Pod ochroną


Wszystkie KWI Spis Nieregularników KWI Nieregularnik nr 10

Hit  Gospodarka wędkarska - jak ją sobie wyobrażamy

Autor: Andrzej Trembaczowski
Temat: Środowisko
Data:20.7.04 19:19
Czytano:10761

Nie mam zamiaru pisać na ten temat artykułu, raczej zaproponować, byśmy wspólnie doszli do czegoś. Spróbujmy sprecyzować, jak to sobie wyobrażamy. Wiadomo - nie można dalej eksploatować zasobów naszych wód tak, jak to się dzieje obecnie. Efekt jest widoczny. Był widoczny zresztą już dawno temu. Czas, kiedy za symboliczną opłatę wolno było łowić prawie we wszystkich wodach, dawno już się skończył. I mamy co mamy...



Od współczesnego wędkarza można i trzeba wymagać dziś więcej, niż kilkadziesiąt lat temu. Nie tylko tego, by przestrzegał RAPR, zupełnie dziś nieaktualnego i nie dostosowanego do współczesnych warunków.
Od wszystkich, dla których wędkowanie jest czymś bardzo istotnym - jest życiową pasją - należy wymagać więcej. Na przykład tej świadomości, że wody są zróżnicowane i wymagają różnego traktowania. A więc koniec z jednymi uproszczonymi przepisami na całą Polskę! Przepisy – reguły gry – muszą być dostosowane do możliwości łowisk, a te jednakowe nie są!
Zanim ktoś je ustanowi, i zanim pokona się opór tych wszystkich, którzy chcą by było jak dotąd: „prosto, łatwo, dużo i tanio”, spróbujmy przedstawić, jak to sobie wyobrażamy.


Po pierwsze - wody.

Rzeki: duże nizinne jak Wisła, Odra, Bug, średnie i małe rzeki nizinne o naturalnych korytach (są jeszcze takie), rzeki łososiowe Pomorza, górskie rzeki pstrągowe i małe pstrągowe siurki – wszystkie bardzo się różnią.
Ten podział nie jest dokładny, jest trochę sufitowy, ale głównie chodzi mi o podkreślenie, że każda z tych rzek wymaga innych nakładów, te duże obronią się same przed wędkarską presją, te małe wymagają starannych zarybień. Inne może być także obciążenie małej rzeczki pstrągowej niż dużej rzeki.

Podobnie wody stojące: zbiorniki sztuczne, zaporówki, stawy, małe zbiorniczki, jeziora duże, o powierzchni powyżej tysiąca ha, i małe oczka ukryte wśród lasów. Jeziora leżące na szlakach turystycznych, jak oblegane przez setki tysięcy wodniaków Wielkie Jeziora Mazurskie, i te, leżące na uboczu, znane tylko nielicznym. Jeziora oligotroficzne (może się gdzieś jeszcze uchowały?) i te silnie zeutrofizowane – wszystkie te wody wymagają odmiennego potraktowania.

Ryby.
Są gatunki tak prężne, że im wyginięcie nie grozi, oraz takie, które bez zarybień i troskliwej opieki wyginą. Łowienie tych drugich powinno być mocno ograniczone.

Łowisko to woda i ryby.
W tym miejscu trzeba jeszcze pamiętać, że wody nie są nasze, że jesteśmy – możemy być - tylko gospodarzami. I nasza gospodarka nie może być rabunkowa, nie powinna prowadzić do zniszczenia przyrody. Musi być dostosowana do natury. Inaczej więc będzie nam wolno potraktować staw - sztuczny zbiornik - niż naturalne jezioro. Inaczej dziką rzeczkę, niż sztuczny kanał. To, co się jeszcze uchowało w stanie bliskim naturalnego, winniśmy chronić.

Pamiętając o tym wszystkim możemy dopiero myśleć o gospodarce wędkarskiej, czyli o tym, jakie ryby, w jakim terminie i w jakich ilościach i na jakich zasadach będą mogły być poławiane.

Na koniec trzeba napisać o licencyjnych opłatach, bo gospodarka kosztuje. Nie chodzi o to, by ktoś czerpał zyski z wędkarzy (zakładam związkowy model) ale i zarybianie, i ochrona, i administrowanie kosztuje. Chcemy, by nasze wędkarstwo było na poziomie? Więc nie możemy godzić się na bylejakość i taniochę! Mamy do wyboru, albo zadbane i rybne łowiska, albo syf. I nie narzekajmy, że tu nie Ameryka i nas na to nie stać. Stać nas.

Jednak jak to wszystko teraz pogodzić z naszym dotychczasowym modelem?
W Polsce wędkuje około miliona osób. Czy można tą liczbę ograniczyć i czy się ją powinno ograniczyć? Jeżeli ludziom odbierze się możliwość swobodnego wędkowania, poczują się skrzywdzeni. I będą mieli rację. Należy pomyśleć o takich rozwiązaniach, by wędkowanie było dostępne dla każdego, kto to naprawdę lubi. To jest możliwe, tak jak możliwe jest powszechne uprawianie żeglarstwa, choć jachty są drogie. Ale tak, jak nie każdy musi być właścicielem jachtu, by pływać, tak samo nie każdy musi opłacać wszystkie możliwe licencje. Nie da się zresztą łowić wszystkiego i wszędzie, dni w kalendarzu zabraknie.

Współczesne wędkarstwo powinno bardzo zróżnicować opłaty. Dostosować je do łowiska.

Poławianie ryb, które nie wymagają zarybień (leszcze, karasie srebrzyste itp.) w wodach, którym nie grozi zadeptanie, powinno kosztować niewiele, licencje na takie wody powinny być tanie. Nawet bardzo tanie. Tu można też nie ograniczać za bardzo ilości zabieranych ryb (oczywiście ta ilość musi być znana choćby szacunkowo i kontrolowana).
Przeciwieństwem jest mała rzeczka pstrągowa, gdzie maksymalna ilość wędkarzy w ciągu dnia, a także w ciągu miesiąca, a także w ciągu roku, musi być bardzo ściśle kontrolowana i ograniczona do możliwości rzeki. Tak samo ilość zabieranych ryb. To wcale nie narusza powszechności wędkowania; można wprowadzić licencje jednodniowe na konkretny odcinek. Można w regulaminie łowiska ustalić, ile z jakiego odcinka wolno zabrać ryb o określonym wymiarze, np. jedną dziennie, ale nie więcej niż np. dziesięć rocznie - te ilości można wyliczyć. Można wprowadzać odcinki mateczniki, na stałe, lub przemiennie co kilka lat, można wprowadzać odcinki, z których nie wolno zabierać ryb, można też wprowadzać i takie, które będą dorybiane „często i gęsto” – ale wszystko musi być dostosowane do możliwości rzeki.

Ktoś, przyzwyczajony do obecnej sytuacji, ktoś, kto łowi ponad sto dni w roku może się tutaj poczuć mocno ograniczany – ale trudno. Nasze łowiska nie wytrzymują takiej presji, to widać! Zresztą, czy ktoś rozsądny protestuje przeciw... biletom do kina - jednorazowym przecież? Przecież nikomu nie gwarantuje się, że po uiszczeniu rocznej opłaty np. 150 zł będzie mógł w każdej wybranej przez siebie chwili pójść na dowolny film do dowolnego kina! Sale by nie pomieściły tylu kinomanów. A tak jest przecież obecnie z nami-wędkarzami!

Pozostaje jeszcze ważny temat – ochrony wód.
Nie da się upilnować wód przed złodziejami, jak też nie da się utrzymać na nich porządku licząc tylko na zdyscyplinowanie łowiących, na ich szacunek do prawa i obowiązujących przepisów, na ich kulturę. I nie pomogą tu apele, nie pomoże tu straż państwowa ani policja. Policja powinna być wzywana w przypadkach ekstremalnych, wtedy, kiedy obecny na łowisku strażnik nie będzie mógł sobie poradzić z agresywnymi bandziorami. Na co dzień powinna wystarczyć straż powołana przez gospodarza łowiska. W rozważanym modelu – straż PZW. I zależnie od rodzaju łowiska ilość tych zatrudnionych przez gospodarza strażników byłaby różna. Ale musi być dostosowana do potrzeby. Każde atrakcyjne łowisko musi być pilnowane! Codziennie pilnowane, tak by spotkanie ze strażnikiem było czymś oczywistym i nieuchronnym. Strażnikiem, który sprawdzi licencje, sprzęt łowiącego, skontroluję ilość złowionych ryb. Grzecznie, kulturalnie, ale w razie potrzeby usunie niezdyscyplinowanego z łowiska, odbierze mu licencje, sprzęt, skieruje wniosek do sądu. Strażnika, który nie będzie bał się łobuzów, który będzie uzbrojony i będzie miał prawo użyć broni w razie zagrożenia. Tylko taki sposób pozwoli upilnować wody, nauczyć ludzi dyscypliny i poszanowania cudzej własności. Oczywiście, to wszystko kosztuje, ale to można wyliczyć ile kosztuje i nie są to jakieś astronomiczne kwoty. Tak samo kosztują zarybienia, tak samo kosztuje administrowanie wodami. To wszystko da się wyliczyć i przełożyć na koszt opłat dziennych, miesięcznych, czy dłuższych. Owszem, nie będzie to już 150 zł rocznie, ale czy nadal mamy godzić się na to, by było kiepsko, ale tanio?! Czy nadal mamy się godzić, by wędkarstwo było postrzegane jak tania i prymitywna rozrywka? I chyba żaden prawdziwy miłośnik wędkowania nie poczuje się skrzywdzony, jeżeli za przyjemność łowienia w dzikiej (ta dzikość musi być dziś sztucznie chroniona) wodzie zapłaci kilkanaście - kilkadziesiąt zł. za jeden dzień! Ale jeżeli będzie w tym dniu, na tym kawałku rzeki sam (!), nie będzie się z nikim ścigał (!) i nie spotka żadnego złodzieja, żadnego łobuza (!). A że taki luksus pomnożony przez kilkadziesiąt dni w roku da sporą sumę? Trudno. Chodząc sto razy w roku do kina, czy na koncert, też wydamy spore pieniądze. Za przyjemność się płaci. Wędkowanie nie jest sposobem zdobywania pożywienie i karta nie musi się zwracać - z tym czas skończyć.

Jak zaznaczyłem, nie miał być to przeglądowy artykuł, lecz zaproszenie do dalszej dyskusji – temat jest tak obszerny, że nadaje się na konferencję. Spróbujmy zebrać różne dobre pomysły, z nadzieją, że uda się je wcielić w życie, choć na pewno nie natychmiast. Od czegoś jednak trzeba zacząć.

Wodom Cześć!
Andrzej Trembaczowski

drukuj drukuj wyślij wyślij

Lista komentarzy


Temat: Autor:
Czas:
Co i jak zmienić?
Andrzej Trembaczowski 23.7.04 12:13
Wiem, że na te strony zaglądają zarówno koledzy, którzy do swoich kół czy okręgów "mają daleko" jak i zaangażowni bezpośrednio w pracę działacze okręgowi. Nie wszyscy mają ochotę się tu wypowiadać, bo tak się jakoś utarło, że dość często toczone tu dyskusję ostro atakują PZW.
Pewnie, że byłoby dobrze, gdyby taka dyskusja toczyła się na oficjalnej stronie ZG PZW (tu się zgadzam z Ryśkiem), ale tak już jest, że te oficjalne strony nie są tak żywe, a RO w końcu ma za sobą już ładnych kilka lat tradycji. Więc choć nie jest to oficjalna strona PZW, dyskusja o naprawie naszej oragnizacji równei dobrze może się toczyć tutaj. Zresztą, nie to ważne gdzie, ważne by zostały wyciągnięte z niej jakieś wnioski (choć nie muszą być spisywane). Szkoda, że nie wszyscy z zaangażowanych bezpośrednio w pracę w okręgach kolegów chcą się tutaj odezwać. Byłoby to bardzo pożyteczne i myślę, że może zmieniłoby się nastawienie tych kolegów, którzy z bezpośrednią działalnością okręgów nie mają kontaktu. Musi przestać istnieć jakieś przeniesione z dawnej minionej epoki wyobrażenie o tym, że jesteśmy "my-wędkarze" i są jacyć "oni" w okręgach. Tak nie jest, ale nie wszyscy o tym mają niestety świadomość. Wszyscy razem stanowimy jedną wspólną organizację: PZW, która wymaga usprawnienia swojej działalności i dostosowania jej do obecnych warunków i do naszych bieżących oczekiwań. Nie ma przecież powodu, by ktokolwiek czuł się urażony. Nie po to dyskutujemy, by kogoś obrażać, ale by zmienić-poprawić to, co takiej poprawy wymaga. I tu się całkowicie zgadzam z Jurkiem: najbardziej konkretne zmiany można zrobić w okręgach, które bezpośrednio prowadzą gospodarkę. I w wielu okręgach prowadzą dobrą gospodarkę, choć informacje o tym z trudem docierają do wędkarskiej braci. Tu bardzo kuleje bark łączności. Jest droga oficjalna - sprawozdania, posyłane do kół - ale kontakt wędkarzy ze swoim kołem też jest na ogół marny. Pozostaje prasa, albo ta wędkarska, gdzie informacje zawsze będą z dużym opóźnieniem, związanym z cyklem wydawniczym i ze specyfiką pisma-miesięcznika, albo lokalne gazety. Owszem, sprawnie działające strony internetowe okręgów bardzo by się przydały, choć przecież nie wszyscy wędkarze mają dostęp do Internetu. Komunikacja pomiedzy członkami a strukturami w PZW jest zła, i to wymaga dziś koniecznej zmiany.
Oprócz tej złej komunikacji wewnątrzej jest i inny problem, ten, który ujawnił się w poprzedniej dyskusji o mięsiarstwie.
Jak zmienić to populistyczne nastawienie, bardzo powszechne wśród wielu wędkarzy?
Tu trzeba odwagi, właśnie na poziomie zarządów okręgu (ZO Krosno zrobiło wyłom i brawo!), by te zmiany gospodarcze, które są niezbędne, a które przełożą się na bardziej skomplikowany, zróżnicowany system licencji oraz na ograniczenie ilości zabieranych ryb były wprowadzone nawet wbrew populistom! To musi być zrobione, gdyż wody nie wytrzymają takiej dalszej presji i nie tylko my nie będziemy mogli dalej cieszyć się z naszej wędkarskiej pasji, ale PZW może stracić wody. Na razie to jeszcze teoria, ale w składanych wnioskach przedstawiane są założenia racjonalnego wykorzystania tych wód i to jest opiniowane przez ichtiologów. Ktoś kiedyś może nam wytknąć nadmierną eksploatację i o tym musimy pamiętać! Populistami nie należy się przejmować, choć to wyborcy, oddający głos na konkretnych kandydatów. Kto nie chce - nie potrafi - zrozumieć tej oczywistej prawdy, że dobra przyrody nie są niewyczerpalne, kto nie chce zrozumieć konieczności samoograniczania, będzie musiał pogodzić się z tym, że to zostanie wprowadzone odgórnie i wbrew jego woli, wbrew jego chciejstwu. Nie ma innej możliwości.
W naszych dyskusjach przekonujmy więc tych, których można przekonać, a tymi, którzy i tak "wiedzą swoje" nie przejmujmy się. Będą musieli pogodzić się z wprowadzonymi zmianami. Będą musieli zrozumieć, że wędkarstwo nie jest sposobem na uzupełnianie domowych zapasów, że ta dostępna do konsumpcji (i najtańsza!) ryba, to jest w sklepie. Nie ma innej możliwości. A tych, którym się taki sposób organizacji wędkarstwa nie spodoba, strażnik przepędzi z łowiska.
Nie da się tego zrobić wszędzie i od razu, ale czas zacząć przynajmniej od tych najcenniejszych wód. Szkoda, by były niszczone.
Andrzej
     Odp: Co i jak zmienić?
Ryszard Siejakowski 23.7.04 13:29
    
Andrzeju, po pierwsze trzeba chcieć. Jeśli chcę to będę mógł. Było by największą klęska polskiego wędkarstwa rozpieprzyć wszystko i pozostawić pogorzelisko. ZG PZW boi się jak ognia publicznej dyskusji. Podobnie jest w niektórych Okręgach. Generalna zasada to cisza nad tą trumną. Jeśli my w swej polemice popełniamy czasami błędy, to trudno je skorygować, jeśli nie uczestniczy w tym przedstawiciel gremium zarządzającego, który powinien nam je wytknąć, podpierając argumentami. Sytuacja jest kuriozalna. Z jednej strony działacze nie wykazują żadnej inicjatywy do stworzenia forum wymiany poglądów a z drugiej nie chca uczestniczyć w polemice na forum RO, WCWI czy innych portalach. Pozostawiam domyslności czytających z jakiego powodu. Cytuje po raz kolejny powiedzenie, że mądrość polega na słuchaniu innych i wyciąganiu z tego wniosków a nie na wsłuchiwaniu się z uwielbieniem we własne słowa. Za dużo autokratyzmu, za mało realizmu. Uległy zmianie sposoby komunikacji i wymiany poglądów. Dla dobra stowarzyszenia należało by to wykorzystać. Polemiki i dyskusje w Kołach, na zebraniach sprawozdawczych, to namiastka. Śmieszna frekwencja, zdominowanie i sterowanie dyskusji przez zarządy. Podobnie na zjazdach delegatów czy zebraniach Prezesów Kół w OkręgachTo są fakty a nie przypuszczenia. W moim poprzednim Kole, na zebraniu sprawozdawczym, 90% czasu zajął temat zakazu połowu na żywca. Nic nie było bardziej ważne niż ten temat. Oczywiście najbardziej "aktywni" byli członkowie Związku o raczej zaawansowanym wieku. Młodsza generacja raczej się nie wypowiadała, co najwyżej usmiechała z politowaniem. Jeśli takie tematy, mają charakter dominujący, to trudno patrzeć z optymizmem na przyszłośc wędkarstwa w Polsce. To tylko przykład jakże jednak znamienny. Nikogo nie zainteresowało specjalnie, że na koncie Koła od kilku lat jest kwota ponad 100 tyś i nie jest wydatkowana, tylko biernie tam spoczywa z minimalnym oprocentowaniem. Być może czeka na lepsze czasy? Jakie kolwiek pytanie z obszaru spraw finansowych było traktowane wręcz jako nietakt. Gargantuiczną niekompetencją popisał się przedstwiciel Okręgu na zebraniu. Facet chyba spadł z księżyca i nie zdążył się zaaklimatyzować. Nie potrafił /lub nie chciał/ odpowiedzieć na żadne pytanie. I taki właśnie jest nasz Związek w większości Okręgów.
Akcentujesz Andrzeju fakt, że nie każdy wędkarz ma dostęp do internetu. Zgadzam się. Ale jaką wymowę ma sprawozdanie z zebrania Koła w którym uczestniczy 50 osób /w tym 12 osób to władze Koła/ na łączną liczbę członków prawie 2000. Żaden!!! Prawdzie należy spojrzeć w oczy. Tak ma po prostu być. Cicho, beznamiętnie i spolegliwie. Tego przykrego obrazka nie zmienią wspaniale działające Koła czy pojedyńcze Okręgi. Jest ich za mało aby miały wpływ na inne postrzeganie Związku.
Ryszard
         Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 23.7.04 14:06
        
Ryszardzie,

Od uśmiechów politowania nic sie nie zmieni. Chyba jasno tym wyraziłeś, że trzeba innych działań.

Co do działań - nie pisz co inni powinni robić żeby Tobie było dobrze. Napisz co Ty zamierzasz zrobić. Tę prośbe kieruję też do wszystkich, którzy myślą podobnie do Ciebie.

Napisałeś, że wspaniale działajacych kół czy okręgów jest zbyt mało. Z tego płynie prosty wniosek, że powinno ich być więcej. I nie o postrzeganie związku chodzi ale o skuteczność jego funkcjonowania.

Jak tego dokonać? Sposób wydaje sie prosty. Skoro na zebranie wyborcze przychodzi 50 osób to wystarczy przyprowadzić drugie 50 "normalnych" i przegłosować, wybrać, zadecydować. Tylko trzeba znaleźć tych 50 "sprawiedliwych w Sodomie". I jeszcze żeby im sie chciało chcieć. I na koniec żeby mieli koncepcję działania i porawy sytuacji, a nie tylko ogólnikowe wnioski i postulaty "do władz".

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
             Odp: Co i jak zmienić?
Ryszard Siejakowski 23.7.04 14:40
            
Znów przekłamanie. Sprawozdawcze a nie wyborcze, Jurku. To zupełnie co innego.
Pisząc o uśmiechach politowania ze strony młodszej generacji, traktuje to jako pozytyw a nie negatyw. To właśnie młodsza generacja uznała, że łowienie na żywca, jest dwuznacznie etyczne. I stąd taka reakcja. Chciałem tylko zaakcentować fakt, że na zebraniach dominują tematy trywialne a nie merytoryczne. To jest ta szara rzeczywistość stowarzyszenia.
Ryszard
                 Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 23.7.04 14:55
                
Uznała ale się nie wypowiadała. Czy dobrze rozumiem? To w jaki sposób chce cokolwiek zmienić? Ty traktujesz to jako pozytyw?

Szara rzeczywistośc stowarzyszenia - tematy trywialne a nie merytoryczne - następna rzecz do poprawienia. Przez NAS. Bo jak nie przez nas to przez kogo?

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
         Odp: Co i jak zmienić?
Andrzej Trembaczowski 23.7.04 13:55
        
Są różne koła i różne okręgi. Też uważam, że koła giganty nie spełniają swojej roli i w większości skupiają "martwe dusze". Najłatwiej chyba ludziom integrować się wokół wody i niektóre koła w terenie mają taką możliwość, mają swoją wodę o którą dbają. Ale najważniejsze są okręgi i one mogą prowadzić na swoim terenie dobrą gospodarkę.
I wiem, że to robią, przynajmniej niektóre. A że nie ma dobrej komunikacji, to inna sprawa. Dobra łączność każdego wędkarza ze swoim ZO jest dziś możliwa. Dzięki temu i wszelkie problemy byłyby natychmiast zgłaszane i byłaby widoczna więź wędkarzy ze swoją organizacją. Obecnie większość ogranicza swój kontakt tylko do uiszczenia opłat (czasem też przez kolegę). Nieliczni przyjdą raz w roku na zebranie, by trochę ponarzekać, a bardzo nieliczni angażują się w jakieś konkretne działania...
Andrzej
     Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 23.7.04 12:24
    
No cóż. Wypada tylko powiedzieć, parafrazując tytuł starego westernu - POPIERAJCIE WASZEGO PREZESA!!!!!!

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
         Odp: Co i jak zmienić?
Andrzej Trembaczowski 23.7.04 14:02
        
Jeżeli już, to raczej wszyscy popierajmy rozsądne pomysły, starajmy się je upowszechniać i gdzie można wcielać w życie.
:)))))))))
Andrzej
             Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 23.7.04 14:13
            
Andrzeju,

Pomysły prezentują ludzie i oni je upowszechniają i wcielają w życie. Pomysły pozostawione same sobie pozostają na papierze.

Wiedza, którą prezentujesz jest jeszcze mało rozpowszechniona i warto, żeby wielu ludzi ją prezentoweało, wzorując się na Tobie. Niestety, te oczywistości nie zawsze są wyrażane nawet przez "Twoich" ludzi. Dlatego apeluję do nich aby Cię popierali :-))), rozpowszechniając to co Ty napisałeś i, co najważniejsze, robisz.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                 Odp: Co i jak zmienić?
Andrzej Trembaczowski 23.7.04 15:20
                
O to upowszechnianie wiedzy nam chodzi. Myślę, że jest coraz więcej wędkarzy, podzielających prezentowane w naszej dyskusji poglądy, niestety, trudno zrobić ten krok dalej, by coś z tego wynikło. Za bardzo liczymy się z populistami. Brakuje odwagi, by coś zmienić? Przecież można choćby na wybranych odcinkach rzek. Choćby na próbę. Dla populistów zostałaby cała ogromna reszta wód na dotychczasowych zasadach.
Andrzej
                     Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 23.7.04 15:35
                    
Andrzeju,

Napisałem powyższe bo niestety zbyt duża rozmaitość poglądów panuje po "normalnej" stronie. Tak jak w zwalczającej sie wzajemnie opozycji posolidarnościowej. Tak się nie da. Nie chodzi o "jedność ideowo programową" ale o zgodę co do pewnych podstawowych zasad. Dość oczywistych z resztą. Wtedy jasny przekaz będzie miał szansę dotrzeć szerzej. Inaczej zginiemy w gąszczu argumentów i dyskusji.

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
                         Odp: Co i jak zmienić?
Andrzej Trembaczowski 23.7.04 16:46
                        
Tak, ale oprócz różnych, są i poglądy zbieżne :)))))
Ta dyskusja toczy się w naszym środowisku wędkarskim już od dawna, przynajmniej od kilkunastu lat, odkąd wraz z upadkiem PRL spodziewano się zmiana także i w naszej miłej sercu dziedzinie. Pamiętam nawet, że temat łowisk licencyjnych i zróżnicowania opłat podjęły Wiadomości Wędkarskie, chyba już w 89 r. Ta dyskusja toczy się nie tylko w Internecie czy na łamach pism, ale przede wszystkim na żywo. Ludzie spotykają się, podczas wędkowania czy też podczas organizowanych zawodów, i dzielą swoimi refleksjami i swoim bólem. Do pewnych prawd już żeśmy doszli i do pewnych rozwiązań dojrzeliśmy. Mimo tych różnic i mimo naszych
skłonności do akcentowania różnic :)))))
Myślę, że oprócz wędkarzy przypadkowych i oprócz ludzi przekornych z natury oraz tych, których nazwiemy „mięsiarzami”, „gumofilcami” czy jakkolwiek jeszcze inaczej, reszta jest zgodna co do tego że należy:

1. wprowadzić dostosowane do dzisiejszej sytuacji ograniczenia (wielu z nas stosuje przecież swoje prywatne, bardziej surowe limity, wymiary lub ryb wcale nie zabiera).
2. zróżnicować opłaty i dostosować je do łowiska (dawno przywykliśmy do opłat okręgowych).
3. zmienić system ochrony wód, a najlepiej zatrudnić do ich pilnowania pracowników (przynajmniej na niektórych wodach).

Wielu zgodziłoby się także z podwyższenie składki w rozsądnych granicach, gdyby mieli przekonanie, że te środki zostaną wykorzystane właściwie. Była zresztą na RO na ten temat ankieta.

Coraz więcej ludzi jest rozgoryczonych, coraz częściej słychać, że lepiej raz w roku pojechać na obce zagraniczne łowiska do Szwecji lub na Słowację.
I na tych ludziach można by się oprzeć, oni poprą takie zmiany. Natomiast decyzje powinny zapaść w okręgach, Tam są możliwości. Na dobry początek na wybranych wodach. Nie musi być wszędzie tak samo. Życie potem zweryfikuje, i to, co lepsze przyjmie się. I tu może być ta konkurencja, bo nie wyobrażam sobie innej konkurencyjnej dla PZW organizacji. Konkurencja między lepszymi i gorszymi łowiskami. Dobre wody jeszcze na razie mamy, ryby rosną szybko i na dobre łowisko nie trzeba tak bardzo długo czekać. I zamiast jechać za granicę, na pewno wielu z nas wybierze możliwość wędkowania w takim miejscu. Opłacenie kilkudniowej, rozsądnie skalkulowanej licencji też nie powinno być dotkliwe. W okręgach przybędzie pracy z tak prowadzoną organizacją, będzie więc trzeba zatrudnić kogoś, kto by się tym zajmował – to są już dalsze sprawy i do rozwiązania. Ale wyjść trzeba od oczekiwań wędkarza i od możliwości, jakie daje woda. I ludzi, którzy to wiedzą jest całkiem sporo.
Pozdrawiam!
Andrzej
                             Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 23.7.04 17:07
                            
Andrzeju,

Nie traktuj proszę tego jako "czepianie się", ale chciałem zapytać czy poza tym, że wielu ludzi wie co "należy" są też skłonni cokolwiek w tym kierunku zrobić. 15 lat wyczekiwania to już dużo. Są miejsca, jak przywołane przeze mnie Krosno, które znam, gdzie w kolejnych wyborach coraz więcej rozsądku wchodziło do ZO przy katorżniczej pracy Piotra i jego zespołu. Podobnie jest w niektórych innych Okręgach albo w klubach wędkarzy mających naturalnych liderów (np. Trzy Rzeki w Słupsku - warto zajrzeć na NaMuche i poczytac artykuły Artura Wysockiego czy informacje o Lęborku i trociach), chociaż jak napisałeś wcześniej, wysiłki Wasze na rzecz Bystrzycy są niewczone przez niepohamowaną eksploatację. Trochę niespójne to przekonanie o rozposzechnieniu wiedzy i pozytywnych postaw jest z powszechnością "klientyzmu".
Dzisiaj ktos napisał o Sanie na FF, że "...wyniki zawodów wyraźnie wskazywaly na to że w czerwcu wymiarowa ryba (31 i więcej) zostala prawie calkowicie zjedzona." A nad Sanem o tej porze roku nie ma kormoranów :-). I gdzież ta świadomość? A raczej gdzie jej efekty? Nadal wiele pracy pozostaje do wykonania.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                 Odp: Co i jak zmienić?
Andrzej Trembaczowski 24.7.04 15:29
                                
Nie traktuję jak czepianie, skądże?
:))))))))))))))

Tych, którzy zechcą zaangażować się wcale nie musi być wielu i tacy są. Konkretne pomysły i rozwiązania dla przynajmniej niektórych wód też są. Potrzeba tylko jednego - odwagi, by to wdrażać.
My też mamy pomysły jak można poprawić sytuację na naszych wodach. Zarybianie wychodzi, podchów wylęgu też - to się pięknie u nas sprawdza. Współpraca ludzi zainteresowanych rybami łososiowatymi z lubelskim ZO też jest bardzo dobra. Problemy są tylko dwa: kłusownictwo i nadmierna presja. Te same, co i na innych naszych wodach. Rozwiązanie nasuwa się samo - zatrudnienie kogoś do pilnowania oraz opłaty jednodniowe przynajmniej na niektóre bardziej obciążone odcinki. A także zmniejszenie limitu do np. jednej szt. dziennie. To na pewno by wyszło, ale na pewno też będzie spory opór właśnie tych mięsiarzy, o których już żeśmy dyskutowali. Wykańczają kolejna każdą zarybioną rzekę. Krężniczankę, Bystrzycę, teraz przenieśli się na... (nie napiszę :)))))))
Opłaty na wody krainy pstrąga i lipienia co roku wnosi u nas w okręgu około 2 tys sób. Tylko z częścią tych wędklarzy mamy kontakt. Z tymi, którzy naprawdę lubią łowić pstrągi, którzy bywają nad wodami często, kontakt jest. Wielu jest jednak takich, dla których pstrąg nie jest rybą nr 1 o lipieniu już nie wspomnę. Opłacają opłatę na wody pstrąga i lipienia, bo różnica w opłatach nie jest wielka, więc chcą sobie zostawić także i taką możliwość. I nic w tym złego - więcej środków w kasie. Ale może być tak, że właśnie ci ludzie mogą zaprotestować przeciwko wprowadzeniu zmian, np. licencjom jednodniowym lub podwyższeniu składki na wody górskie. Protestowali przeciwko podwyższeniu wymiaru na Krężniczance, protestują przeciwko rozszerzeniu krainy ryb łososiowatych na inne rzeki i nie dla tego bynajmniej, że nie lubią pstrągów - bardzo lubią, ale na patelni.
Takich ludzi nie powinno się słuchać! Cóż z tego, że jest ich sporo? Nie mają racji i nie powinni mieć prawa głosu. O pstrągach powinni decydować pstrągarze, o karpiach, karpiarze itp. a ktoś powinien mądrze czuwać nad tym, by nie zamieniać w łowisko pstrągowe kanału lub nie wpuszczać karpi tam, gdzie ich być nie powinno. To zresztą u nas akurat się robi.
Za bardzo zająłem się naszym podwórkiem (bo je znam) gdzie indziej powinne być inne rozwiązania i też są wprowadzane - choćby wspomniane Krosno. To też przykład do dalszych przemyśleń. np. czy cena została dobrze skalkulowana? Ale z tym już na pewno sobie w Krośnie poradzą. Przykład Sanu, ogołacanego z lipieni też jest znamienny. To jest to samo, co z naszą Bystrzycą, co jest z wieloma innymi wodami. Taki jest skutek nadmiernej presji, chciejstwa wędkujących, oraz braku stosownych do sytuacji regulacji. Tu znów odwołam się do tej dyskusji o mięsiarzach. I czas z tym skońcyć. Tacy, którzy bez żenady zabierają komplety ledwo wymiarowych trzydziestaków, będą to robić nadal. Będą tak dlugo, jak długu im się będzie pozwalać. Jak zabraknie ryb na Sanie, przeniosą się na inne aktualnie lepsze łowisko. Są jak szarańcza. I na nich nie ma innej metody, jak jednodniowe licecncje i codzienna obecność strażnika (którego utrzymanie te licencje powinny pokryć). I surowe kary za wykroczenia (odebranie licencji, konfiskata sprzętu, kary pieniężne itp).
Na wychowanie chciwców nie liczę, to praca syzyfowa. Szkoda czasu. Szkoda też wysiłku ludzi, którzy próbują coś zmienić i marnowanych co roku pieniędzy, na zakup ryb, które w większości idą na karmienie kłusowników i legalnych mięsiarzy.
I to trzeba zmienić, choćby zacząć zmieniać.
Pozdrawiam
Andrzej
                                     Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 26.7.04 12:40
                                    
„Tych, którzy zechcą zaangażować się wcale nie musi być wielu i tacy są. Konkretne pomysły i rozwiązania dla przynajmniej niektórych wód też są. Potrzeba tylko jednego - odwagi, by to wdrażać.”

Andrzeju,

Tych nie musi być wielu ale wielu musi ich popierać. Inaczej niebezpiecznie zbliżamy się do proponowania rozwiązań dyktatorskich i rewolucji, która „pożera własne dzieci”, o „ojcach” nie wspominając.

Racjonalna gospodarka ma prowadzić nie do zmniejszania a do podwyższania limitów (to pozornie zgodne z tym, co pisał Ryszard, ale wynika z innych przesłanek – dotyczy kierunku rozwoju, a nie wyciągania wniosków na podstawie zaszłości), a w szczególności podwyższania średniego dziennego połowu wędkarskiego. Ten ostatni parametr, powszechny w zarządzaniu łowiskami, jest mierzony chyba tylko przez JJ na Rabie. Do tego EFEKTU zarządzania muszą być dostosowane opłaty – mogą być dzienne lub abonamentowe, ale powiązane ekonomicznie z tym, co się uzyskuje i ile kosztuje zapewnienie tegoż. Do zaakceptowania tego sposobu rozumowania trzeba przekonać zarówno perswazją jak i mierzalnymi efektami. Inaczej poparcia nie będzie i walka z wiatrakami będzie trwać.
Dlatego zachęcam do zmiany gospodarki na mierzoną efektami. To element tego „wychowania”, o którym piszę. Wiesz doskonale, jako człowiek zaangażowany w gospodarowanie na wodach pstrągowych lubelszczyzny, ile pieniędzy trzeba na zorganizowanie tych łowisk na przyzwoitym poziomie. Tego nie zapewni zwiększenie składki, chyba że wielokrotne. Do tego trzeba by zmienić sposób organizacji korzystania z łowisk, którego elementy wspominałeś. A do tego niezbędne jest dysponowanie mozliwościa podejmowania decyzji. I to skutecznych, a nie zapisanych na papierze.

Ilu takich ludzi, o których piszesz, jest w Polsce. Bodaj tych świadomych, gotowych zaakceptować nowe rozwiązania? Bądźmy optymistami – 10, 20, 30 tysięcy, może 50 000??? Zbyt optymistycznie? A to dopiero 6% wędkarzy zorganizowanych w PZW. A może to jest tylko 5000 naszych znajomych i znajomych naszych znajomych, skupionych wokół nielicznych środowisk w Polsce, a w większości rozproszonych? Dobrze byłoby znać stopień poparcia dla takich działań. Tylko jak to zrobić – rozpisać ankietę, która nie da żadnych efektów bo nie da się rezultatów ekstrapolować na cała grupę wędkarzy. Czy zrobić badanie socjologiczne – kto i za co? A może wykorzystać internet do zebrania tych informacji – są wśród nas zapewne ludzie, którzy są specjalistami w tej dziedzinie i pomogliby.

Trochę niebezpiecznie też brzmią Twoje słowa (aczkolwiek emocjonalnie ciągnie do dyktatury) odmawiające prawa głosu dużej grupie ludzi, takiej, która jak sam piszesz, może jest w większości. I stwierdzenie o zarządzaniu karpiami przez karpiarzy , a pstrągami przez pstrągarzy. To tylko pogłębia podziały i utrudnia porozumienie. Przecież każda woda w operacie rybackim ma opisany charakter gospodarki. Można go zmieniać „w górę”, bo chyba nikt nie zaprzeczy, że wprowadzenie gospodarki pstrągowej na wodę gdzie takiej wcześniej nie było jest postępem i dokonaniem gospodarczym. Jeżeli rozumie sie zasady gospodarowania wędkarskiego to nie ma znaczenia jaki charakter ma woda. Ważne aby gospodarować stosownie do jej możliwości lub te możliwości powiększać (to też da się przecież zrobić), a nie do „widzimisię” miłośników rybiego mięsa. Gdyby taki sposób myślenia był obecny wśród nas i wśród współpracujących z wędkarzami naukowców i administratorów to np. zbiornik czorsztyński nie byłby wodą leszczowo-okoniowo-szczupakowo-sandaczową ale zbiornikiem pstrągowym stanowiącym wspaniałe zaplecze dla doskonałych łowisk górnego Dunajca. A tak mamy grajdoł, który dramatycznie niszczy ekosystem rzeki. Takich przykładów jest wiele.

Dopiero na sensowną gospodarkę można nakładać sensowne regulacje eksploatacji, wspierające gospodarowanie.

Serdecznie pozdrawiam

Jerzy Kowalski
                                         Odp: Co i jak zmienić?
Andrzej Trembaczowski 26.7.04 19:14
                                        
Daleki jestem od rozwiązań dyktatorskich - nie leży to w moim charkaterze :))))) - ale trudno wypracować i skonsultować cokolwiek, przy takiej fatalnej komunikacji. Wędkarzom nie che się pójść raz w roku na zebranie do macierzystego koła, być może jest to wygodnictwo, być może brak wiary w sens? Nie wiem. W naszym postpeerelowskim społeczeństwie i tzw. odwaga cywilna, i prospołeczna postawa zanikły. Trudno je odbudować. Listy do redakcji także pisze niewielu. Nieliczni mimo wszystko korzystają z Internetu. Ale przecież wiemy, co ludzie mówią. Spotykamy się nad wodą, rozmawiamy.

Racjonalna gospodarka powinna być dostosowana do łowiska. Do możliwości wody i do oczekiwań wędkarzy. I oczywiście do możliwości finansowych. Co i do jakiej wody pasuje, a także jakie może być jej obciążenie, to się da określić. Są ludzie, którzy się na tym znają i mogą to zrobić. Robią to zresztą, pisząc operaty lub oceniając je. Pozostaje oszacowanie finansowe, ale to też da się określić. Pozostaje jeszcze jedno - chyba najtrudniejsze - odwaga, by wprowadzić te nowe zasady. I to muszą być niestety działania odgórne, może nawet czasem dyktatorskie. Ale jeżeli dotyczą małego wycinka, jeżeli zostaną potraktowane jako eksperyment? Inaczej się nie da, zostaną tylko rozważania. Przykładem jest choćby ZO Krosno i ten mały kawałek Sanu, i to wielkie oburzenie. Ale reszta Sanu pozostała na dotychczasowych zasadach i już widać różnicę.
Myśmy mieli przykład Krężniczanki, gdzie okresowo podwyższono wymiar i ograniczono limit. Rzeka była pełna pstągów "pod czterdziestkę", ale napór złaknionych pstrągowego mięska okazał się silniejszy. Dziś trudno o trzydziestaka. To też eksperyment i też można wyciągać wnioski.
Raba jest innym przykładem, ale nie każdą wodę można tak poprowadzić. Są i takie, na których ilość wędkujących musi być mocno ograniczona. Nie chodzi tylko o same ryby, ale o rzekę, jej charkter, jej dzikość i dzikość jej otoczenia.
Pozostaje jeszcze jeden trudny problem do rozwiązania - powszechna dostępność. Znakomitą większość polskich wędkarzy nie stać na wysokie opłaty licencyjne. My to wiemy. Ale czy można odebrać ludziom możliwość wędkowania? I tu jedynym sprawiedliwym rozwiązaneim wydają się właśnie te opłaty jednodniowe czy abonamentowe. Pewnie, że jednego może być stać na sto takich opłat, a drugiego ledwo na dziesięć - mimo wszystko jest to system sprawiedliwy i lepszego się nie wymyśli. Kto więcej korzysta, niech więcej zapłaci. Zresztą, ten pierwszy nie znajdzie czasu, aby poświęcić sto dni na beztroskie wędkowanie, to bardzo często się wzajmenie wyklucza.
Pewnie, że opłaty muszą być dostosowane do potrzeb i dobrze skalkulowane. Zresztą, zakładając model związkowy - a nie komercyjny - powinne być skalkulowane na minimalnie niezbędnym poziomie, takim, by pokryć koszt utrzymania tego łowiska. To się da zresztą także wyliczyć; koszt zarybień (nie muszą być wielkie, jeżeli będzie tarło naturalne tam, gdzie się ono udaje), koszt skutecznej ochrony, w naszych realiach chyba najważniejszej, oraz koszt administrowania.

Do zaakceptowania takiego rozumowania trzeba przekonywać wszelkimi środkami, pisząc, rozmawiając - to akurat nasza rola :))))) oraz dobrymi przykładami. A te można wprowadzać tylko odgórnie, choć także za poparciem.

Nasze lubelskie pstrągowe rzeczki potrzebują nie tyle znacznie większych nakładów, ile właśnie zmiany sposobu organizacji korzystania z łowisk. To trudno będzie zrobić, bo ludzie nie lubią zmian. Ale nie wyobrażam sobie, aby inaczej można było zapewnić powszechne korzystanie z tych wód 2 (lub więcej) tysiącom pstrągarzy i aby każdy z nich miał taką satysfakcję z wędkowania, jaką mieli ci nieliczni kilkanaście lat temu. Co roku wraz z rozpoczęciem sezonu nad tymi rzeczkami robi się tłok, a nie da się pstrągów łowić w ścisku. Jeżeli zapewnić ludziom, zagwarantować im, że mogą mieć w danym dniu ten 2 - 3 km kawałek rzeki dla siebie i tylko dla siebie, że nie będą się z nikim ścigać, a całą swoją inteligencję poświęcą nie na przechytrzenie drugiego pstrągarza, lecz ryby, to z pewnością taki model by zaakceptowali. To wszystko można wyliczyć - oszacować i można zorganizować, tak, by wszyscy byli zadowoleni. By była możliwośc spotkania z ładnym pstrągiem, by był komfort spokojnego łowienia, by były pieniądze na ochronę i zarybienie.
Pozostaje jeszcze problem jak rozwiązać taki system sprzedaży licencji i ich kontroli - ale to też nie jest nie do przeskoczenia.

Tak. Masz rację. Do tego niezbędne są mozliwości podejmowania decyzji. I to skutecznych, a nie zapisanych na papierze. I tu konieczne jest poparcie innych. Tu konieczne jest umiejętne przekonanie grona osób podejmujących decyzje, bo zgodnie ze statutem są to decyzje podejmowane kolegialnie. Ale ludzi można przekonać, jeżeli przedstawi im się rozsądne argumenty. W to wierzę.

Ilu takich ludzi jest w Polsce? Nie wiem. Nikt z nas tego nie wie. Ale wiem, że są. Chciałbym aby się ujawnili. Niekoniecznie może tu, jeżeli nie mają takiej możliwości lub nie chcą z nami dyskutować. To nie jest akurat najważniejsze. Będę zadowolony, jeżeli ktoś z nich coś zmieni, tam, gdzie może. A ci, którzy nie mają ochoty się wypowiadać, nie powinni mieć głosu. I nie jest to podejście dyktatorskie, tylko praktyczne. Jak powiedziano: "nieobecni nie mają racji".

Bardzo się cieszę z tej naszej dyskusji - może choć trochę przyczyni się do tego innego spojrzenia na nasze wędkarskie problemy?
I bardzo gorąco pozdrawiam!
Andrzej
                                             Odp: Co i jak zmienić?
Jerzy Kowalski 27.7.04 09:43
                                            
Ja również jestem zadowolony z tej dyskusji i dziękuję za nią wszystkim, którzy w niej uczestniczyli oraz wszystkim, którzy cierpliwie śledzili jej rozwój.
Pozwoliła ona na podsumowanie podstawowych przesłanek do zaproponowania programu poprawy warunków gospodarowania na łowiskach. Pokazała też pewne postawy, ujawniła kilku ludzi (początek wiedzy o tym ilu nas jest :-)) o zbieżnych poglądach i chęci działania oraz takich, którzy oczekują, że poprawią coś "działacze" albo raczej nie oczekują ale czekają, że robotę wykonają jacyś "oni", a "arbitrzy" będą rozdawać albo wyrazy uznania i raczą skorzystać albo uśmieszki politowania.

Czas chyba na wzięcie sie do roboty, nie uważasz?

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
         Co zmienić? Waszego na Naszego :-)))))
Marek Kaczmarczyk 23.7.04 12:49
        
a jak Jurku myślisz? Że niby co w KWI robimy?


Sparafrazuję więc:


POPIERAJCIE NASZEGO PREZESA!!!!


Marek
             Odp: Co zmienić? Waszego na Naszego :-)))))
Jerzy Kowalski 23.7.04 13:22
            
O tym właśnie myślałem :-).

Tylko, za przeproszeniem, jak dotychczas nie było widać prezentowania takich poglądów przez popierających ..... A czasami wręcz przeciwnie.

Jeszcze pozostaje przyjąć jednoznaczną interpretację słowa "popierajcie", żeby każdy rozumiał to samo.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 22.7.04 12:27
Witaj Andrzeju.
Jak zapewne potwierdzisz, mamy bardzo zbliżone poglady na poruszane tematy. Co najwyżej różnia nas szczególy ale to tylko ubarwia a nie przeszkadza. Poruszyłeś główne aspekty problemów związanych z nowoczesnym rozumowaniem wędkarstwa. Jest jednak jeden element, który zastanawia i budzi zdziwienie. To MY dyskutujemy, MY zgadzamy sie na dodatkowe ograniczenia, MY bijemy na alarm. Gdzie jest ZG i gdzie są ZO. Ta dyskusja powinna odbywać się na portalu PZW z udziałem osób odpowiedzialnych za kształt i działanie Związku, z tytułu pełnienia takich czy innych funkcji. Dyskusja i polemika, z której powinny wypływać konkretne wnioski i konkretne działania, jakie muszą byc podjęte. Napisałeś praktycznie wszystko co musi być i jak musi być zrobione. Masz rację, że woda wodzie nie równa. Inne działania na tych czy innych jeziorach. Zupełnie inne na rzekach w zależności od ich wielkości czy występujacego rybostanu. Od kilku lat z uporem maniaka twierdzę, że największym nieszczęściem zmian organizacyjno-prawnych w Związku było oddanie dużych rzek pod opiekę Okręgów. Nawet laikowi trudno sobie wyobrazić prawidłową działalność ochronno-zarybieniową w takiej sytuacji. Nieskoordynowane działania poszczególnych Okręgów na tych rzekach, przynosza więcej szkody niż pożytku. Powątpiewam nawet czy sa podejmowane jakieś praktyczne działania poza odłowami mającymi na celu tzw. "planowane przerzuty". Odławia się z jednej wody i przemieszcza do drugiej. To tak jak przekładanie pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej. Pieniędzy od tego nie przybywa jak nie przybywa ryb. Jest tylko jakaś paranoiczna statystyka, nie wiadomo dla kogo? Również istnienie sztucznego tworu jakim jest ZG PZW, w takim kształcie jak obecnie, nie znajduje swego uzasadnienia. To tylko zbędna nadbudowa zżerająca środki finansowe i to wcale nie takie małe, bo 10% wpływów finansowych z opłat członkowskich. Nie zmieniając tej czapy, trudno sobie wyobrazić przeprowadzenie jakichkolwiek pozytywnych zmian w Związku. Nie jestem za likwidacją tego organu, natomiast jestem za gruntowną zmianą zakresu jego działania. Dla oszczędności kosztów, można tam zlokalizować biuro finansowe obsługujace wszystkie Okręgi, co pozwoli wyeliminować paniusie popijajace kawki w Okręgach. Zamiast czterdziestu kilku panienek, przykładowo dwie plus trochę sprzetu komputerowego. Jednocześnie organ ten byłby doskonałym kontrolerem przepływu środków finansowych w skali całego Związku. Zamiast Prezesa, kilku wice Przezesów i czort jeden wie kto tam jeszcze siedzi, kilku dobrych ichtiologów mających rozeznanie w skali kraju. I tak dalej i tak dalej. Jestem za ewidencjonowanym przepływem wpływów do Związku. Zadnych wpłat gotówkowych z reki do ręki. Wpłaty na konta i koniec. Podobnie z wypływem środków finansowych.
I juz na zakończenie tego trochę przydługiego komentarza. Nie dalej jak wczoraj oglądałem telereportaż ze Słupska. Występował w nim między innymi kolega Teodor Rudnik, postać trochę znana z tego forum. Można o nim powiedzieć, że wejście na FORUM miał nawet niezłe tylko potem jakoś tajemniczo zniknął, nie udzielając odpowiedzi na zadane pytania. Zaskoczyła mnie wypowiedź odnośnie przyspieszonego ciągu tarłowego troci do Słupii a w szczególności fragment dotyczący miejsca największego kłusownictwa. Otóż, tym miejscem jest przepławka podlegająca nie komu innemu jak właśnie ZO PZW. Ręce opadają. Jeśli tego krótkiego fragmentu rzeki nie da się upilnować, to co z resztą? Brak słów.
Pozdrowienia, Ryszard.
     Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Artur Wysocki 24.7.04 13:14
    
Witam
Trochę przez przypadek trafiłem na wątek dotyczący słupskiego prezesa Teodora Rudnika. Ręce opadają ,że ktoś podaje go publicznej krytyce za to ,że propaguje problemy wędkarzy na łamach telewizji, widać lepiej postępować jak prezes ZG którego nigdzie nie widać, ani nie słychać no może poza drętwymi artykulikami w WW. Tak się składa,że mieszkam w Słupsku i zapraszam wszystkich do obejrzenia jak wygląda słupska przepławka, ogrodzona, przystrzyżona trawa no i ta szumiąca woda po kamieniach paranaturalnego bystrotoku. Widać ,że obiekt ma gospodarza, a że funkcjonuje świadczą piękne srebrniaki poławiane w okolicach Łosina, Kwakowa czy Dębnicy Kaszubskiej. Dla przypomnienia powiem, że za poprzedniego prezesa w miejscu przepławki funkcjonował punkt odłowu troci od 1 lipca, troć odławianą od lipca do października mordowano i sprzedawano.
Nie jest moim celem tworzenie klaki dla jakiegokolwiek działacza PZW jednak cholernie mnie denerwuje jeśli znajduje się człowiek który próbuje coś zdziałać i w dodatku pewne rzeczy mu się udają i od razu odzywa sie chór malkontentów którym będzie wiecznie źle.
Wielokrotnie rozmawiałem z wędkarzami z Białogardu lub Lęborka o walce z kłusownikami i nie słyszałem narzekań na kłusownictwo, tylko padały przyklady jak skutecznie można z tym procederem walczyć. W związku z tym na koniec mam nieśmiałą radę dla wiecznie sfrustrowanych, zróbcie jedną nawet najmniejszą rzecz dla ryb, naturalnego środowiska, lub kolegów wedkarzy, a ochota na marudzenie powinna przejść.
Pozdrowienia ze Słupska, Artur Wysocki
         Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 26.7.04 10:52
        
Arturze. Ja wyraziłem żal, że kolega Rudnik, który miał odwagę w odróżnieniu od innych prominentnych działaczy PZW, zacząć polemikę, nagle zniknął bez słowa wyjaśnienia. Nigdzie nie napisałem, że poprzedni Prezes był lepszy, jakby można wywnioskować z Twego posta. O obecnym v-ce Prezesie ZG PZW można napisać właściwie tylko jedno, że jest, a sprawa słynnych odłowów na przepławce, w latach minionych nie znalazła swego zakończenia. Pisząc o jego wystąpieniu w TV /kolegi Rudnika/, zbulwersowany zostałem bezradnością w kwestii kłusownictwa właśnie w tym miejscu. Być może odbiór tej informacji, w takim kształcie, przez moja osobę spowodowany został skrótem redakcyjnym robiącego ten telereportaż, co niestety często się zdarza i wypacza całkowicie sens przekazu. Mogę tylko życzyć Prezesowi ZO dużo zdrowia i siły, w naprawianiu tego, czego nie potrafi ZG. Może już czas aby Związek postrzegać przez działalność takich osób, a nie zdziadziałej czapy. Warto też, czasami wejść na strony archiwalne FORUM i przeczytać to, co dotyczyło przywołanego. Uznano wtedy, mówiąc kolokwialnie, facet ma naprawdę j.ja. To tyle gwoli wyjaśnienia.
Pozdr, Ryszard
         Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Marek Kaczmarczyk 26.7.04 08:29
        
Arturze,
Jakis czas temu Pan Teodor pojawił się na RO. Wydawało się, że jest to jaskółka, która zapowiada aktywniejszą obezność przedstawicieli "świecznika" PZW na tych stronach. NIestety, jeślibys prześledził historię Jego obecności zauważyłbyś, że po pytaniach dotyczacych pieniędzy Pan Teodor wycował sie na "zarządowe" pozycje, czyli... zamilkł. O dziwo, Pan TEodor nie był obiektem jakichś spcjalnie nieeleganckich wycieczek (czego często Władza się obawia). Pojawiły sie po prostu pytania trudne...
Nikt Arturze nie umniejsza zasług Pana Teodora, o których często mamy okazję czytać w prasie nie tylko wędkarskiej, jak również oglądać Jego działania w TV. Tak jak nikt nie neguje ważkości działań Piotra Koniecznego.
NIestety wszystko to odbywa się jak gdyby obok podstawowych problemów wędkarstwa zorganizowanego. PZW toczy rak. Ten sam, ktory toczy wiele sierot po komunie. Takich jak np. Polski Związek Działkowcó, czy wiele ze związków spportowych. Osiedli tam na ciepłych stołeczkach luminarze czasów minionych i klutywują tradycje tamtej epoki. Efemerydy takie jak Pan Teodor, czy Piotr pzwalają się jedyniew czasem łudzić, że "tam na górze" coś się zaczyna dziać. Łudzić się by za chwlię dostac obuchem w łeb czytając informację o Lancii z nr W0 PZW...
Wracając do Pana Teodora... nikt tu publicznie krytyce Go nie poddawał. Jedynie Ryszard wyraził żal, że tak nagle jak się pojawił, tak nagle się wycofał.
A dyskusji, w której do rozważań maluczkich przyłączyliby się Wielcy, jak nie było tak nie ma. Prezes razem z Delfinem objeżdżaja kraj by namaścić powagą swych tyłków coraz to inne Koło...
A sytuacja staje się coraz gorsza...
Narząd Główny pisze różne, może nawet i mądre i ważne rzeczy w swym Organie i... nic. WW jest czytane przez wedkarzy, a problemy poza wędkarstwo znacznie wykraczają. Dlaczego nie widać działań Narządu w prasie ogólnopolskiej? Dlaczego to ekolodzy potrafili ropętać w Gazecie Wyborczej zamieszanie wokół betonowania rzek? Na Lancię o płatnych numerach to ZG ma, na list otwarty lub choćby artykuł sponsorowany w medium, ktore swoim zasięgiem znacznie przekracza Narodek wedkarski juz zabrakło.
Na Tour de Pologne Wodza z Delfinem jest kasa na ożywienie stron www PZW już nie...
Narząd zamknął się w swoim Wysokim Zamku i w głębokim poważaniu ma to co się na dole dzieje. Byle składki wpływały...
Pozdrawiam MArek
             Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 26.7.04 11:02
            
Dobre. A DELFIN to przepraszam z jakiego gatunku? Butlonosy czy morświn?
Pozdr, Ryszard
                 Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Marek Kaczmarczyk 26.7.04 11:22
                
hybryda... miejmy nadzieję, że jak większość z nich jest to ślepa odnoga...
             Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Artur Wysocki 26.7.04 09:59
            
Co do braku odpowiedzi na trudne pytania ze strony Teodora Rudnika to nie byłem świadkiem tych dyskusji więc się nie wypowiem, z pozostałymi kwestiami które Marku poruszyłeś zgadzam się w 100%. Osobiście uważam tylko, że lepiej jest wspierać osoby których działalność jest dla wędkarzy i środowiska naturalnego pozytywna, niż korzystając z tego, że te osoby są bardziej "widoczne" medialnie poddawać je krytyce za wady systemu przejęte z inwentarzem popeerelowskim. Efekt takich działań może być taki, że dzięki krytykowaniu reformatorów zostaną wzmocnione siły betonu i obecny stan rzeczy zostanie zakonserwowany na następne 15 lat.
W Słupsku to wędkarze wraz prasą lokalną zorganizowali akcje przeciw wycince drzew nad Słupią która to akcja zakończyła się zorganizowanien przez prezydenta miasta konferencji prasowej na ten temat, a naczelnik wydziału ochrony środowiska powiedział, że zanim wydadzą następną zgode na wycinkę chociaż jednego drzewka to pierw spytają o opinię wędkarzy, bo przez tą aferę włosy mu posiwiały, także wędkarze również potrafią tworzyć nacisk na sprawy ochrony środowiska. A że centrala się do niczego nie nadaje to wiedzą wszyscy i to od dawna.
Przy okazji pozdrowienia dla wszystkich Wędkujących Internautów i podziękowania za poparcie w sprawie walki z planowaną zaporą w Damnicy na Łupawie.
Do zobaczenia na rybach, Artur
         Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Andrzej Trembaczowski 24.7.04 15:44
        
Witaj Arturze!
Cieszę się, że tu zajrzałeś. I dobrze, że wyjaśniłeś jak to jest u Was. Nikt z nas nie chce nikogo obrażać, ani krytykować - ludzie jednak nie wiedzą o wszystkim. Tych informacji w ogólnych mediach jest ciągle niewiele, a i tu, w Internecie na wędkarskich stronach także nie ma o wszystkim. Niestety, jest też tak, że jedni mają więcej czasu na pisanie, inni zajmują się konkretną działalnością. Wspierajmy więc te dobre działania i piszmy o nich. Każdy dobry przykład cieszy.
Pozdrawiam!
Andrzej
     Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 22.7.04 16:47
    
Ryszardzie,

Nikt nie kwapi się do odpowiedzi na Twój komentarz, ja też nie chciałem wyjść na takiego, który wtrąca się do wszystkiego ale sprawa na tyle wiąże się z moimi wcześniejszymi wypowiedziami, że pozwól, że do nich nawiążę.

Wszyscy możemy mieć wielką rację i dysponować wiedzą. Doświadczenie natomiast uczy, że można mieć rację i jeżeli nie ma się siły ani pomysłu na wprowadzenie tych racji w życie to można najwyżej zostac frustratem.

Twoje sugestie co do zmian w ZG PZW są jednymi z możliwych, nie ukrywam, że dość kontrowersyjnymi.

Nie obraź się ale zdziwiłbym się przeogromnie gdyby pod wpływem pokrzykiwań pojedynczych, przekonanych o swoich racjach, osób ZG PZW podjął decyzję o zaproponowaniu takich zmian statutowych i o przedstawieniu ich Zjazdowi do uchwalenia. Jeżeli chce się wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu takiej wielkiej organizacji to trzeba uzyskać wpływ na podejmowanie decyzji w tejże organizacji drogą statutową. Innego wyjścia nie ma.

O wiele łatwiejszą sprawą jest wprowadzanie zmian w gospodarce wędkarskiej. Tą gospodarką kierują Zarządy Okręgów jako posiadające osobowość prawną podmioty, będące użytkownikami wód. Droga do uzyskiwania wpływu na tym szczeblu jest o wiele krótsza i łatwiejsza, wymaga natomiast podjęcia działalności, o której wspominałem w innych komentarzach. Trzeba wykazać aktywność i przejąć inicjatywę. A nie wysuwać postulaty, oddawać pole i oczekiwać, że "ktoś" je zrealizuje. To tak jak pytanie "Mamo, czy mogę wyjść na podwórko?"

Albo chcemy być poważnymi partnerami albo jest to dziecinada.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
         Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 23.7.04 10:07
        
W tym co napisałem nie widzę jakiejś rewolucji. To tylko kwestia przystosowania kształtu nadbudowy do konkretnych potrzeb i wyzwań. Czyż nie jest logicznym opracowanie i wdrożenie w trybie pilnym planu restytucji rybostanu w większości dużych rzek w Polsce? Oczywiście, że tak. Tego nie zrobią Okręgi, "gospodarujące" na jakimś tam płachetku rzeki, liczacej sobie łącznie setki czy więcej kilometrów. To musi zrobić organ ponadokręgowy. Zrobić i odpowiadać za to. Nie trzeba być ichtiologiem aby wiedzieć, że rzeka stanowi jeden wspólny organizm hydro-ichtiologiczny.
Czy utworzenie jednego wspólnego biura finansowego do obsługi całego Związku wymaga zmian statutowych? Oczywiście, ze nie! Robią to wielkie koncerny ponadnarodowe celem minimalizacji kosztów, może i powinien to zrobić Związek. Przecież Statut zobowiązuje do należytej dbałości o środki finansowe.
Co do jednego to zgadzam się z Tobą w zupełności. Zapisy Statutu praktycznie gwarantują nienaruszalność struktur a zwłaszcza tych zdeformowanych. Dla tych struktur nieistotne jest to, że Zwiazek w takim kształcie jest genetycznie chory. Istotnym jest partykularyzm, którego gwarancją jest właśnie taki Statut. Stara rzymska maksyma dyvide et impera, jest pieczołowicie pielęgnowana. I tu miejsce do podstawowego pytania. Czy jest możliwym przeprowadzenie gruntownych zmian w Związku nie naruszając obecnych zapisów statutowych. Teoretycznie tak, praktycznie nie. Okazuje się, że prawa stanowione są zerowe w stosunku do układów nieformalnych. To układy nieformalne stanowią podstawę działania Związku a sam Statut jest tylko wymogiem formalnym działania stowarzyszenia. Wystarczy być chociaż raz na zjeździe delegatów Okręgu aby naocznie przekonać się jak układy nieformalne decydują o obsadzie stanowisk w Okręgu. Identycznie jest na zjeździe delagatów w skali krajowej. Andrzej słusznie napisał, że obecne wędkarstwo musi kierować się racjonalizmem działania z elementami komercyjnymi. Musi kierować się zróżnicowaniem opłat w zależności od tego co oferuje w zamian. Obecny układ osobowy tego nie gwarantuje z prostej przyczyny, że nie jest merytorycznie do tego przygotowany i nigdy nie będzie.
Jurku, czy struktura Związku nie przypomina w skali mikro, struktury PRL-u. Ja uważam, że nie tylko przypomina ale jest identyczna. Wniosek jest tylko jeden, nie da się tego zmienić na zasadzie ewolucji. Sam to zresztą przyznajesz, sugerując tworzenie własnych grup celem przejęcia władzy w Związku :o)))
Ryszard
             Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 23.7.04 10:57
            
Ryszardzie,

Jacek Kuroń mawiał - Nie palcie Komitetów - budujcie swoje.

Dla każdego kto cokolwiek wie o funkcjonowaniu struktur w KAŻDYM systemie jest oczywiste, że nieformalne kontakty są nie mniej ważne niz oficjalne zapisy, a często nawet wazniejsze. Nie oszukujmy się - takie same więzi stanowią o sile KWI :-). Dlatego istniejącym więziom nieformalnym trzeba przeciwstawić również nieformalne więzi w celu realizowania swoich słusznych celów w ramach tych samych zapisów formalnych. I do tego namawiam jeżeli nie chcemy następnych dziesięcioleci spędzić na "biciu piany". Obecny "układ" kształtuje swój elektorat i działa w jego imieniu propagując populistycznie nośne zasady tzw. "powszechności wędkaowania" w dawnym rozumieniu.

Można mieć odmienne poglądy, uważam, że trzeba je mieć bo to oczywiste, że stan obecny nie powinien trwać, ale jeszcze trzeba jeszcze mieć siłę do ich wprowadzenia.

Miałem nadzieję, że będzie to łatwiejsze do przekazania.

Co do dużych rzek - zgoda chociaż nie widzę problemu właśnie w koordynowaniu przez ZG działań okręgów na nich.

Napisałem o kontrowersyjności Twoich propozycji bo ja nie zgadzam się z pomysłem na klikwidację ZG - to ciało jest potrzebne. Co do sprawy "centralnej" ksiegowosci - również jest kontrowersyjna. Działalność okręgów wraz z gospodarką i koordynowaniem rachunkowości Kół musi, dla sprawności działania i rozliczania się wobec fiskusa w miejscu rejestracji działalności gospodarczej i rozliczenia z działań Osoby prawnej, być "pod ręką". Nie bardzo wyobrażam sobie zejście z gospodarowaniem "w dół" do poziomu łowisk, a z administracją "w górę" - do centrali. Ale to sprawa na odrębną dyskusję i poza zasięgiem naszym. Szkoda czasu.

Zajmijmy sie lepiej tym jak zmienić wśród wędkarzy rozumienie gospodarki wędkarskiej z nakładowej (rozrzutnej i nieskutecznej jak w socjaliźmie) na mierzoną efektami (jak w normalnej gospodarce). I jak sprawić, żeby w wystarczającej liczbie rozumieli te podstawy, które napisał m in. Andrzej w swoim podsumowaniu.

I nad tym jak stworzyc skuteczne formy nacisku lub wręcz jak wprowadzić rozsądnych ludzi, reprezentujących te zasady, do struktur decydujących o gospodarce wędkarskiej.

Tak to robią dorośli.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                 Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 23.7.04 11:37
                
Dwa sprostowania. Trudno mi zarzucić chęć likwidacji ZG. Ja tylko nie widzę możliwości działania tego organu w takim kształcie jak obecnie. Jest to efemeryda powstała w wyniku nieprzemyslanych zmian statutowych w 2001 bodajże roku. Powstał wtedy swoisty dualizm prawny.Argumentem za tym, że widzę nadal ZG w strukturach Związku jest akcentowana konieczność scentralizowanych działań w obszarze rzek o zasięgu ogólnopolskim. Tego się po prostu nie da dobrze zrobić na szczeblu Okręgu. Drugi nietrafny zarzut to centralna księgowość. Nie napisałem tego tak. Jestem za biurem obrachunkowym, umieszczonym np przy ZG, obsługującym czterdzieści kilka podmiotów prywatno-prawnych jakimi są Okręgi /outsourcing/. W takim układzie na pewno będzie taniej i jednoliciej. Osobą reprezentującą i odpowiedzialną za sprawy finasowe jest zawsze Prezes lub dyr. Biura.
I już ostatnia uwaga. Zmiana rozumienia gospodarki z nakładowej na efektywną, musi sie przede wszystkim dokonać nie wśród wędkarzy, ale wsród działaczy. Bo to oni o tym decydują. Wędkarz w większości wypadków jest tylko płatnikiem.
Ryszard
                     Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 23.7.04 12:04
                    
Dziękuję za sprostowania. Jak wspomniałem, na tym etapie szkoda czasu na takie rozważania bo nie mamy mocy decyzyjnej. Na marginesie tylko chciałbym zauważyć, że wykonywanie zadań w ramach tej samej organizacji to żaden "ousourcing".
Okręgi nie są też podmiotami "prywatno - prawnymi" a posiadaja osobowość prawną czyli są osobami prawnymi. Już teraz chyba biuro ZG wykonuje pracę, o której mówisz bo musi, jako organizacja prowadzić księgowość dla całej organizacji na podstawie danych spływających z Okręgów. Sprawdź.

Co do gospodarowania na dużych rzekach - kluby w Anglii posiadaja po kilkaset metrów/kilka kilometrów jednej rzeki. I doskonale sobie dają radę z koordynacją gospodarowania na nich - to tylko kwestia skali, zasady pozostają te same.

Na koniec- wędkarz będąc członkiem stowarzyszenia jest w naszej rzeczywistości niestety tylko płatnikiem. Nie dlatego, że nie może inaczej tylko dlatego, że tak chce.
Natomiast zmiany istotne są możliwe tylko wtedy, kiedy wedkarz jako członek związku będzie chciał wywierać skuteczny wpływ na funkcjonowanie swojej organizacji i właczać się w wykonywanie jej zadań, a nie tylko korzystać jak klient. Zmiany nie nastąpią "z łaski miłościwie nam panujących". Ryszardzie, to co piszesz nie oddaliło sie daleko od epoki absolutyzmu oświeconego, którą mamy już dawno za sobą. Twój pogląd na konieczność zmian w rozumieniu zasad przez działaczy właśnie konserwuje układ, bo zakłada, że działacze mają się nie zmieniać? Chyba, że znów nie zrozumiałem Cię dokładnie. Nie lepiej, zamiast często z marnym skutkiem edukować obecnych działaczy zastąpić ich ludźmi znającymi się na rzeczy? Tylko skąd ich wziąć. Ano spośród wędkarzy, którzy mają bierne i czynne prawa wyborcze w związku.

Dla ilustracji - w szkołach amerykańskich na przewodniczącego klasy czy przewodniczacego samorządu uczniowskiego organizuje się wybory, kampanie wyborcze, ludzie chcą w nich uczestniczyć i wygrywaja najlepsi. U nas wybory do samorządów uczniowskich odbywają się metoda selekcji negatywnej albo metodą znajdowania "ochotników" wsród tych, którym nie wypada odmówić. Podobnie "nie wypada" powiedziec "ja chcę być prezesem". Wypada zostać zaproponowanym i łaskawie się zgodzić, krygując sie przy tym niemiłosiernie. Widzisz różnice?

Albo wędkarze jako członkowie zajmą się swoimi sprawami albo szkoda sobie głowę zawracać. I albo ich przywódcy nakłonią ich do tego albo szkoda czasu na dyskusje. Cokolwiek powstanie "zamiast" czy "po" PZW będzie cierpiało na tę sama chorobę. Chyba, że wody przejdą w zarząd prywatny, o czym niektórzy marzą, a wtedy rzeczywiście będzie nad nimi pusto, bo niewielu będzie stać na to aby ponieść koszty wędkowania 10 -20 razy w roku w atrakcyjnych łowiskach. O kosztach łowisk pstrągowych pisałem w "Co sie nam należy".

Serdecznie pozdrawiam'

Jurek Kowalski
                         Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Andrzej Trembaczowski 23.7.04 14:52
                        
...wędkarz będąc członkiem stowarzyszenia jest w naszej rzeczywistości niestety tylko płatnikiem. Nie dlatego, że nie może inaczej tylko dlatego, że tak chce. Natomiast zmiany istotne są możliwe tylko wtedy, kiedy wedkarz jako członek związku będzie chciał wywierać skuteczny wpływ na funkcjonowanie swojej organizacji i właczać się w wykonywanie jej zadań, a nie tylko korzystać jak klient...

Tak, to jest wlaśnie chyba ten największy problem. Utarło się takie przekonanie, że skoro płacę, to mam prawo wymagać. Chcielibyśmy być klientami - bo to łatwe i wygodne - i żądać wiele za niewielką w końcu opłatą. I to właśnie trzeba zmienić. Ale jak? Nie ma co liczyć, na to, że kilkaset tysięcy na taką zmianę się zgodzi. Tą zmianę muszą zrobć ci nieliczni, ci, którzy się angażują. Nieobecni nie powinni mieć prawa głosu. Pozostaje im tylko bierne pogodzenie się z nowym, tak jak jak dotąd godzą się z obecnym stanem i... narzekanie.
Nie musi zmienić się wszystko i wszędzie od razu, niechby ktoś gdzieś dał dobry przykład. Najtrudniej zacząć.
Andrzej
                             Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 23.7.04 15:08
                            
Masz rację. W każdej strukturze powinny być przynajmniej dwie strony. Jedna rządzi, druga jest w opozycji. Nie muszą być masowe, tak jak partie nie są masowe w społeczeństwie demokratycznym.

Naszą bolączką jest brak zorganizowanej opozycji działającej dla dobra organizacji. Ten rodzaj konkurencji byłby najcenniejszy dla postępu. Dlatego trzeba go stworzyć. I to nie na skalę indywidualną, jak niektórzy próbują, narażając się na szykany, ale powszechnie, prezentując alternatywne do obecnych programy zarządzania i gospodarowania.
Tym biernym trzeba natomiast wyjaśnić DLACZEGO aby uniknąć bardzo destrukcyjnego narzekania. I pokazać efekty.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
                         Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 23.7.04 14:24
                        
Jurku stowarzyszenie ma charakter prywatno-prawny. Wolał bym aby było to stowarzyszenie wyższej użyteczności publicznej, ale to tylko marzenie ściętej głowy. Nie zmienia to faktu, że posiadają osobowość prawną, patrząc na to z punktu widzenia gospodarczego.
Podajesz przykład klubów angielskich, działających na niewielkich fragmentach rzek i prowadzących skoordynowaną działalność. O to właśnie idzie! O zespoloną działalność. Nasze Okręgi nie potrafią się porozumieć między sobą a co dopiero prowadzić skoordynowaną działalność.
Co do kadry zarządzającej finansami Związku bo o to głównie idzie. Przepraszam, ale amator zawsze pozostanie amatorem. Nam naprawdę nie potrzeba działaczy odznaczonych złotymi czy brylantowymi /może takie już niedługo będą/ oznakami. Swego czasu JJ pisał na tym forum. Tak długo dopóki będą robić to dziadki z minionej epoki a nie manager z prawdziwego zdarzenie, tak długo Związek pozostanie dziadowski. Coś chyba jest tutaj na rzeczy.
Piszesz, że wędkarz jest płatnikiem nie dlatego, że tylko takim może być, tylko dlatego, że tak chce. Prawda. Takie zajął stanowisko i nie uszczęśliwiajmy go na siłę, ładując w niezrozumiałe dla niego meandry finansowo-ichtiologiczne. Czy mu chcemy czy nie, jest klientem o określonych wymaganiach, w większości wypadków zawyżonych w stosunku do łożonych kwot. Tak a propos wciągania wszystkich wędkarzy do zarządzania finansami, przypomniał mi się fragment skeczu "Na grzyby" z lat siedemdziesiątych w wykonaniu Kobuszewskiego i Pawlika bodajże.
Na pytanie: Kto jest teraz prezydentem w Polsce? Pada odpowiedź, że nie ma prezydenta.
-To, kto teraz rządzi?
-My!
-Jak to my? Wszyscy? Nie za dużo Was?
-Można się przyzwyczaić!
Zasada "demokratycznych wyborów" w Stanach opiera się przede wszystkim na mamonie. Vide wybory prezydenta. Kontrkandydat Busha do fotela prezydenta opiera swoje szanse przede wszystkim na tym, że jego małżonka jest głównym udziałowcem firmy Heinz i posiada odpowiednią ilość środków finansowych na kampanię prezydencką swego męża :o))))
Pozdr, Ryszard
                             Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 23.7.04 14:50
                            
Ryszardzie,

Nawiążę do kilku akapitów z Twojej wypowiedzi:

"Podajesz przykład klubów angielskich, działających na niewielkich fragmentach rzek i prowadzących skoordynowaną działalność. O to właśnie idzie! O zespoloną działalność. Nasze Okręgi nie potrafią się porozumieć między sobą a co dopiero prowadzić skoordynowaną działalność."

Otóż ja widzę tu rozwiązanie w postaci doprowadzenia do skoordyniowanego działania, co jest całkiem możliwe, a nie do pójścia po najmniejszej linii oporu i tworzenia centralnej instytucji, rodem z dawnego systemu, dla zarządzania ponad głowami lokalnych gospodarzy. Możemy różnić się w poglądach na ten temat, uważam jednak, że niewymuszona, a wynikająca z rozsądku współpraca jest lepsza i bardziej skuteczna od centralizacji.

"Tak długo dopóki będą robić to dziadki z minionej epoki a nie manager z prawdziwego zdarzenie, tak długo Związek pozostanie dziadowski."

Tak, masz rację, tylko tych managerów trzeba tam wprowadzić. Sami się tam nie zjawią. Tak na marginesie, nie możesz chyba odmówić obecnym Zarządom skuteczności w zarządzaniu - 600 000 członków, a oni kręcą tym jak chcą :-))).

"Piszesz, że wędkarz jest płatnikiem nie dlatego, że tylko takim może być, tylko dlatego, że tak chce. Prawda. Takie zajął stanowisko i nie uszczęśliwiajmy go na siłę, ładując w niezrozumiałe dla niego meandry finansowo-ichtiologiczne."

Znam wędkarzy w wielu częściach świata. Nigdzie nie spotykam takiej ignorancji gospodarczej i przyrodniczej jak u nas. Nawet na Słowacji czy w Czechach wędkarze doskonale wiedzą "skąd się biorą ryby". Nie jest to żadne przeciążanie umysłu, no chyba, że na jego ślady trudno natrafić. Nie mam zamiaru wciągać wszystkich gremialnie do zarządzania finansami. Nie wiem skąd taki pomysł? Natomiast tym argumentem o prezydenturze to przywaliłeś jak, nie przymierzając, Gomułka :-)). Pewnie, że nikt na prezydenta mocarstwa nie wybierze "gołodupca", który będzie sie uczył i dorabiał na stanowisku. Na takie eksperymenty stać tylko Polaków. Żeby dotrzeć na taki szczyt trzeba najpierw wykazać sprawność na innych polach. I pokazać, że potrafi się zarządzać własnymi sprawami. Nie sądzisz chyba, że wspólnymi sprawami będzie zarządzał dobrze ktoś, kto nie potrafi zająć się własnymi??? To też wskazówka do wyboru liderów. Oczywiście nie twierdzę, uprzedzając kontrargumenty z minionej epoki, że każdy zamożny człowiek jest dobrym przywódcą wspólnoty. Często to podły egoista i karierowicz. Ale nie zawsze, na szczęście.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                 Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 23.7.04 15:36
                                
No to na wesoło. Gomułka jak powszechnie wiadomo, był gawędziarzem ludowym z okresu Mao-Tse-Tunga. Pozostawmy go w spokoju. Bush jr niczym specjalnie się nie wyróżnił, w odróżnieniu od swego ojca ale miał do dyspozycji niezłe siano z majątku rodzinnego i stąd taka elekcja a nie inna. Można nawet powiedzieć, że w USA nastapił okres dynastyczny :o)))
A teraz już poważniej. Jestem daleki od stwierdzeń, że polski wędkarz to ciemniak i gumofilc, nic nie rozumiejący i bałbym sie takiego stwierdzenia. Zbyt daleko idące uogólnienie i może byc potraktowane jako ubliżające.
Co zaś do skutecznego kręcenia masą 600 tys członków, to nie wiem czy płakać czy klnąć. Jeśli działanie Związku, ma polegać na owijaniu i otumanianiu kilkusetysięcznej rzeszy, to cała ta dyskusja jest bezprzedmiotowa. Dajmy sobie spokój i jedźmy na ryby, póki jeszcze są. A mataczami niech sie zajmie odpowiedni organ państwa.
Pozdrawiam, Ryszard
                                     Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 23.7.04 16:08
                                    
Ryuszardzie,

Nie ma się co obrażać. Zresztą obrażanie się też nie świadczy o nadmiernej "lotności". Wystarczy zapytac tych, którzy robia coś sensownego o to gdzie napotykają na największe problemy. Jeżeli chcesz dowodów to zadzwoń do ZO w Krośnie i porozmawiaj z Piotrem Koniecznym. Także z innymi w róznych częściach Polski - z tymi, którym nie przeszkadzają w działaniu zarządy ani inne władze bo uznali, że mają cos do zrobienia i do pokazania. Natomiast o poziomie wędkarzy jako całości świadczy stan do jakiego zostały doprowadzone wody i wskazywanie palcem "onych" w odpowiedzi.

I nie ma co płakać ani kląć tylko trzeba równie skutecznie wprowadzać lepsze rozwiązania. I nie zdawać się na "organa państwa" tylko zrobic samemu porządek tam, gdzie jest top potrzebne. Też tak aby nie "wylać dziecka z kąpielą" bo wbrew temu co wielu mówi, całkiem sporo "normalnych" ludzi jest w zarządach różnych szczebli tylko sami nie obsłużą 600 000 klientów.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                         Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 23.7.04 23:57
                                        
Jurku, to nie ja się obrażam. To Ty obrażasz innych, odmawiając im znajomości
spraw związanych z problemami współczesnego wędkarstwa. Ja, mimo swego krytycyzmu do zachowań niektórych wędkarzy, bałbym się na takie uogólnienie.
Jest coraz ciekawiej w tej polemice. Jako burak i palant /patrz artykuły pod takimi tytułami/ wreszcie wiem, kto jest odpowiedzialny za stan rybostanu w Polsce? WĘDKARZE! Rzeczywiście odkrywcze. Nie działacze, tylko wędkarze. Działacze robią wszystko, co powinni, tylko wędkarze w swym buracko-gumofilcowo rozumku, nie doceniają tego i wyrybiają wody. Gdy czterdzieści kilka lat temu rozpoczynałem na serio swoja wędkarską przygodę, wędkarzy ewidencjonowanych było coś koło 1 mln 800tyś. Limity połowów były zdecydowanie większe, a i Okręgów było mniej, bo tylko 17. Dzisiaj mamy ewidencjonowanych bodajże 600 tyś, Okręgów bodajże 47 i limity o połowę mniejsze. Za to ryb mamy, o co najmniej 60% mniej. Już sam się boje wyciągnąć z tego racjonalne wnioski, aby nie być posądzonym o populizm. Pozostawiam to osądowi czytających. Aha i jeszcze jedno. Metoda C&R była bajką o żelaznym wilku. Przepraszam za ten sarkazm, ale .....
Dla ochłonięcia obrazek z innego zebrania SPRAWOZDAWCZEGO. Pytanie z sali do przedstawiciela Okręgu.
-Kolego, dlaczego zarybiacie wody PZW w 90% tylko karpiem.
-Bo takie jest zapotrzebowanie wędkarzy! /śmiech na sali/
-Kolego, ale my naprawdę nie chcemy już więcej tego paskudztwa w wodach. Optujemy za szczupakiem, sandaczem, których rybostan jest katastrofalny.
-Koledzy! Z hodowli związkowych mamy dostępnego karpia i jest oczywistym, że musimy przede wszystkim zagospodarować narybek z naszych hodowli. To przecież jasne! Na szczupaki i sandacze już nie ma środków.
No comment.
To tylko przykład, jak sądzę jeden z wielu, "racjonalnej" gospodarki Związku.
Jurku, szanuje Twoje poglądy, Twoje zaangażowanie w słuszną sprawę, ale nie zwalaj winy przede wszystkim na wędkarzy. Temu przeczą nawet statystyki Związku, z których wynika, że tyle samo, co wędkarze, odławiają kłusownicy. Zachodzi, więc pytanie, jakie narzędzia walki z kłusownictwem ma pojedynczy wędkarz? Żadne! Jakie narzędzia ma podmiot o osobowości prawnej? Zdecydowanie większe. Czy działa skutecznie? Nie!~Dlaczego? Brak odpowiedzi.
Nie chcę być złośliwym, ale konfiguracja, w której podstawowym elementem odpowiedzialnym za niski stan pogłowia ryb, jest wędkarz, może prowadzić tylko do jednego. Zaostrzyć limity, wprowadzić regulaminowy zakaz połowu wszystkich ryb drapieżnych, jako najbardziej zagrożonych i oczywiście podnieść opłaty na zarybianie i ochronę wód. Tylko, kto jeszcze pozostanie w takim stowarzyszeniu? Idealiści i obecni działacze. Reszta przejdzie do szarej strefy lub na wody prywatne.
I już na zakończenie trochę statystyki, dotyczącej mojej skromnej osoby. Rocznie na opłaty z tytułu przynależności do PZW przeznaczam około 150 zł. . Opłaty licencyjne na inne wody, nie przynależne do PZW to około 350-450 zł. Dysproporcja zadziwiająca, bo jak 3:1. Oczywiście wolałbym, aby te „drugie” pieniądze trafiały na konto PZW z określonym skutkiem w pogłowiu ryb. Nie trafiają. Nie będę finansował zarybień karpiem i planowanych przerzutów ryb z jednej wody do drugiej. Nie mam też zamiaru finansować wycieczek, negatywnie zweryfikowanego milicjanta, wraz z synem jedynakiem jako nadwornym fotografem, do Pcimia Dolnego czy Wąchocka, na zebrania sprawozdawcze Koła. Czy przytaczać dalszą argumentację? Mam nadzieję, że wystarczy.
Pozdr, Ryszard
                                             Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 26.7.04 13:08
                                            
Nie sądziłem, że weźmiesz to do siebie :-).

Brak zrozumienia gospodarki wędkarskiej nie jest oceną tylko spostrzeżeniem i opisaniem stanu faktycznego. Nie ma wśród nas wiedzy dlaczego składki są w takiej wysokości a nie w innej, jakie są efekty prowadzonych zarybień, na co wystarcza pieniędzy a na co nie. Jakie można mieć oczekiwania wobec rybności łowisk. Jaki jest wpływ wedkarzy na eksploatacje wód. Takie pytania możnaby mnożyć. Odpowiedzi na nie nie znamy, a często nawet nie potrafimy sformułować tych pytań. Przytaczane oprzez Ciebie dane też są z gatunku życzeniowych lub z zakresu "mitologii" właśnie z braku podstawowych danych.

To, że jest jak opisujesz (czy raczej bywa tak) to podstawa do zadania pytania A jak powinno być? Co zrobić aby było tak jak powinno? Kto to ma zrobić?

Oczywiście, że to właśnie wędkarze mają na to wszystko wpływ. I tu nie chodzi o przypisywanie "winy" temu czy innemu czy szukanie odpowiedzialnych, bo od tego niczego nie przybędzie (choć od rozliczeń nie należy uciekać aby wiedzieć jakich błędów wystrzegać się na przyszłość).
Co do działaczy, unikając wycieczek personalnych, w których zdajesz się lubować, oraz uogólnień, które krzywdzą wielu rzeczywiście zaangażowanych ludzi, to oni też pozostają w pustce nie maja ani poparcia (ci dobrzy) ani "oddechu na karku" (ci nie najlepsi) ze strony właśnie wędkarzy.
Jeżeli czytałeś mój artykuł "Co sie nam należy" tam wspomniałem jasno jakie nakłady na wędkarstwo upoważniałoby do przyjęcia postawy "klienta". W obecnej stytuacji musimy być wszyscy wspólgospodarzami. Inaczej sie nie podniesiemy. I w tym sensie odpowiedzialnośc spada na wędkarzy, którzy wybierają (albo raczej przez swoja bierniość pozwalają wybrać) działaczy i ryby z wody.

Oczywiście, jeżeli każdy wędkarz będzie funkcjonował indywidualnie i nie będziemy w stanie stworzyć wspólnoty i lepiej się komunikować, o czym pisze Andrzej, to nasz wpływ na cokolwiek będzie znikomy. Rzeczywiście pozostaniemy na poziomie uprawnionych do zadania pytań i prawa do domagania się odpowiedzi, choc już bez zagwaratowanego prawa uzyskania tejże odpowiedzi :-) (dla mniej zorientowanych - to w oparciu o Statut PZW).

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                                 Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Ryszard Siejakowski 26.7.04 15:04
                                                
Jurek, czy nie sądzisz, że nasza polemika, trochę zaczyna żyć własnym życiem. Przerzucamy się takimi czy innymi faktami a wody w Wiśle czy innej rzece od tego nie przybyło. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że co należy zrobić to doskonale wiemy i nie udawajmy ciemniaków. W obecnym PZW mamy tzw PRL bis w skali mikro. Wypisz wymaluj, dokładnie to samo. Tam też wszyscy wiedzieli co należy zrobić i trwali, niestety za długo. Gdy już wyszło na jaw, że dalej nie idzie za cholerę, to wymyślili "okrągły stół". Jakie są efekty tego okrągłego mebla wiemy wszyscy. Co do wycieczek osobistych, to zapewne by ich nie było gdyby, no właśnie gdyby.... To nie ja daje powody do takich czy innych ocen. Twoja wizja zaczyna przypominać problematykę naprawy NFZ. Tam też wszyscy wiedzą, że jest źle, że system jest do d.py i jedyne remedium w opinii zainteresowanych utrwaleniem zła, to przywalić na składkach, niezależnie od tego, że to tak niewiele da. Za rok, dwa, znów będzie słychać, że nie wystarczy 10% tylko musi być np 12%. Błędne koło z którego się nie chce wyjść. W Związku jest identycznie. Podstawowe hasło, to składka na zarybianie i ochronę wód, jest za niska. Może to i prawda, że za niska. Tylko o ile za niska? Jeszcze raz tyle. A może więcej a może mniej. Szermowanie pustosłowiem, że za niska do niczego nie prowadzi i wzbudza określone emocje. Czy można się dziwić nieufności członków, którzy nie mając żadnych gwarancji, że podniesienie składek cokolwiek zmieni, zachowują się tak jak się zachowują. To właściwy i zdrowy odruch z ich strony. Moja opinia jest taka. Jeśli naprawa z stowarzyszeniu nie nastąpi na wszystkich płaszczyznach jednocześnie, a zwłaszcza w naprawie finansów bieżących /oczywista konieczność/, wymianie skompromitowanych działaczy /tacy przecież są/ i przedstawieniu szczegółowego i realistycznego programu naprawczego /którego jak dotąd się nie doszukałem/ z przewidywanym wynikiem końcowym, to darujmy sobie pobożne życzenia. Działania naprawcze poprzez propagowanie C&R /popieram i staram sie do tego przekonać innych/ czy podniesienie składek/też widzę taką potrzebę/, to tylko przedłużenie agonii nieuleczalnie chorego pacjenta w istniejącym stanie rzeczy. Takie działania /myśle tu o antidotum/, mogę jeszcze zrozumieć w przypadku istoty ludzkiej z tytułu wartości moralnych, w przypadku stowarzyszenia to tylko strata czasu i pieniędzy. Znów upłynie ileś tam lat i znajdziemy się w punkcie wyjścia. Tylko już nie my będziemy o tym dyskutować czy polemizować. I dlatego, ten temat uważam za zamknięty aby nie przynudzać, cierpliwych jak dotąd czytających.
Ryszard.
                                                     Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Andrzej Trembaczowski 26.7.04 16:40
                                                    
Nie poprawimy wszystkiego i wszędzie. To jest nierealne, ale to wcale nie znaczy, byśmy mieli ograniczyć się tylko do dyskutowania!

Jeżeli ktoś, gdzieś (także i my oczywiście), gdziekolwiek, na swoim małym podwóreczku, w granicach swoich możliwości, zrobi coś konkretnego, coś pożytecznego, widocznego, liczącego się (a to jest naprawdę możliwe), to już będzie wiele!

Możliwości są. Niekoniecznie ma to być rewolucja. Niech to będzie np. zmniejszenie limitu zabieranych drapieżnikw z konkretnego łowiska poddanego dużej presji (np. jeden szczupak dziennie z jeziora X), niech to będzie zwiększenie wymiaru na jakimś konkretnym łowisku do np. 50 cm dla tego szczupaka, albo niech to będzie dodatkowa opłata licencyjna np. te 10 zł dziennie, która uświadomi mięsiarzom, że ryby w sklepie są tańsze. Albo niech to będzie zatrudnienie strażnika do pilnowania konkretnej wody (za te zwiększone opłaty). Takie przykłady już można podać i to się daję zrobić! To się przecież już robi, choć jeszcze ciągle w zbyt małej skali! Są takie łowiska, przykłady można podać. To są te małe kroki, które robią wyłom. Pokazują, że nie wszędzie musi być tak samo, że nie musi być jeden wymiar, jedn limit i jedna opłata na wszystkie wody w całej Polsce. I dzięki takim działaniom będą wody atrakcyjne, te, bardziej zadbane, bardziej pilnowane, te opłacane dodatkowymi licencjami i... pozostałe, jak to je kiedyś nazwano: wody do d.... Inaczej się nie da. Ludzie sami będą wybierać między możliwością taniego i bylejakiego wędkowania, wyławiania ryb-niedobitków, szczupaczków-podwymiarków, leszczy-żyletkowców, czy kilkunastocentymetrowych okonków i krąpi. Wędkowania nad brzydką, zaśmieconą wodą, w towarzystwie... hmmm.... niesympatycznych facetów, wykłócania się z nimi o miejsce, itd., itp., Wędkowania na dotychczasowych zasadach i... narzekania, a wędkowania takiego, jakie nam się marzy. To jest ta konkurencja. I innej możliwości nie widzę. Nie da się eksploatować naszych wód tak, jak dotąd.

Wszystkiego naraz nie zmienimy, ale to nas nie powinno zniechęcać. Jak to ktoś trafnie powiedział: "myśl globalnie, działaj lokalnie" :))))))
Spróbujmy zrobić coś konkretnego, dla swojej wody. Wspierajmy dobre działanie, tych, którzy to gdzieś robią. Wymieniajmy pomysły i doświadczenia.

I dobrze, jeżeli kogoś ta nasza wymiana zdań zachęci do innego, bardziej rozsądnego udostępniania wód, wbrew wszystkim tym, którzy żadnych zmian nie lubią, którzy chcą, aby zostało jak dotąd; siermiężnie, lecz swojsko, którzy chcieliby nadal otrzymywać ochłapy za darmochę, jak za PRLu...

Wędkarstwo nie jest ani obowiązkiem, ani koniecznością życiową. Nie jest sposobem na tanie zaopatrzenie spiżarni. Nie jest tanią i prymitywną rozrywką. I nie może być nadal tak postrzegane.
Wodom Cześć!
Andrzej
                                                     Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Jerzy Kowalski 26.7.04 16:26
                                                    
Ryszardzie,

Nie sądzę, że nie warto dyskutować.

Uważam też, że nie jest prawdą jakoby "wszyscy wiedzieli". To dotyczy zarówno "nieboszczki PRL" jak i NFZ, a zapewne i PZW.

"Wszyscy" to maja pomysł, żeby dołożyć pieniędzy do niewydolnego systemu. To droga donikąd i o tym piszę.

W tym co proponuję(emy) jest zmiana systemu gospodarowania. Najpuierw stwierdzenie co chcielibyśmy osiągnąć. Potem określenie ile by to kosztowało. Jeżeli za drogo to trzeba zrewidować oczekiwania. Na razie mamy systemy, w których są wygórowane oczekiwania oraz całkowicie oderwane od tego finansowanie, a także brak sensownego wydawania środków. Na końcu jest powszechne narzekanie, że "klocki" nie pasują do "obrazka".

Ten program, którego chciałbyś się doszukać, nie powstanie sam. Nie stworzą go też ci, którzy są zaiteresowani w trwaniu obecnego systemu, z racji własnych interesów lub wygodnictwa albo braku wiedzy i wyobraźni. A ty zdajesz sie oczekiwać tego od nich.

Co do takiego programu trzeba się umówić dyskutując i dochodząc do porozumienia, a następnie wprowadzić nowych ludzi i wybranych, sensownych "starych", którzy będą go realizować. Teraz nie ma potrzeby żadnych "stołów" bo nikt nie stoi z armią nad głową. Trzeba tylko zaangażowania i porozumienia. Albo aż tyle!!

Pozdrawiam

Jurek Kowalski
                                             Odp: Jest zaczyn i co dalej?
Andrzej Trembaczowski 24.7.04 16:08
                                            
Rysiek,
nie twierdzę, że wszędzie w okręgach jest dobrze, ale nie zgodzę się z tym, że wszędzie jest źle. Jak jest z zarybianiem u nas, to akurat wiem. Jest dostosowane do potrzeb i możliwości wody. Są wpuszczane karpie, liny, karasie srebrzyste i karasie złociste do tych wód, do których pasują. Są wędkarze, którzy lubią łowić te ryby i nic w tym złego. Ale tak samo są wpuszczane do naszych wód szczupaki, sandacze, sumy, węgorze. Są wpuszczane klenie, bolenie, jazie, brzany, świnki a na wody górskie pstrągi i lipienie. Plany zarybień są dostosowane do każdej wody, czuwa nad tym ichtiolog oraz okręgowa komisja gospodarcza. Życzenia wędkarzy wyrażane podczas zebrań są uwzględniane, jeżeli nie są sprzeczne z racjonalnym podejściem do wody. Że tak jest, mogę ręczyć. Tu przydałaby się tylko lepsza – szybsza informacja o tym, co się robi, choćby na stronie www okręgu. Same zarybienia jednak nie wystarczą.
Są wody jak Wisła, które bronią się i przed kłusownikiem i przed mięsiarzem. Ale te mniejsze już się tak łatwo nie obronią. Kłusownictwo u nas jest bardzo rozwinięte, mięsiarstwo też. Nie chce mi się już pisać o rzeziach okonków na lodzie, czy np. o zeszłorocznej masakrze jazi na starorzeczu Wieprza – to tylko drobne przykłady.
W tej liczbie kilkuset tysięcy zbyt wielu jest takich, którzy wędkarstwo traktują jako sposób na zapełnianie lodówki. I to trzeba zmienic.
Pozdrawiam
Andrzej
zamiast komentarza
Marek Kaczmarczyk - KWI 22.7.04 09:12
Jurek w innym wątku poruszył kwestię braku komantarzy pod tym tekstem. A co tu komentować? Można tylko głośnym TAK wyrazić akceptację dla zawartych w tekście przemyśleń...
Zamiast jednak odstawiać "klakę" warto pomyśleć "Jak to zrobić?". Kazdy coś może od siebie dać. Jeden więcej drugi mniej. Jeden, tak jak andrzej, czy Jurek bedzie działał na wielu frontach (edukacja, protesty) drugi... wystarczy jak podniesie przysłowiowy papierek, czy opakowanie po zanęcie (choć jedno więcej niż sam przyniósł) lub... pójdzie na zebranie Koła i... posłucha, czy tam reprezentowane są jego PRAWDZIWE WĘDKARSKIE interesy, czy może tylko siedzi tam zgrana ekipka od zarzucania stawów karpikiem i "zawodów towarzyskich" (mocno zakrapianych)...
Ja... staram się coś zrobić. Sam mogę niewiele i dlatego by suma takich "niewiele" miała szansę stać się wartością konkretną wybrałem jako miejsce i formę działania... KWI Wierzę, ze razem juz jakąś jakość Tam stworzyliśmy. Może niewielką, ale już powoli coraz bardziej widoczną...
POzdrawiam Marek
PS. na marginesie do Kanciorka. KWI nie musi oznaczać wojny z PZW. KWI poprze każde rozsądne działanie dla poprawy sytuacji. Jeśli te działania wyjdą z PZW to tylko lepiej. KWI wtedy zamiast walczyć o zbawienie wód zajmie się propagowaniem idei, które legły u jego powstania.
     Odp: zamiast komentarza
Jerzy Kowalski 22.7.04 10:26
    
Marku,

Wspominałem o braku komentarzy bo Andrzej wyraźnie zaprasza do dyskusji, przedstawiając pewne podstawowe, kardynalne zasady. Stąd moje zaskoczenie brakiem reakcji na to zaproszenie.
Wspaniale podsumowałeś to, że "każdy może coś od siebie dać" jednoczesnie wskazując na niezbędną różnorodność w tych działaniach prowadzącą do jednego celu - wspólnego osiagnięcia poprawy gospodarki wędkarskiej uwzgledniającej zarówno tworzenie warunków do łowienia ryb jak i ochronę zasobów, opisywane jako tzw. zrównoważone zarządzanie (sustainable management) zasobami przyrody. Jak wynika z tego, co napisałeś i co ja popieram, a Andrzej nazwał to "mrówczą pracą" - te działania muszą mieć charakter lokalny. Tu pojawia sie pewna róznica - KWI, o którym wspominasz, działa na poziomie "centralnym", ogólnokrajowym. Ważne jest zorganizowanie ludzi wokół takich aktywnych lokalnych liderów jak członkowie KWI czy innych grup widocznych chociażby w internetowych dyskusjach, ludzi wpływajacych na bieg spraw w PZW, począwszy od kół przez okręgi. Jak wpomniałeś - to nie musi oznaczać "wojny" z PZW. W końcu chyba członkowie KWI są członkami PZW i podstawowa przyzwoitość nakazuje realizować statut organizacji, pod którym się podpisało zostając jego członkiem. Czyż nie? Inaczej powstaje dylemat, który nawiązuje do wcześniej wspomnianej "uchylonej furtki" - jeden statut realizuję, a drugi nie, według mojego "widzimisię" chociaż pod obydwonma się podpisałem. Jak to rozumiesz? Twoje wyjaśnienie mogłoby pokazać drogę innym.
Ja angażowałem się i angażuję, w miarę możliwości, w działania lokalne, chociaż będąc "globalistą wędkarskim" w dosłownym znaczeniu staram się wykorzystywać tę wiedzę i kontakty i optykę, do której jestem przyzwyczajony. Stąd nacisk bardziej na edukację, wspieranie aktywności innych i pokazywanie generalnych koncepcji. Według zasady "myśl globalnie, działaj lokalnie".

Keep going.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski
         Odp: zamiast komentarza
Marek Kaczmarczyk 22.7.04 10:36
        
Jurku,
zarówno Statut KWI jaki Kodeks Honorowy nie są sprzeczne w żdnym punkcie z przepisami, które obowiązują mnie jako członka PZW. Sa najwyżej gdzieniegdzie ostrzejsze, szczegółowsze.
Dlatego też pisałem, że KWI nie walczy z PZW. KWI może walczyć z niekompetencję, głupotą, czy wręcz działaniami przestęczymi osób działających z mandatu Członków Związku. Tyle i tylko tyle...
KWI - jak rzekłeś działa globalnie. Fakt, ale sa też lokalne działania członków KWI (pod sztandarem KWI) i już je widać. I informujemy o Naszych sukcesach. Wystarczy też czasem odwiedzić Nasze strony by sobie przypmnieć to co uciekła z pamięci z czasem.
pozdrawiam Marek
             Odp: zamiast komentarza
Jerzy Kowalski 22.7.04 11:15
            
Gratuluję sukcesów i działań. Oczywiście, że działanie na rzecz wędkarstwa jest jedno i przynależność do różnych organizacji nie zmienia jego warunków. Chyba, że kultywuje się podział na "nasze" i "obce".
Pozostaje tylko jeden drobny szkopuł - praca społeczna na rzecz organizacji, której jest się członkiem. Nie na rzecz jej władz czy przedstawicieli, do których nie ma się zaufania czy nie czuje sympatii. Ale na rzecz poprawy funkcjonowania organizacji. Może namawiam cię na zbyt wiele ale skoro deklaracje o braku konfliktu padły to nie widzę przeszkód...
Ja pisząc o sensowności działań porównuję sobie liczebnośc obu organizacji i ich wyposażenie, majątek, potencjał gospodarczy. Problemem jest to, żeby piękne i słuszne zasady i ustalenia, które są z powodzeniem realizowane w grupie 60 członków KWI przenieść na dużo większą grupę członków PZW. One są w zupełnie podobny sposób zapisane tamże. Tylko sprawa ralizacji, i to nie dotycząca tylko przedstawicieli czy pracowników ale i członków. Jestem przekonany, że już na początku grupa zainteresowanych takim działaniem powiększyłaby sie wielokrotnie. A gdyby każdy z nich wciagnął do działania kilku następnych "normalnych", którzy pozostają w ukryciu?..... Ci zaś następnych?....

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
                 i to jest właśnie przedmiotem dzisiejszej lekcji
Marek Kaczmarczyk 22.7.04 11:27
                
jak to przenieść?
Jakoś cholera nie idzie.... Do pojedynczych działań pięknie sprawdza się "pospolite ruszenie" zwołana na okoliczność. Ciężko jednak przenieść to na "pracę u podstaw", ktorej nie da się prowadzić na grupkach zwoływanych ad hoc....
Tyle, że to nie jest problem tylko wędkarstwa....
Pozdrawiam Marek
                     Odp: i to jest właśnie przedmiotem dzisiejszej lekcji
Jerzy Kowalski 22.7.04 11:47
                    
W większości przypadków nikt nie próbuje, twierdząc "nie da się", bo nie wie jak albo nigdy nie widział jak to się robi. Aż nagle jeden spróbuje, bo nie wie, że się nie da i okazuje się, że to działa.

Wspominam moje czasy w AKW BZDYKFUS w Warszawie, kiedy to duża grupa członków koła spotykała się w każdy czwartek na SGPiS (obecnie SGH), a było to jedno z nielicznych kół, w którym walne zgromadzenia odbywały sie w pierwszym terminie (było quorum!!!!). Byli młodzi i starzy, seniorzy, rzemieślnicy, studenci, absolwenci i juniorzy. I wykonywało sie prace wychowawczą, juniorzy byli puszczani przez rodziców z pełnym zaufaniem na wspólne wyprawy, działaliśmy w ZO i w Kapitanacie Sportowym. Chyba nie wiedzieliśmy, że "się nie da".

A wędkarstwo, jak obaj wiemy, to duuuuużo więcej niż tylko sprawne łowienie ryb i spędzanie czasu w miłym towarzystwie.

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
             Odp: zamiast komentarza
Jerzy Kowalski 22.7.04 11:13
            
Gratuluję sukcesów i działań. Oczywiście, że działanie na rzecz wędkarstwa jest jedno i przynależność do róznych organizacji nie zmienia jego warunków. Chyba, że kultywyje się podział na "nasze" i "obce".
Pozostaje tylko jeden drobny szkopuł - praca społeczna na rzecz organizacji, której jest się członkiem. Nie na rzecz jej władz czy przedstawicieli, do których nie ma się zaufania czy nie czuje sympatii. Ale narzecz poprawy funkcjonowania organizacji. Może namawiam cię na zbyt wiele ale skoro deklaracje o braku konfliktu padły to nie widze przeszkód...
Ja pisząc o sensowności działań porównuję sobie liczebnośc obu organizacji i ich wyposażenie, majątek, potencjał gospodarczy. Problemem jest to, żeby piękne i słuszne zasady i ustalenia, które są z powodzeniem realizowane w grupie 60 członków KWI przenieść na dużo większą grupę członków PZW. One są w zupełnie podobny sposób zapisane tamże. Tylko sprawa ralizacji, i to nie dotycząca tylko przedstawicieli czy pracowników ale i członków. Jestem przekonany, że już na początku grupa zainteresowanych takim działaniem powiększyłaby sie wielokrotnie. A gdyby każdy z nich wciagnął do działania kilku następnych "normalnych", którzy pozostają w ukryciu?..... Ci zaś następnych?....

Serdecznie pozdrawiam

Jurek Kowalski
Gospodarka wedkarska - powiew nowego
Jurek Kowalski 20.7.04 23:47
Andrzeju,

Swietne podsumowanie (lub raczej, jak wolisz-wstep do dyskusji), napisane przez osobe znajaca sie na rzeczy. Nic z pojawiajacych sie propozycji pytania innych o wiedze, ktora jest "na miejscu", tworzenia ankiet czy zbierania podpisow pod petycjami czy postulatami.
Tak po prostu powinno byc zorganizowane nowoczesne wedkarstwo w kraju o potencjale i uwarunkowaniach, ktore wlasnie wystepuja w Polsce.
Wiele z tych usprawnien moze byc po prostu wprowadzonych bez dodatkowych nakladow tylko przez usprawnienie organizacji wedkarstwa.
Pozwole sobie na mala dygresje ilustrujaca problem.To tak jak z nasza sluzba zdrowia. Nie mozna wolac o wiecej pieniedzy (ktorych nie ma w kraju) na utrzymanie systemu, na ktory nie stac byloby o wiele bogatszych od nas. Trzeba tak dostosowac organizacje tej sluzby publicznej aby wystarczylo na jej sfinansowanie pieniedzy, ktore sa do dyspozycji. Trzeba tez lepiej pilnowac wydawania tych pieniedzy, jednoczesnie zwiekszajac odpowiedzialnosc i podstawowa przyzwoitosc tych, ktorzy je wydaja. Wtedy naklady na ochrone maja szanse zmalec.Czy nie przypomina to naszego, wedkarskiego "podworka"?

Problem zasadniczy - sposob wprowadzenia takiego rozumienia gospodarki wedkarskiej jak opisales. Po kilku kadencjach udalo sie zapoczatkowac je w ZO w Krosnie (to nie dzieje sie z dnia na dzien, chociaz nastepni moga miec latwiej i dojsc do efektow szybciej). Problemem obecnym jest utrzymanie wprowadzonych regulacji w "morzu populizmu". Mam nadzieje, ze problemem do przezwyciezenia, zwlaszcza przy poparciu "kwiatu wedkarstwa polskiego".
Droga do takich decyzji podejmowanych przez ZO jest obecnosc w nim odpowiednich ludzi, ktorzy zostali powolani na te funkcje przez swiadomych wyborcow - czlonkow stowarzyszenia. I to jest droga odtwarzania struktury organizacji przez "mrowcza prace", o ktorej wspominalismy wczesniej w dyskusji pod artykulem o "miesiarstwie". Mniej zorientowanym pragne przypomniec, ze o gospodarce wedkarskiej w obwodach rybackich ma terenie Okregu decyduje Zarzad Okregu, posiadajacego osobowosc prawna i bedacego uzytkownikiem (teraz dzierzawca) wody publicznej. Pojawiajace sie tu i owdzie wezwania do oddania wod samorzadom czy innym wlascicielom albo klubom moze byc potraktowane sensownie jedynie jako efekt pewnej bezsilnosci i niezdolnosci do dzialania. Efekt "chciejstwa", o ktorym pisal Ryszard, a nie gotowosci do sensownego stawiania i osiagania celow.
Tych regulacji nikt nam nie wprowadzi, nie zrobi tego za nas samych, nie da sie tego zrealizowac na zasadzie "wezmy i zrobcie". To wyzwanie dla swiadomych, wolnych wedkarzy.
W przyszlym roku wybory..... A przed nimi mnostwo pracy. ...

Albo zostanie jak bylo....

Serdecznie pozdrawiam

Jerzy Kowalski


Valid XHTML 1.0!
Wszelkie prawa zastrzeżone - All Rights Reserved - ©2004 Stowarzyszenie KWI

Klub gości na Rybim Oku


Reklamy KrokusOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooOsuszanie bydynków - izolacja pionowaPozycjonowanie stron WWWEtykiety samoprzylepneEtykiety odzieżowe