z cysterny kilkudziesięciu tysięcy smoltów. Optymizmem napawa fakt, że kregi naukowe nie głoszą już teori, że tarło naturalne nie ma znaczenia. W tym roku ilość gniazd tarłowych w dorzeczu Słupi zwiększyła się o blisko 100% w stosunku do zeszłego roku. TROCIE ODBYWAJĄ Z POWODZENIEM TARŁO NATURALNE i ten fakt sprawia ,że posiadają "prawa obywatełskie", podstawowym ich prawem jest prawo do ochrony w okresie odbywania rozrodu. Wszyscy głoszący teorie zniesienia okresu ochronnego muszą się zastanowić dlaczego chcą to zrobić, czy dlatego żeby chronić ryby, czy dlatego żeby sobie połowić. Trzeba zadać sobie pytanie o skutek swoich apeli, jak się będą czuli ludzie poświęcający swój czas pilnując tarlisk gdy będą wiedzieć,że pare metrów dalej ich koledzy łowią trocie w majestacie prawa obojętnie za dopłatą czy bez. Cieknąca ikrą samica zapięta na dwie kotwice woblera to jest przeżycie za którym tęsknią niecierpliwi łowcy listopadowi? Zamiast walczyć o zniesienie okresów ochronnych walczmy o budowę przeplawek i ochronę tarlisk.
Co do keltow to temat jest moim zdaniem trochę przedwczesny, zbudujmy wędkarską świadomość, i wrażliwość na rzeczne problemy. Kiedy będzie można rozmawiać o problemie z świadomymi wędkarzami, wtedy można ten temat podjąć. Dzisiaj jest tak, że za łowieniem keltow są wszyscy łososiowcy, a przeciw wędkarze którzy nie zamoczyli wędki w trociowych rzekach. Musimy liczyć się z realiami, że głownym obiektem połowu w polskich rzekach łososiowych są kelty i droga do zmiany tego stanu nie wydaje się być prosta. Kelt jest często ekwiwalentem dla obrońców rzek w zamian za ich determinację w walce o polskie trocie.
Pozdrowia zagorzały łowca srebrniakow Artur Wysocki.
                     Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 21.12.04 14:22
                    
Arturze,

Mam świadomośc jak wiele zależy od powszechnego zrozumienia wszystkich istotnych zagadnień związanych z życiem troci i łososi, a generalnie ryb w naszych wodach.

Wiesz jakim szacunkiem darzę pracę i działania Twoje, Twoich Kolegów z Klubu i z sąsiednich Klubów. Nie zamierzam sugerować zniesienia ochrony ryb wstępujących w okresie tarła ani niweczenia Waszych wysiłków czy podminowywania niezbędnego entuzjazmu i pasji.

Wywołanie dyskusji o losie keltów jest okazją do omówienia tych wszystkich spraw. Bo pisząc o keltach trzeba zastanawiać się nad całym "cyklem życiowym" troci i łososi.

Jak pewnie zauważyłeś - nie zgadzam się z opiniami o "zbawiennym" wpływie obecności wędkarzy na ograniczanie kłusownictwa, a przede wszystkim na stan populacji ryb. Jedną z przyczyn, choć nie najważniejszą, jest to, co naisałeś o "łowcach" troci i naturze tych "królów rzeki".

Nie zgadzam się też na zaniechanie ustanawiania okresów ochronnych ani na nadużywanie przez wędkarzy C&R do celów maskowania własnej zachłanności czyli np. na argumentację, jakoby można było łowić ryby w okresie ochronnym bo "i tak się je wypuszcza". Sezon łowiecki, wędkarski, to właśnie okres, w kórym ryby można łowić. Poza tym sezonem ryby są chronione.

Cieszy też to, co wspomniałeś, a mianowicie zaprzestanie traktowania rzek jak wydużonego stawu hodowlanego. Unznanie, że ryby są w nich naturalnie, a nie w wyniku wsiedlania (choć restytucja jest niekiedy konieczna, a bywa skuteczna).

Powszechnie uważa się u nas, że gospodarka nasza jest nieracjonalna. Natomiast elementy nieracjonalne w tej gospodarcze są przez wielu pochwalane i uznawane za korzystne. Na podstawie kierowania się krótkoterminowym "własnym interesem", a nie wiedzą i gospodarnym myśleniem o przyszłości.

Celowo wywołałem tę dyskusję i cieszę się z jej przebiegu bo zastaniowienie się nad przyczynami chrionienia keltów i sposobami regulowania sezonu wędkarskiego w krajach o "normalnej" gospodarce łososiowej, kształtowanej na podstawie wiedzy i lat doświadczeń, wolnej od populistycznych elementów, pozwoli, mam nadzieję, na lepsze zrozumienie tych zagadnień wśród nas.

Zrozumienia, że istotą gospodarki w wodach jest znalezienie najlepszego poziomu zrównoważenia sił odtwórczych i mozliwości eksploatacji środowiska. Możliwych uzupełnień i koniecznych ograniczeń.
Koniecznych działań dla poprawienia warunków migracji ryb na tarliska. Ochronę i odtwarzanie tych tarlisk w naturalnym kształcie środowiska.

Jak napisałem - nie pociąga mnie administracyjne regulowanie sezonu trociowego. Natomiast chciałbym żebyśmy go regulowali z najlepszą wiedzą o biologii tych ryb i najlepszą wolą uzyskania jak najlepszych efektów gospodarowania.

Jest znana zasdada, mówiąca o tym, że najlepszą gwarancją że ktoś postąpi w określony sposób jest to, że on sam chce postąpić w taki sposób. Przymuszanie jest rozwiązaniem połowicznym. Albo wręcz przynosi efekty odwrotne do zamierzonych.

Im więcej wiemy tym lepiej potrafimy się rządzić i dbać o swoje.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                         Odp: Łosoś - troć
Artur Wysocki 21.12.04 14:44
                        
Jurek,
Między nami mówiąc to zgadzam sie z twoimi tezami, tylko ta świadomość realiów. Zmieniajmy to co zmienić można, po mału, a trwale.
Pozdrowienia
                             Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 21.12.04 14:55
                            
Arturze,

Też tak uważam. Wcale się nie spieszę :-)).

"Daj mi Panie SIŁĘ żebym mógł zmieniać rzeczy, które zmienić można, daj mi CIERPLIWOŚĆ abym mógł znosić rzeczy, których zmienić nie mogę. I daj mi MĄDROŚĆ żebym odróżnił jedne od drugich."

Dlatego piszę o braku dążenia do administracyjnych regulacji. To musi wypłynąć od "nas", a wcześniej ukształtować się "w nas".

Myślę, że w efekcie tych dyskusji część wędkarzy będzie nieco inaczej patrzeć na sezon trociowy i inaczej niż dotychczas odbierać połów tych ryb.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                     Odp: Łosoś - troć
Paweł Deska 21.12.04 11:20
                    
"Wszyscy głoszący teorie zniesienia okresu ochronnego muszą się zastanowić dlaczego chcą to zrobić, czy dlatego żeby chronić ryby, czy dlatego żeby sobie połowić. Trzeba zadać sobie pytanie o skutek swoich apeli, jak się będą czuli ludzie poświęcający swój czas pilnując tarlisk gdy będą wiedzieć,że pare metrów dalej ich koledzy łowią trocie w majestacie prawa obojętnie za dopłatą czy bez. Cieknąca ikrą samica zapięta na dwie kotwice woblera to jest przeżycie za którym tęsknią niecierpliwi łowcy listopadowi?"

Nikt z nas nie chce łowić ryb na tarliskach! Wszyscy szanujemy i rozumiemy prawo do ochrony rozrodu troci/łososi i innych ryb. Jedyne ryby ociekające mleczem i ikra widziałem łowione w styczniu w centrum Słupska. To smutny widok.
Arturze wybacz ale nie widze specjalnie różnicy między trocią która od 2 dni jest w rzece pod koniec sierpnia i tą co jest od 2 dni pod koniec września. Zakładam, że i pod koniec października wygląda podobnie. Może się mylę - nie wiem ichtiologiem nie jestem. Jeśli ktoś mnie wyprowadzi z błędu - zmienie zdanie bez szemrania.

Nie wszystkich da się przekonać do "rzecznej świadomosci". NIektóre rozwiązania trzeba wprowadzać odgórnie bo w społeczeństwie rzadko większość = mądrość. Ale budujmy tą świadomość bo każda głowa przekonana do sprawy zaszczepi następną głowę.

Jurek moim zdaniem trafnie pisze: gotowe rozwiązania mamy za miedzą. Wypracowane latami mogą być z powodzeniem przy drobnych modyfiakcjach wprowadzane i u nas. Tak myślą również inni, którzy zetknęli się z wędkarstwem poza granicami kraju.
Powtórzę jeszcze raz. Nie ma znaczenia czy złowimy srebrniaka w marcu, czerwcu czy wrześniu. Zawsze łowimy rybę zmierzająca na tarło. To nie jest jej podstawowe środowisko - tu wpływa w jednym celu - rozrodu. Idąc tym tropem nie powinniśmy jej poławiać w rzekach a w morzu.

Czy ta wymiana poglądów nas ubogaca? Mnie i owszem.
                         Odp: Łosoś - troć
Artur Wysocki 21.12.04 13:12
                        
Paweł całe życie ryb jest podporządkowane ich rozrodowi, tak więc trudno powiedzieć kiedy wedrowka tarlowa sie rozpoczęła, przecież ona rozpoczyna sie już w morzu. Tak więc nie jest złe łowienie wędrujących ryb, ale jest złe łowienie w trakcie gdy odbywają swoje gody. Ustanowienie okresów ochronnych niesie za sobą jasny przekaz "nie wolno polawiać i niepokoić w tym czasie ryb". Brak tej jednoznacznosci sprawi,że część wedkarzy zacznie się moralnie gubić, a część tą sytuacje zwyczajnie wykorzysta do kłusowania. Powtóże jeszcze raz wędkarze nie obronili troci i łososi w zeszłym roku w Redze i Łupawie poniżej Smoldzina, a wolno tam było spiningować. W tym roku sytuacja na Redzie poniżej Ciekocina wygląda podobnie.
Co do ryb z ikrą w styczniu to oczywiście się takie zdarzają, zazwyczj gdy są silne mrozy w grudniu i tarło zostaje przerwane, bądź też są to tzw. maruderzy, w obu przypadkach ikra ta nie nadaje się już do zaplodnienia.
Trocie wplywające w maju lub czerwcu nie mają rozwinietych gonad i budują je z własnego tłuszczu w ciągu paru miesięcy, im dalej tym w czasie tym ryby wpływające mają ikrę bardziej dojrzałą, a trocie ktore wpływają w listopadzie do rzek często mają sypką ikrę gotową do zaplodnienia, (można popytać o to w punktcie odłowu tarlaków w np. Darłowie).
Nie wprowadzimy od razu zwyczajów szweckich jednym ukazem, przecież wiesz jak wygląda rozpoczęcie sezonu w Słupsku. Tysiące ludzi zjawia się na Pomorzu chcąc złowić "łososia", jest to wielka karta przetargowa w walce o nasze rzeki. Natomiast latem cicho, przyjemnie, ani człowieka bo i srebrnych rybek jakoś nie wiele i nie jestem pewien czy nie polawianie keltow coś by zmieniło. Może taka specyfika naszych rzek?
                             Odp: Łosoś - troć
Paweł Deska 21.12.04 15:17
                            
Generalnie zgadzam sie z Tobą. Rzeczywiście otwarcie rzeki na cały rok mogło by przynieść więcej szkody niż pozytku. Nie mniej jednak nadal twierdzę, że okres ochronny mógłby ulec skróceniu z zyskiem dla nas wszystkich z wyłączeniem kłusowników.

Przykład z kilkukilometrowym odcinkiem Łupawy i Redy jest nie trafiony. Dlaczego? Ponieważ wędkarze pojawiający się tam nad wodą nie mają zbyt wiele wspólnego z etycznym połowem. Sami będąc na bakier z etyką "nie zauważają" kłusowników. Z drugiej strony tam już nie stawia sie siatek i nie "trzepie" prądem. Jedno klusowictwo zastąpiło drugie. I nie dzieje sie to w majestecie prawa bo łososiowate mają przecież okres ochronny. Poza tym ryby tam potrafią się wycierać a wędkarze powinni opuścić tarlisko. Tak więc nad Łupawą i Redą pojawili sie zwykli klusole a nie wędkarze.
                                 Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 21.12.04 16:42
                                
Pawle,

Termin "sezon" należy do kategorii przyrodniczo - gospodarczych, a nie administracyjno - gospodarczych. Tak go pojmują ci, którzy prowadzą gospodarkę zgodną z cyklem biologicznym. A dotyczy to wszystkich wód otwartych i ryb naturalnie w nich występujących. Dlatego np. tęczak nie ma "sezonu". Jest rybą do całorocznego łowienia. Podobnie karp.

Natomiast w odniesieniu do łososia i troci termin "in season" i "out of season" jest bardzo jednoznaczny.

Wędkarze na całym świecie dziwią się kiedy mówię im, że okres ochronny pstrągów kończymy w styczniu. Pytają: "to wy łowicie pstrągi poza sezonem???" Podobnie rzecz ma się z sezonem na łososie i trocie. Łowienie keltów w styczniu wywołuje podobne, pełne zdziwienia pytania. Łowicie poza sezonem???

Można administracyjnie próbować "czarować rzeczywistość". Ale to działania podobne do dyskutowanych obok zabiegów "regulacji" rzek - budowania wałów i zapór w iluzji wpływu człowieka na środowisko.

W odniesieniu do przyrody tylko regulacje zgodne z naturą maja sens. A te musza wynikać z dogłębnej znajomości natury.

Przyzwoite jest to co w zgodzie z taką nadrzędną zasadą bo jest wyrazem szacunku do innych. Pozostałe zachowania moga być co najwyżej legalne (lub nie). Ale sama legalność o przyzwoitości, sensowności i etyczności nie decyduje.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                                     Odp: Łosoś - troć
Paweł Deska 22.12.04 09:54
                                    
Pisząc o etyce postępowania miałem na myśli taką sprawę. Nastawianie sie na łowienie (i wypuszczanie) gatunku ryby będącej pod czasową ochroną mimo, że nie jest nielegalne (bo przecież zawsze można twierdzić, że łowi się inne ryby) jest moim zdaniem dalekie od etycznego podejscia do połowu.
Pozdrowienia Paweł
                                         Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 22.12.04 12:03
                                        
Pawle,

Z tym co napisałeś zgadzam sie zupełnie.
Natomiast ja napisałem, że nawet legalne łowienie ryb, które przyrodniczo - gospodarczo są "poza sezonem" może nie być przyzwoite.

Bo "legalność" zależy od administracyjnej decyzji, która może być niezgodna z racjonalnością gospodarowania i z przyzwoitością.

Teraz pozostaje kwestia postawy indywidualnej i środowiskowej. Czy będę korzystał z "okazji" stworzonej przez "legalność" czy też będę (będziemy) zabiegać o zmianę decyzji administracyjnej w imię rozsądku i przyzwoitości. Samemu dając przykład jakie postępowanie uważamy za bardziej pożądane i mówiąc o tym szeroko, podając uzasadnienia i argumenty.

To już nasz wybór.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                                             Odp: Łosoś - troć
Paweł Deska 22.12.04 12:28
                                            
O tak ale do tego potrzeba niestety wysoce świadomego wędkarstwa. Łatwo to osiągnąc mając swoją wode i będąc żywo nią zainteresowany. Trudno natomiast wymagać by ktoś kto chce przyjechać z Krakowa nad Parsętę znał dogłębnie biolgię troci, pewne szczególowe aspekty jej bytowania tak by mógł już na łowisku podejmować właściwe decyzje typu: tu i teraz łowię lub nie.
                                                 Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 22.12.04 14:14
                                                
Skoro sie wybiera to powinien wiedzieć. A jeżeli nie wie to trzeba mu powiedzieć. Ja twierdzę z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że ta wiedza nie jest wcale zależna od odległości od miejsca zamieszkania nad rzekę :-)).

Natomiast nie wszystko musi być łatwe.

Sukces osiągnięty z trudem i dużym wysiłkiem ceni się bardzo i jest ceniony powszechnie. Nikt nie ceni "ceprów" wjeżdżających kolejką na Gubałówkę. natomiast zdobywców Himalajów - i owszem.

Wędkarstwo tym odróżnia się od "rybactwa rekreacyjnego" i od "amatorskiego połowu ryb", że jest oparte na wysokiej świadomości. To "hobby".

A decyzje można podejmować indywidualnie albo w ramach środowiska i głośno mówić o przyczynach, celach i argumentach przemawiających za takim, a nie innym korzystaniem z natury.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: Łosoś - troć
Tomek Płonka 20.12.04 14:01
        
W mojej poprzedniej wypowiedzi podałem tezę, że odłowy wędkarskie są znikome wobec kłusowniczo-rybackich. Przypuszczam, że skoro za nasze , wędkarskie pieniądze uzyskuje się np. 5% ryb wchodzących do rzek to powinniśmy mieć prawo odłowu w takiej ilości. Oczywiście ta ilość jest wzięta "z kosmosu" bo nie znam liczb. Tymczasem - ile wędkarze zabierają troci z rzek - 500 szt rocznie, a może 1000? A ile rybacy w ujściach i strefie przybrzeżnej? Problem tkwi w tym, aby wędkarze mieli prawo łowić i uprawiać gospodarkę na dzierżawionych przez siebie wodach. Jesli będzie więcej ryb dzięki zlikwidowaniu kłusownictwa i pazernego rybactwa to dla nas- wędkarzy spokojnie wystarczy jesli i my bedziemy ostro kontrolowani i nie będziemy kłusować.
Pyrsk-T.P.
             Odp: Łosoś - troć
Jurek Kowalski 20.12.04 14:15
            
Tomku,

Zgoda.

Odsyłam Cie do fragmentu o "socjoekonomicznej wartości" wędkarstwa własnie łososiowo - trociowego, o którym pisałem i mówiłem delegatom na sesji EIFAC. Tekst tego artykułu i prezentacja jest na NaMuche.pl

Szkopuł tylko w tym, że te wartości, o których tam mowa, w związku z którymi zapadały pewne decyzje, są równoległe. Tzn. "bogate" wędkarstwo łososiowe, o ograniczonej dostępności, przynoszące korzyści regionowi zarówno zapewnia "zrównowazone zarządzanie" łowiskami jak i rekompensuje czy nawet przewyższa dochody lokalnych społeczności płynące z rybactwa.

Jeżeli chemy praktycznie nieograniczonego dostępu do wód i możliwości dowolnego wędkowania to musimy pogodzić się z dzisiejszym poziomem tego typu wędkarstwa u nas.

A przypuszczam, też nie znając do końca liczb, że skoro są wczale nierzadko spotykani łowcy. którzy w sezonie moga pochwalić się wieloma rybami, a do tego najazd na wody trociowe ma charakter masowy to pozyskiwanie ryb przez wędkarzy jest raczej istotnym elementem eksploatacyjnej strony gospodarki trociowo - łososiowej.

Z kalkulacji wynikającej z liczby introdukowanych smoltów i narybku i odławianych ryb wynika, że taka gospodarka łososiowa jest kosztowna. Te ryby są kosztowne. Więc polowanie na nie również kosztownym być musi. Albo ograniczonym inaczej. W odwrotnym przypadku występuje nierównowaga, która prowadzi do bankructwa.

Natomiast oczywiście jestem za tym żeby wedkarze uprawiali gospodarkę na dzierżawionych przez siebie wodach. Wszyscy wędkarze :-)))!!!

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
Moim zdaniem
Andrzej Graczykowski 19.12.04 19:25
Witam
Pozwolę sobie na niewielki komentarz.
Faktycznie wspaniałe jest wędkarstwo pojmowane jako uczciwa walka z godnym przeciwnikiem i jeśli ktoś miał szczęście na swej drodze spotkać podobnie myślących kolegów można powiedzieć że jest w czepku urodzony. Niestety kultura wędkarstwa w naszym wspaniałym kraju sięgnęła dawno dna a nawet powiedziałbym, że utopiła się i ugrzęzła w grubej warstwie niezbyt czystych osadów dennych czyli bagnie i brudzie. Tak pojmuje wedkarstwo zaledwie skromna garstka. Więc nia ma co moim zdaniem odwoływać się do tych wspaniałych idei.
Z całą pewnością konieczne jest selektywne wędkarstwo i z tym się zgadzam. Srebrniaki jako ryby nieżerujące doskonale nadają się do takiego wędkowania. Dostarczają wspaniałych emocji, umożliwiają sprawdzenie siebie i sprzętu w naprawdę pięknej walce, ostatecznie pozwalają skosztować wspaniałego mięsa przy ognisku. TO wszystko może oznaczać że srebrniakowe łowy są kwintesencją wędkarstwa, pozwalają się w nim rozkochac i być może obudzą w łowcy te piękne ideały o których mowa była na początku. Jeśli jeszcze do tego dołożymy brak ich żerowania i fakt że wędkarze wyławiają niewielką część wstępującego stada powinniśmy faktycznie tylko je łowić ale do tego muszą one być w rzece. Niestety moim zdaniem uczciwi wędkarze nie mają zbyt wielu okazji do spotkania z tym szlachetnym przeciwnikiem, ponieważ przestrzegają oni regulaminu czyli wedkują w okresach niewielkiego zagąszczenia srebrniaka w rzece. Powiedzmy sobie szczerze że wiosenne i letnie sztormy nie są w stanie "dostarczyć" zadowalającej ilości ryb i niedlatego że ryby nie pchają się w górę rzeki ale dlatego że zatrzymują je odłowy rybackie, niżówki w rzekach spowodowane zabudowa i wiele negatywnych czynników. Dlatego też koniecznym wydaje mi się umożliwienie wędkowania w okresie największego ciągu (październik i listopad) na wybranych odcinkach rzeki.
Wiem, że może to zabrzmić jak herezja ale ewidencja tarlisk pozwala na wykluczenie wybranych odcinków i skuteczniejszą ich ochronę. Obecność ludzi nad rzeką wyraźnie utrudni pracę kłusownikom ale i z całą pewnością dostarczy roboty służbom ochrony, które będą musiały częściej interweniować. Ostatecznie możliwość kontaktu z prawdziwymi "lokomotywami" spowoduje niechęć do łowienia "zdechlaków" i zakończy dyskusję nad tym kontrowersyjnym tematem ochrony kelta. Zapewniam mając kilka kontaktów dziennie z silnym przeciwnikiem nie będę uganiał się za biednym keltem.
Przepraszam za tak chaotyczną wypowiedź jednak mam nadzieję że większość zrozumie do czego zmierzam.

Chrońmy kelta ale nie przez ograniczanie jego połowów ale przez stworzenie warunków na łowienie waleczniejszej wersji tej samej ryby.
Co z tym keltem ?
Mirek Kołodziej 18.12.04 12:50
Witam !
Łowić łososie i trocie zamierzam dopiero od tego sezonu. Pilnie wczytuję się w każdy artykuł o tych rybkach. Choć do końca nie rozumiem właśnie kwestii łowienia keltów. Kelt jest rybą, która spełniła swój życiowy cel jakim jest tarło, natomiast srebrniak wchodzi do rzeki w tym celu. Wydaje mi się więc, że raczej powinno się bardziej chronić właśnie srebrniaki. Są to tylko moje uwagi nie do końca zapewne słuszne, proszę więc o komentarze !
Pozdrawiam Mirek K. !!!!
moje zdanie
Paweł Korczyk 17.12.04 23:05
Zgodzę sie że łowienie keltów to nie zawsze pełnia wedkarskiego szczęścia ale niewiele ludzi zdaje sobie sprawę ze śmiertelności ryb po tarle. Chciałbym coś na ten temat napisać jako ichtiolog i z doświadczenia jakie mogłem swego czasu wyniesc ze wspołpracy z najlepszymi fachowcami z tej branzy we Francji ,a nie wiem czy nie jednymi z najlepszych na świecie. Chodzi oczywiście o łosiosia i troć. Wracajac do konkretów. A więc jak sam napisałes: budowa tarliska a póżniej samo tarło, to niesamowity wysiłek dla ryb . Niestety w przeważajacej ilosci śmiertelny. I tak widziałem doswiadczenia badaczy w których zaobserwowali po tarle 70% śmiertelnosci u samic i aż 90 % śmiertelności u samców łososia!!!!!!!!!!!!!!!
Jezeli zas chodzi o troc to ma sie podobnie 50% samice 70-80% samce!!!!!!!!!!!
Oczywiście ryby nie umieraja natychmiast po tarle a w czasie wedrówki - spływania do morza. To co chcę przekazać z tego mojego wywodu to to, iz wiekszosc z tych ryb i tak zginie z powodu zakażeń bakteryjnych. A więc być moze łowienie keltów nie jest do końca takie złe i szkodliwe. Zadasz zapewne pytanie . Dlaczego nie widać martwych ryb? To prawda że niewiele ich widac ponieważ są wyławiane. Oprę się natomiast na moich doświdczeniach z łowienia troci w Szwecji. W styczniu nie widziałem wielu ryb martwych natomiast luty-marzec na rzece wielkości 3/4 Słupi w ciągu dwóch dni naliczyłem około 40-50 sztuk padłych ryb. Wytłumaczenie jest jedno Szwedzi nie zabierają "czarnych" ryb. Wiele z tych ryb jeszcze dogorywało... smutny widok. Podsumowując uważam że łowienie keltów nie jest do końca takie złe. Natomiast byłbym za udostepnieniem łowienia ryb na ciagach pażdziernik listopad (ograniczenie limitu do np 2 szt /tydzień) może to kontrowersyjne ale ograniczyło by to w pewnej formie kłusownictwo.
Taka jest moja opinia
moje zdanie
Paweł Korczyk 17.12.04 23:05
Zgodzę sie że łowienie keltów to nie zawsze pełnia wedkarskiego szczęścia ale niewiele ludzi zdaje sobie sprawę ze śmiertelności ryb po tarle. Chciałbym coś na ten temat napisać jako ichtiolog i z doświadczenia jakie mogłem swego czasu wyniesc ze wspołpracy z najlepszymi fachowcami z tej branzy we Francji ,a nie wiem czy nie jednymi z najlepszych na świecie. Chodzi oczywiście o łosiosia i troć. Wracajac do konkretów. A więc jak sam napisałes: budowa tarliska a póżniej samo tarło, to niesamowity wysiłek dla ryb . Niestety w przeważajacej ilosci śmiertelny. I tak widziałem doswiadczenia badaczy w których zaobserwowali po tarle 70% śmiertelnosci u samic i aż 90 % śmiertelności u samców łososia!!!!!!!!!!!!!!!
Jezeli zas chodzi o troc to ma sie podobnie 50% samice 70-80% samce!!!!!!!!!!!
Oczywiście ryby nie umieraja natychmiast po tarle a w czasie wedrówki - spływania do morza. To co chcę przekazać z tego mojego wywodu to to, iz wiekszosc z tych ryb i tak zginie z powodu zakażeń bakteryjnych. A więc być moze łowienie keltów nie jest do końca takie złe i szkodliwe. Zadasz zapewne pytanie . Dlaczego nie widać martwych ryb? To prawda że niewiele ich widac ponieważ są wyławiane. Oprę się natomiast na moich doświdczeniach z łowienia troci w Szwecji. W styczniu nie widziałem wielu ryb martwych natomiast luty-marzec na rzece wielkości 3/4 Słupi w ciągu dwóch dni naliczyłem około 40-50 sztuk padłych ryb. Wytłumaczenie jest jedno Szwedzi nie zabierają "czarnych" ryb. Wiele z tych ryb jeszcze dogorywało... smutny widok. Podsumowując uważam że łowienie keltów nie jest do końca takie złe. Natomiast byłbym za udostepnieniem łowienia ryb na ciagach pażdziernik listopad (ograniczenie limitu do np 2 szt /tydzień) może to kontrowersyjne ale ograniczyło by to w pewnej formie kłusownictwo.
Taka jest moja opinia
     Odp: moje zdanie
Jurek Kowalski 20.12.04 11:12
    
Pawle,

Ciekawe są dane, które przytoczyłeś - masz może "namiary" na ich źródło?

Śmiertelność naturalna dotycząca przezważającej części populacji łososiowatych w następstwie tarła (zwyczajna w przypadku wielu gatunków łososi pacyficznych) w odniesieniu do wędrownych pstrągów potokowych i łososi atlantyckich wydaje się niezwyczajna.
Czy te rzeki szwedzkie nie były czasem "dotknięte" infekcjami łososiowatych, które potrafią przecież poczynić ogromne spustoszenia w populacji? A może widok kilkudziesięciu ryb padłych po tarle był efektem dużej liczebności osobników w ciągu? A stanowił niewielki odsetek "keltów"?

Czy to co dotyczy wędrownych pstrągów potokowych dotyczy też jednośrodowiskowej formy? A jeżeli nie to dlaczego? Wszak podejmują podobny wysiłek budując gniazda w żwirze?

Musimy zdać sobie sprawę, że tarło jest wysiłkiem dla wszystkich ryb. Wiele z nich ginie. "Ostatnie tarło" jest zazwyczaj kresem życia ryby. Szczupaki - samce osiągają maksymalnie masę kilku kilogramów. Nie dlatego, że "mało jedzą".

Wnioski, które wyciągasz, są smutne.

Zdają się sugerować, że łowi się "dogorywajace" ryby? A może właśnie łowi się te, które jescze są "żwawe" i one właśnie maja szansę na kolejny powrót na tarło?

Zdają się też sugerować, że u nas wyławia się niemal wszystkie ryby obecne w rzece po tarle, bo masowych śnięć troci i łososi po tarle nie raportuje się w naszych rzekach.


Byłbym za tym żeby odpowiednio regulując, dopuścić łowienie "srebrniaków" w czasie ciągu tarłowego, nie łowiąc keltów. Na pewno nie na zasadzie "pospolitego ruszenia" i "hulaj dusza.." oraz "hajda na łososia". Bardziej to wędkarskie niż wyławianie keltów pilnujących tarliska lub "odkarmiających" się po tarle.

Natomiast nie dlatego tak sugeruję zeby "chronić wody" przez masową obecnośc łowiących ryby wędkarzy. Jak można "chronić" poszerzając obszar eksploatacji. Dla zasobów rzeki to wszystko jedno kto "zje" rybę. a chyba nie chcemy ścigać się z kłusownikami o dostęp do "mięsa"?

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: moje zdanie
Tomek Płonka 20.12.04 17:22
        
Mam pomysła :)
Ja bym to wyregulował prosto. Dzienna licencja w styczniu i październiku powinna kosztować NA PRZYKŁAD: 150zł, w lutym, marcu i wrześniu 100zł a w pozostałych miesiącach 50zł. I żadnych okresowych opłat i ulg z tym związanych. Ilość wędkarzy się sama wyreguluje. Jak nie będzie ryb dla wędkarzy to za licencje nikt nie zapłaci, za to za bardzo duże prawdopodobieństwo złowienia ryby część zapłaci duże pieniądze. Ja nie jeżdżę na Pomorze bo wydatek bardzo duży (ogólne koszty to dla mnie około 1000zł na tydzień + piwo) a prawdopodobieństwo złowienia bardzo małe. Gdyby wielokrotnie zwiększyło się prawdopodobieństwo złowienia ryby, jakież znaczenie miałby wzrost kosztów ogólnych z tysiąca na 1500 zł? Żaden. A Państwo miałoby spokojnie 200zł samego vatu i jeszcze ze 180 dochodowego, więc nich mi nikt nie mówi że za 380zł nie można wyhodować dla mnie pięciu troci!
Pyrsk-T.P.
             Odp: moje zdanie
Jurek Kowalski 20.12.04 17:37
            
Tomku,

Takiego "pomysła" to mają już ludzie na całym świecie :-)).

Natomiast u nas regulacje proponowane starają się pogodzić mieszkanie w pałacu z dochodami małorolnego chłopa. Czyli łowienie łososi za groszową składkę.

Na całym świecie to oczywiste, że jeżeli człowiek płaci grube pieniądze za to żeby na łososiowe wody dojechać, mieszkać tam, kupić sprzęt i przynęty to chce złowić rybę. A jest za utrzymanie wody, która mu to zapewnia zapłacić dużo, bo wie, ze jedno z drugim idzie w parze. Tak samo ten człowiek wie, że duże ryby, które chce łowic w tej rzece to są te, któe kilka razy wróciły na tarło. Dlatego nie zabija keltów, bo zdaje sobie sprawę, że dzisiejszy trzykilowy kelt wróci jako siedmiokilowy srebrniak za rok czy dwa. I dostarczy o wiele więcej przyjemności niż osłabiona tarłem ryba.

Myślę, że warto próbować pogodzić dwie rzeczy - koszty wędkowania i jego dostępność. Natomiast na pewno nie w obecny sposób, bo to droga donikąd. Środowisko wędkarzy musi sobie to łowienie sensownie zorganizować. Inaczej albo nie będziemy mieć ryb albo bedziemy je mieć w zamian za wysokie koszty licencji (jeżeli "ktoś" administracyjnie lub komercyjnie podchwyci Twojego pomysła :-)) ). Jak w łowieniu łososi na całym świecie.

Uważam, że jak najwięcej ludzi powinno mieć możliwośc takiego wędkowania natomiast oni sami muszą sobie zdać sprawę, że utrzymując niskie składki musimy w inny sposób zbilansować gospodarowanie na wodach łososiowych.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
         Odp: Lowienie w ciagu ciagu
Michal Sopinski 20.12.04 15:58
        
Byłbym za tym żeby odpowiednio regulując, dopuścić łowienie 'srebrniaków' w czasie ciągu tarłowego, nie łowiąc keltów. Na pewno nie na zasadzie 'pospolitego ruszenia' i 'hulaj dusza..' oraz 'hajda na łososia'. Bardziej to wędkarskie niż wyławianie keltów pilnujących tarliska lub 'odkarmiających' się po tarle.


A co sadzisz o pomysle dopuszczenia wedkarstwa na zasadzie C&R w calym sezonie. Zakladam, ze wieksza plaga rzek trociowo-lososiowych jest rozpanoszone, bezkarne poza nielicznymi wyjatkami (T. P. Parsety) klusownictwo nie zas wedkarze. Ilosc ryb usmiercanych przez klusownikow bezposrednio musi byc niewspolmierna do strat posrednich, wywolywanych ich okaleczaniem. Przed paroma laty dopuszczono lowienie metoda muchowa w Drwecy podczas ciagu, zachowujac jednoczesnie wszystkie postanowienia RAPR. Przypuszczam, ze wiekszosc przemierzajacych setki kilometrow wedkarzy chetnie zrzeklaby sie szansy na zabranie ryb w zamian za zwiekszone prawdopodobienstwo przyjemnosci brania oraz holu. Nalezaloby narzucic dodatkowe restrykcje, np. brak mozliwosci brodzenia. Obecnosc nad wodami wedkarzy, coraz czesciej wyposazonych w srodki lacznosci, plus para straznikow pelniacych dyzur i czekajacych na zgloszenia z okreslonego odcinka rzeki bylyby w stanie zwiekszyc szanse ryb na ponowny rozrod. Oczywiscie wylaczyc z wedkowania nalezaloby odpowiednio oznakowane tarliska. Nie moge sie doczekac pierwszego komercyjnego eksperymentu w ktorejs z polskich rzek lososiowych. Mysle, ze wedkarzy liczacych bardziej na pamiatkowe zdjecie niz smaczna kolacje, gotowych zaplacic za komfort lowienia w zagospodarowanej i chronionej rzece bedzie przybywac. I sadze, ze chwila ta jest coraz blizej.

Pozdrawiam serdecznie,
Michal
             Odp: Lowienie w ciagu ciagu
Jurek Kowalski 20.12.04 18:23
            
A co sadzisz o pomysle dopuszczenia wedkarstwa na zasadzie C&R w calym sezonie.


Michale,

Nie sądzę.

Bo C&R to sposób OCHRONY populacji ryb i zapewnienia im optymalnych warunków trwania w środowisku przy jednoczesnym racjonalnym eksploatowaniuz asobów.

C&R to nie metoda na nieograniczoną eksploatację. Bo każde łowienie ryb jest rodzajem eksploatacji środowiska i może przynosić szkody.

Nie uważam, że zastąpienie presji kłusowniczej presją wędkarską jest czymś racjonalnym.

Może nie być ryb w wyniku wich wyłowienia przez wedkarzy jak i przez kłusowników. Efekt końcowy jest ten sam.

Sztuką jest takie wyważenie poziomu eksploatacji i takie jej kontrolowanie (ze wszystkich jej źródeł - wydr, kormoranów, czapli, kłusowników, rybaków i wędkarzy) żeby ryby w wodzie były. Temu służą wymiary, limity i okresy ochronne. Czasem wodę trzeba barxziej eksploatować żeby populacja była stabilna. Bo procesy naturalne w zurbanizowanym środowisku nie zawsze działają.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
No to zwijajmy kije
Tomek Płonka 17.12.04 21:20
Ograniczmy sobie sami łowienie ryb do zera a najlepiej wyeksportujmy sprzęt i kupmy za to znaczki i klasery. Żony będą szczęśliwe :)
Dla mnie samo złowienie to tylko 90% przyjemności z wędkarstwa, reszta to smaczna kolacja. Zasadę C&R stosuję gdyż to jest konieczność w obecnych czasach, a nie tam żadna ideologia dla samej ideologii. Wypuszczam ryby bo nie przejem tego co złowię, wody są jeszcze brudne a niektóre gatunki giną - więc każda sztuka się liczy. Jak mam przejechać 600km i nie zjeść wędzonego łososia to mam mniejszą motywację do wydawania kasy na Pomorzu. Nie wydaje mi się aby wędkarz musiał całkowicie rezygnować z łowienia troci, jeszcze bardziej sobie utrudniać jej złowienie. Mamy przecież związek, który chroni nasze wody i zarybia rzeki :)
Te kilkadziesiąt troci złowionych w styczniu na kilku rzekach to taki problem? Bez przesady. Za trocią chodzi się kilka dni, tygodni a nawet lat, wydaje mnóstwo kasy i nie wolno dopuścić, aby wędkarze nie mogli łowić, tylko robić wszystko aby można było łowić non stop, dużo i duże :)
Pyrsk-T.P.
No to zwijajmy kije
Tomek Płonka 17.12.04 19:18
Ograniczmy sobie sami łowienie ryb do zera a najlepiej wyeksportujmy sprzęt i kupmy za to znaczki i klasery. Żony będą szczęśliwe :)
Dla mnie samo złowienie to tylko 90% przyjemności z wędkarstwa, reszta to smaczna kolacja. Zasadę C&R stosuję gdyż to jest konieczność w obecnych czasach, a nie tam żadna ideologia dla samej ideologii. Wypuszczam ryby bo nie przejem tego co złowię, wody są jeszcze brudne a niektóre gatunki giną - więc każda sztuka się liczy. Jak mam przejechać 600km i nie zjeść wędzonego łososia to mam mniejszą motywację do wydawania kasy na Pomorzu. Nie wydaje mi się aby wędkarz musiał całkowicie rezygnować z łowienia troci, jeszcze bardziej sobie utrudniać jej złowienie. Mamy przecież związek, który chroni nasze wody i zarybia rzeki :)
Te kilkadziesiąt troci złowionych w styczniu na kilku rzekach to taki problem? Bez przesady. Za trocią chodzi się kilka dni, tygodni a nawet lat, wydaje mnóstwo kasy i nie wolno dopuścić, aby wędkarze nie mogli łowić, tylko robić wszystko aby można było łowić non stop i dużo :)
Pyrsk-T.P.
     Odp: No to zwijajmy kije
Jurek Kowalski 17.12.04 19:31
    
Nie kpij sobie bo czytają to ludzie, kórzy nie dostrzegą ironii tylko wezmą Twój wywód za "dobrą monetę", a potem będziesz się dziwił, że wokół tylu "meneli", którzy gotowi wyrwać ostatni ogon z wody na wyścigi z kłusownikami.

Jeżeli chcemy mieć środowisko wedkarzy "równające w górę" to trzeba nad tym pracować.

:-)))))

Wędkarz sobie utrudnia i tak tylko żeby sobie utrudniał racjonalnie.

Może nie dość jednoznacznie napisałem o łowieniu srebrniaków ale pisałem o keltach ;-)).

Kiedyś pstrągi łowiło sie od początku kwietnia. Kiedy już nabrały kondycji po zimie. Potem okaząło się, że są już wytarte w styczniu - czemu więc nie "tłuc" ich od początku roku? Teraz zastanawiamy się jaki limit nałożyć żeby cokolwiek w tej wodzie pływało i jeszcze się rozmnożyło, wypuszczamy ryby itp. A wówczas było mniej wędkarzy i mniejsza skuteczność i ruchliwość. Teraz - odwrotnie. Mniej ryb, więcej chętnych, i narzekania.


Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: No to zwijajmy kije
Tomek Płonka 18.12.04 13:37
        
Mało jest moich wypowiedzi, w których bym z czegoś nie kpił :)
A moim zdaniem przypadek troci jest szczególny - tak mało przeciętny wędkarz łowi tych ryb, tak wiele się trzeba nachodzić, że moim zdaniem nie powinno się w ogóle chronić troci przed wędkarzami poza okresem tarła (czyli listopad-grudzień). Oczywiście limit może ulec zmniejszeniu do 1 szt. Jestem zwolennikiem skrócenia okresu ochronnego. Niewiele mamy szans na spotkanie się z prawdziwą "lokomotywą", a jak już się poszczęści to się to oblewa i zagryza wędzoną rybką. Nie chciałbym tej wędzonej rybki musieć kupować u rybaków, którzy tłuką troć non stop w ilościach takich, że wędkarze to jest "pikuś". To by była paranoja - płacić za licencje (czyli ochronę, dzierżawę wód i zarybianie też) i jeszcze kupować od rybaków "własną" rybę.
Pyrsk-T.P.



Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©1999-2004 Krokus Sp. z o.o. - powered by eZ publish
Za publikowane treści odpowiedzialność ponoszą ich autorzy, jednocześnie wyrażając tym samym zgodę na ich bezterminową publikację.
Reklamy Krokus: Wędkarstwo